"Amoris laetitia" dla Bractwa św. Piusa X

Karol Kleczka Karol Kleczka
data08.04.2017 09:00

(fot. Antonisse, Marcel / Anefo [CC BY-SA 3.0 nl] / Prasanna Welangoda (Flickr) [CC BY-SA 2.0] via Wikimedia Commons)

Papież Franciszek uczynił kolejny krok w stronę pojednania Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X ze Stolicą Apostolską. W zaskakujący sposób przypomina on inny ruch papieża - ten zastosowany w adhortacji "Amoris laetitia" w stosunku do rozwodników.

 

W liście zaaprobowanym przez Franciszka Papieska Komisja "Ecclesia Dei", zajmująca się relacjami z Bractwem wydała dyrektywy dotyczące ślubów osób należących do ich duszpasterstwa. Nowe przepisy upoważniają biskupów diecezjalnych do udzielania licencji na sprawowanie sakramentu małżeństwa kapłanom, którzy są związani z tak zwanymi lefebrystami.

 

Nie jest to pierwszy jednoczący gest papieża w stosunku do Bractwa. Wcześniej z okazji Jubileuszu Miłosierdzia Franciszek wyraził zgodę na udzielanie sakramentu pojednania przez kapłanów Bractwa, którą następnie w liście apostolskim "Misericordia et Miserae" przedłużył poza okres jubileuszowy. Biorąc pod uwagę tę wcześniejszą decyzję papieża dotyczącą spowiedzi, nowa dyrektywa jest kolejnym gestem ze strony Watykanu mającym pomóc zasypać bolesny podział w Kościele.

 

Na początku popatrzmy, jak to wygląda od strony przepisów. Aby małżeństwo było ważne i zgodne z kościelnym prawem, nie wystarczy status księdza świadczącego sakramentowi, którego udzielają sobie małżonkowie, lecz również poszanowanie porządku prawnego. Kapłan, w którego obecności narzeczeni wyrażają zgodę na małżeństwo, musi być oddelegowany przez biskupa, a najczęściej przez proboszcza - ordynariusza parafii. Kwestia autoryzacji jest na tyle istotna, że nawet kardynał czy nuncjusz apostolski nie mogą bez niej błogosławić młodej parze. Ciekawym historycznym przypadkiem była sytuacja Federico Tedeschiniego, nuncjusza apostolskiego w Hiszpanii w trakcie pontyfikatu Piusa XI. W latach dwudziestych XX wieku błogosławił on licznym małżeństwom, które sąd Świętej Roty uznał później za nieważne.

 

Należy jednak pamiętać, że nie wszystkie dotychczas zawarte małżeństwa przez wiernych Bractwa są nieważne, ponieważ istniała możliwość poproszenia o autoryzację sanatio (czyli amnestię już po zawarciu małżeństwa). Mimo wszystko stanowiło to wyraźną komplikację. Najnowszy list Papieskiej Komisji i dyrektywa w nim zawarta znacząco upraszczają całą procedurę.

 

Ogłoszenie dokumentu, prócz wymiaru praktycznego, ma ogromne znaczenie symboliczne, ponieważ biskup nie może teraz odmówić udzielenia zgody, argumentując to faktem, że księża Bractwa nie mają pełnej jedności z Kościołem katolickim.

 

Budowa zgody z Bractwem św. Piusa ma już długą historię i jest niezwykle skomplikowanym procesem. Pisząc o bolesnym podziale, miałem na myśli także to, że w pewnym momencie wydawał się prawie nie do przekroczenia. Znaczący jest tu przykład okresu dyskusji mających miejsce w trakcie pontyfikatu papieża Benedykta XVI. Uczyniono wtedy ogromne kroki mające zaowocować pojednaniem z Bractwem, między innymi zniesiono ekskomunikę zaciągniętą przez lefebrystów w 1988 roku oraz zaoferowano Bractwu funkcjonowanie w Kościele na zasadzie prałatury personalnej.

 

Pomimo prób papieża Benedykta porozumienie nie doszło do skutku, dziś jednak kwestia stworzenia prałatury dla Bractwa powraca. Obecnie jedyną taką prałaturą w Kościele jest Opus Dei. Przełożony Bractwa, biskup Bernard Fellay, wydaje się sprzyjać temu pomysłowi Franciszka, mówiąc, że powyższe rozwiązanie może być najlepszą opcją dla uzyskania jedności z Rzymem.

