Bóg kopnięty życiem

Edyta Drozdowska Edyta Drozdowska
data15.04.2017 09:00

(fot. shutterstock.com)

- Rozmawiasz czasem z Bogiem? - Tak. Pytam Go, dlaczego tak bardzo mnie nienawidzi. Mąż skopał jej twarz i złamał żebra. Mówi, że i tak najbardziej boli ją serce.


Słychać dźwięki "Blowin in the wind" grane na fletach Karoliny i Zbyszka. Ona - młoda dziennikarka z Krakowa, on - starszy pan z pasją, bezdomny. Spotkali się na Plantach i tak się zaczęło. Przyjaźń i wspólne granie. Mówi o niej "córcia", a Karolina docenia, że nikogo nie musi przed Zbyszkiem udawać.

 

Relację z nim nazywa "kumpelstwem" i zastanawia się, co może zrobić, żeby jego sytuacja przestała być trudna, choć on nie oczekuje pomocy. Na kilka ostatnich spotkań nie przyszedł, bo zrobiło się jaśniej i wstydził się zniszczonych butów. Czekał, aż będzie mógł sam kupić nowe. 


Spotkania, które nie dają spać


Brzmienie fletów miesza się z gitarą, bo młody blondyn zbiera na wakacje, śpiewając Jamesa Blunta, i z głosem Olka. Jemu z kolei trudno uwierzyć, że obcy ludzie "stoją za nim murem i są jak rodzina". Może przestanie pić i pójdzie na detoks.


Ponad 80-letnia, dzisiaj zadbana, kiedyś pewnie nienagannie elegancka pani prosi o nowe buty, bo te, które ma, są za ciasne, a pana obok trudno namówić na kanapkę, bo zapewnia, że zupa wystarczy. Dzisiaj akurat jest pomidorowa.


W środy i niedziele, na tzw. kręgu - miejscu na Plantach blisko podziemnego przejścia i Teatru Słowackiego, ludzie ze wspólnoty SaintʼEgidio i z ekipy Zupy na Plantach spotykają się z osobami bezdomnymi. Z pozoru nie ma o czym gadać, bo niby niełatwo znaleźć temat z nieznajomym, ale po kilku minutach obcy ludzie rozmawiają jak przyjaciele. Są żarty i trochę śmiechu, są dramaty i historie, które nie dają spać.


- Rozmawiasz czasem z Bogiem? - Tak. Pytam Go, dlaczego tak bardzo mnie nienawidzi. Mąż skopał jej twarz i złamał żebra. Halina mówi, że i tak najbardziej boli ją serce. Ledwo dojechała, ale chciała pogadać i zjeść coś ciepłego. Za godzinę do niego wróci, bo nie wyobraża sobie życia bez Wojtka. Mieszkają w wagonie ze znajomymi, nikt nie stanął w jej obronie. Dziękuje za wysłuchanie, bo to pomaga jej najbardziej. Nie chce innej pomocy ani szpitala. Pozwoliła, żeby lekarka opatrzyła jej rany.


Planty jak tabernakulum


Jak ona to wszystko znosi? Skąd bierze siłę i jak to robi, że jeszcze żyje. W twarzach tych ludzi tak bardzo widać twarz Jezusa. Boga kopniętego głodem, sepsą, odrzuceniem. Pijanego z bólu albo rozpaczy. Przecież w każdym z miejsc, gdzie człowiek cierpi albo nie ma nadziei, On obiecał być.

 

Pomyślałam, że powinniśmy przed nimi klęczeć. Zaskoczyła mnie ta myśl, ale szybko przypomniałam sobie lekarza opatrującego prawie zgniłą nogę albo wolontariusza, który zakładał buta na odmrożoną stopę. Oni już to robią.


W rozmowie z Marcinem Jakimowiczem ojciec Mariusz Wójtowicz powiedział, że na rekolekcjach u karmelitów ludzie są zszokowani, bo zbyt często nie ma wystawienia Najświętszego Sakramentu. "Dlaczego? Bo Karmel kładzie nacisk na Boga, który mieszka w człowieku.


"Mistyk to ktoś, kto przez szarość codzienności dotyka Boga. Teresa od Jezusa (wielka charyzmatyczka!) podpowiada: nie szukajcie spektakularnych darów, szukajcie Boga w codzienności". Dokładnie to samo polecał święty Ignacy z Loyoli. Czyli - sprawdzone info.

 

Liturgia nie kończy się w kościele


Wzrusza mnie Wielki Czwartek. Bóg, który nie dość, że pozwala się zjeść, to jeszcze klęka przed nami z miską, ręcznikiem i bez zastanowienia. Triduum Paschalne mieści w trzech dobach tyle tajemnic. Chcemy być blisko Jezusa.


Piękne są te dni i to, że od kiedy On zmartwychwstał, nie ma dla nas przegranych spraw. Tylko niech liturgia tego tygodnia nie skończy się w kościele.


"Dopiero wtedy będę szczęśliwy, gdy pozwolę Bogu klęknąć przed moim podeptanym życiem. Pokochać to, co brudne, wstydliwe, zranione we mnie. A potem odważę się klęknąć przed drugim człowiekiem i go obmyć i pokochać w tym, co kruche. Ta akcja idzie dalej. To nie jest pobożna abstrakcja. To jest liturgia mojego życia. Liturgia, która zawsze dzieje się w obecności Boga i konkretnego człowieka. Ale podczas gdy nam kolana tak rzadko drżą i tak rzadko potrafimy klęknąć przed sobą i drugim człowiekiem i być blisko siebie, On to robi pierwszy po to, żebym się już nie bał" (fragment kazania o. Michała Adamskiego).

 

Ta akcja koniecznie musi pójść dalej. Nieważne, czy dołączeniem do spędzania czasu z osobami bezdomnymi, przelewem, który uratuje życie, herbatą z samotnym sąsiadem, jakimś trudnym "przepraszam", wybaczeniem komuś albo sobie, szczerą rozmową z bratem czy czymś zupełnie innym, osobistym. Tylko zamiast za długo myśleć, czekać, bać się - do it!

 

Jest tylu ludzi, w których chce być spotkany Jezus. Świat będzie lepszy, jak się nam to uda.


*
Zupa na Plantach&SaintʼEgidio Kraków - dzięki, że zarażacie miłością bez zastanowienia i że wam się chce. Świat już jest lepszy.


Imiona niektórych osób bezdomnych zostały zmienione.