Przeczytaj, zanim pójdziesz do lekarza

WAM Sławomir Rusin
data21.03.2017 07:00

(fot. shuttestock.com)

Małgorzata Solecka, dziennikarka, która zajmuje się tematyką medyczną od prawie dwudziestu lat, stworzyła najbardziej wyczerpujący i najbardziej przystępny przewodnik po polskim systemie opieki zdrowotnej.

 

Z Małgorzatą Solecką, autorką książki "Służba zdrowia? Jak pokonać chory system", rozmawia Sławomir Rusin

 

Pani najnowsza książka nosi tytuł "Służba zdrowia? Jak pokonać chory system". Dlaczego znak zapytania przy służbie zdrowia?

 

Znak zapytania stawiam przede wszystkim dlatego, że system, który mamy, nikomu nie służy. Ani pacjentom, ani pracownikom, ani podatnikom, czyli nam wszystkim, którzy go utrzymujemy. Drugi powód to moja wątpliwość, czy kierunek zmian, jaki proponuje minister Konstanty Radziwiłł, jest właściwy. Minister mówi o Narodowej Służbie Zdrowia a ja obawiam się, chyba nie bez podstaw, że te reformy wpędzą nas w jeszcze większe kłopoty.

 

Kto odpowiada za stan polskiej opieki zdrowotnej?

 

W największym stopniu - politycy. W książce wiele razy przywołuję przykład Czechów, którzy od kilkunastu lat budują swój system i mają sukcesy. Nam brakuje ciągłości w podejściu do zmian. Każdy rząd, każdy minister zdrowia forsują swoje rozwiązania, albo nic nie robią. Jesteśmy świetni w burzeniu.

 

W pewnym stopniu można też mówić o winie, czy też raczej odpowiedzialności nas wszystkich, jako wyborców. Ktoś przecież tych polityków wybiera.

 

Lekarze też są winni? A może, jak my, są ofiarami systemu?

 

Z pewnością można wskazać lekarzy, i obawiam się, że jest ich niemało, którzy, mówiąc bardzo oględnie, nie pomagają pacjentom w starciu z systemem. Ale, poza skrajnymi przypadkami, gdy lekarz popełnia wobec pacjenta jakieś nadużycie, ja raczej lekarzy bronię. A przynajmniej - staram się zrozumieć. System wyciska ich jak cytrynę. Polscy lekarze należą do najbardziej zapracowanych nie tylko w Europie, ale i na świecie.

 

W książce podaje Pani z jednej strony przykłady wybitnych specjalistów, lekarzy, którzy czynią cuda (jest w niej pasjonujący rozdział o polskiej kardiochirurgii), a z drugiej strony widzimy miejsca, gdzie wszystko kuleje. Przykładowo - osoby uratowane po zawałach zderzają się z nienajlepszą opieką i to tu zaczyna się dramat. Dlaczego w niektórych dziedzinach potrafimy wybić się na światowy poziom, a w innych tkwimy w ogonie Europy?

 

Brakuje konsekwencji i odwagi. Od kilkunastu lat ci, którzy odpowiadają za politykę zdrowotną, powtarzają te same hasła, a gdy przychodzi do podejmowania decyzji, okazuje się, że brakuje im odwagi.

 

Potrafimy korzystać z opieki zdrowotnej? Może dajemy się wykorzystywać?

 

Myślę, że Polacy w niczym nie odbiegają od innych nacji, jeśli chodzi o umiejętność korzystania z systemu opieki zdrowotnej. To zresztą jest jeden z powodów, dla których koszty systemu bardzo szybko rosną. Internet pozwala szybciej odkrywać ścieżki dostępu do leczenia, konsultować, choćby na społecznościowych portalach dedykowanych pacjentom z określoną chorobą, diagnozę czy sposób leczenia. Wiele osób, zwłaszcza ze skomplikowanymi chorobami przewlekłymi przyznaje, że w tej chwili choruje się - i leczy też - zupełnie inaczej, niż jeszcze piętnaście lat temu. Bardziej świadomie.