 

Jednak jak donosi portal CruxNow, sam Fellay napotyka na opór wielu tradycjonalistów obawiających się "korupcji" ze strony "modernistycznego papieża". Choć przełom wydaje się na wyciągnięcie ręki od dawna, rozmowy zawsze zrywano, ze względu na nieakceptowanie przez Bractwo  wielu treści nauczania, które Watykan uważa za konieczne dla pełnego pojednania. Wśród nich szczególną linię podziału wyznaczają dokumenty Soboru Watykańskiego II. Bractwo nie zamierza bowiem podporządkować się w kwestiach spornych, takich jak "praktyka ekumenizmu, która wyrażana jest w terminach mogących sugerować, że wszyscy posiadają tę samą wiarę; kwestie liturgiczne oraz związek pomiędzy Kościołem i państwem".

 

Niewątpliwie różnice pomiędzy lefebrystami a Rzymem w niektórych kwestiach są ogromne, zaś dotychczasowe strategie zbliżania kończyły się impasem. Benedykt XVI wyciągał rękę w stronę Bractwa, lecz jego członkowie kategorycznie odmawiali przyjęcia warunków papieża. Warto w tym świetle zastanowić się nad szalenie interesującym kierunkiem przyjętym przez następcę Josepha Ratzingera.

 

Papież Franciszek zdaje się próbować obejść te przeszkody i momenty poróżnienia, zwracając uwagę na sytuację duszpasterską wiernych Bractwa i podejmując konkretne rozwiązania. Każdy krok - czy w przypadku spowiedzi, czy teraz małżeństwa - to rozeznanie, spojrzenie z bliska na bardzo wyraźne potrzeby wiernych. Narzeczeni "mogą na przykład znaleźć się w bardzo różnych sytuacjach, które nie powinny być skatalogowane lub zamknięte w zbyt surowych stwierdzeniach, nie pozostawiając miejsca dla odpowiedniego rozeznania osobistego i duszpasterskiego". Skąd ten cytat? Z kontrowersyjnych dla niektórych środowisk akapitów adhortacji "Amoris laetitia" poświęconych sytuacji osób rozwiedzionych znajdujących się w nowych związkach małżeńskich.

 

Taka analogia może być szokująca, ale spróbujmy ją pociągnąć. Papież pisze w kolejnych zdaniach, że "kluczem duszpasterskiego towarzyszenia im [tj. osobom rozwiedzionym] jest logika integracji, aby nie tylko wiedziały, że należą do Ciała Chrystusa, którym jest Kościół, lecz aby mogły mieć tego radosne i owocne doświadczenie. Są ochrzczeni, są braćmi i siostrami, Duch Święty rozlewa w nich dary i charyzmaty dla dobra wszystkich". Sytuacja Bractwa św. Piusa jest dramatyczna, bo mamy do czynieni z bolesnym zerwaniem. Obie strony wyrażają swe racje i twardo przy nich obstają. Wielu katolikom łatwo przychodzi fałszywy i brutalny osąd, że wierni Bractwa to odszczepieńcy. Lefebryści często nie pozostają dłużni, przyklejając swoim siostrom i braciom łatkę modernistycznych heretyków. To rana tak głęboka, jak każdy rozwód. Przecież w pewnym sensie przez ekskomunikę zaciągniętą przez Bractwo mieliśmy do czynienia z rozwodem.

 

Dzięki Bogu papież Benedykt XVI wszedł na drogę pojednania, poszukując sposobów dojścia do naszych braci, a dziś podąża za nim Franciszek. Podąża inaczej, bo kieruje się do szczególnie intymnej sfery - pragnienia uczestnictwa w życiu sakramentalnym Kościoła. Być może właśnie ten sposób - dotarcie przez rozeznanie, bliskość i konkretność - jest w stanie na nowo połączyć Rzym i Bractwo św. Piusa X. Być może moment spotkania, w którym kapłan Bractwa przyjdzie do kurii biskupa lokalnego z prośbą o pozwolenie na błogosławienie małżeństwa jego wiernych, przełamie lody uprzedzeń. Może spojrzą sobie w oczy i zobaczą braci.

 

Taka też jest nadzieja sekretarza Papieskiej Komisji, arcybiskupa Guido Pozzo, który wierzy, że uda się ustalić punkty wspólne i dojść do porozumienia. Stolica Apostolska pozostawia bowiem pole do wspólnej rozmowy na temat zastrzeżeń do pewnych aspektów i sformułowań dokumentów soboru, a także do niektórych reform niedotyczących kwestii dogmatycznych i niepodlegających dyskusji.

 

Gest papieża to jasny sygnał, że podejmowane są kolejne kroki w stronę okazania Bractwu szacunku z wyrażoną w tekście listu nadzieją, że pełne pojednanie wkrótce nastąpi. Gorąco w to wierzę i ogromnie tego pragnę.

 

Karol Kleczka - redaktor DEON.pl, członek Klubu Jagiellońskiego, doktorant filozofii na UJ