 

Badania pokazują, że Polacy kupują i zażywają ogromne ilości lekarstw? Wolimy leczyć się sami niż iść do lekarza?

 

Jest to jedno z wytłumaczeń tej nadmiernej konsumpcji leków dostępnych bez recepty. Może nie wolimy, ale jesteśmy przekonani, że musimy i możemy się leczyć sami, bo do lekarzy są kolejki. Ale powodów tej lekomanii jest więcej. Część leków jest dostępna w zwykłych sklepach, w hipermarketach, w kioskach. W całkiem dużych opakowaniach, nie mówimy o awaryjnych dawkach. To na pewno napędza sprzedaż. Poza tym producenci leków coraz większą liczbę preparatów rejestrują jako OTC, czyli dostępnych bez recepty. Można bez recepty kupować takie leki, które kilka lat temu musiał przepisywać lekarz. A ponieważ leki OTC można reklamować, jesteśmy dosłownie zalewani spotami wychwalającymi syropy przeciwkaszlowe, leki antywirusowe, preparaty witaminowe… Bywa, że cały blok reklamowy ma charakter apteczny. Nie od dziś wiadomo, że reklama jest dźwignią handlu.

 

Ostatnio otrzymałem informacje, że zabieg na kolano, któremu miałem się poddać rok po wpisaniu na kolejkę, został przesunięty o lat 8. Dlaczego ja, a także zapewne tysiące innych osób w Polsce, musimy tak długo czekać na zabiegi? Przecież z każdym rokiem zwyrodnienia, problemy zdrowotne się pogłębiają, a co za tym idzie, zabiegi muszą być bardziej skomplikowane i droższe.

 

Pod koniec stycznia został opublikowany, jak co roku, Europejski Konsumencki Indeks Zdrowia, czyli badanie dotyczące tego, jak funkcjonują systemy ochrony zdrowia w Europie. Polska zajęła w tym badaniu piąte miejsce, ale od końca. Jednym z największych problemów naszego systemu są właśnie kolejki do leczenia. Marnym pocieszeniem jest fakt, że kolejki nie są tylko polską specjalnością. Długo na leczenie muszą czekać pacjenci np. w Irlandii i Wielkiej Brytanii - i to jest jeden z powodów, dla którego z niepokojem patrzę na plany ministra Konstantego Radziwiłła, który chce polski system reformować na wzór brytyjski.

 

Autorzy tego badania najtrafniej odpowiadają na pana pytanie: systemy, w których występują długie kolejki, czasem wieloletnie, są droższe niż systemy, w których pacjenci nie muszą oczekiwać na leczenie. Między innymi dlatego, że eliminuje się właśnie element powikłań czy konieczności wdrażania droższego leczenia, odpowiedniego do bardziej zaawansowanego stadium choroby.

 

Czy można uzdrowić polską służbę zdrowia? Czy taka rehabilitacja jest w ogóle możliwa? A może to beznadziejny przypadek?

 

Czy można? Wręcz trzeba! Jak to zrobić? Tu odpowiedź jest oczywiście bardziej skomplikowana, ale jedno jest pewne: zamiast tworzyć nowe problemy, trzeba rozwiązywać te, które są. Mniej ideologii w reformowaniu, więcej praktyki. Wbrew temu, co mówi minister Konstanty Radziwiłł, największym problemem polskiej służby zdrowia wcale nie jest to, że część pacjentów nie ma prawa do korzystania z bezpłatnego leczenia. Jeśli nawet tak jest, to akurat tę kwestię można bardzo szybko i w prosty sposób rozwiązać, nie trzeba wielkich reform i burzenia tego, co działa. Największym problemem jest to, że ci, którzy teoretycznie takie prawo mają - zbyt często nie mogą z niego skorzystać.