Jesteśmy świadkami Zmartwychwstania

ks. Tomáš Halík
data16.04.2017 09:00

(fot. halik.cz)

Miejscem akcji zmartwychwstania Jezusa nie jest jedynie owa ciasna przestrzeń skalnego grobu za murami Jerozolimy — tą przestrzenią, w której Jezus powstaje, jest przestrzeń naszej wiary.

 

Nowina o zmartwychwstaniu Jezusa jest nie tyle odpowiedzią na pytanie, co stało się z Jego ciałem, ile raczej każe nam pytać o nasze własne życie. W czasie Wielkiejnocy chodzi o to, co dzieje się z naszym życiem, kiedy z wiarą dotykamy najgłębszych tajemnic życia i śmierci naszego Pana. Święty Paweł ujmuje to w na­stępujących słowach: "Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze", a zatem musicie sobie uświadomić, że was dotyczy to, co się stało — teraz wy także po­wstańcie do nowego życia.

 

Miejscem akcji zmartwychwstania Jezusa nie jest jedynie owa ciasna przestrzeń skalnego grobu za murami Jerozolimy — tą prze­strzenią, w której Jezus powstaje, jest przestrzeń na­szej wiary. My jesteśmy powołani, żeby być świadkami Jego zmartwychwstania.

 

*  *  *

 

Co to znaczy: być "świadkami zmartwychwstania"? Oczywiście, nie byliśmy naocznymi świadkami Jego zmartwychwstania jako wydarzenia z odległej przeszłości — w końcu nikt nim nie był, nawet apostołowie. Oznacza to, że zostaliśmy powołani, aby wła­snym stylem życia zaświadczyć, że Chrystus żyje. Nie chodzi o wygłaszanie teologicznych teorii na temat, co znaczy "zmar­twychwstanie samo w sobie" (an sich). Mamy świadczyć przede wszystkim o tym, że Chrystus żyje dla nas i że żyje w nas.

 

I to nie w jakimś enigmatyczno-idealistycznym sensie, że "jesteśmy przekonani, iż Jego idee są stale ważne i wciąż aktualne", jak to się zwykło mawiać nad grobami "wielkich zmarłych". On żyje dla nas — nie tak jak nauka czy jak ideologia, ale jako osoba. I znowu — nie tylko jako "wielki wzór" — bo wtedy traktowalibyśmy Go jak pomnik w "alei zasłużonych". Całe wydarzenie Chrystusa, obejmujące zarówno Jego osobę, słowa, czyny, ziemską historię, jak i tę wielowymiarową obecność w ciągu dziejów chrześcijaństwa, stanowi żywy nurt, który przenika i użyźnia nasze życie, jeśli się na Niego otworzymy.

 

*  *  *

 

W czasie Triduum śledziliśmy dramat Męki Pańskiej głównie z punktu widzenia świętego Jana, który nie postrzega krzyża i zmartwychwstania jako dwóch oddzielnych wy­darzeń, ale jako dwojakie spojrzenie na tę samą rze­czywistość. Z ludzkiej perspektywy krzyż oznacza upadek, z perspektywy Bożej — nowy początek.

 

Nie zapominajmy o jeszcze jednym aspekcie nowiny o zmar­twychwstaniu. Historię piszą zwycięzcy — Bóg jednak słyszy także jęk ofiar. Wierzymy, że przez jęki swego Syna, przez Jego ofiarę Bóg usłyszał i przyjął także jęki niezliczonej rzeszy niewinnych ofiar naszej historii oraz ich ciemne chwile, wyrażone Jezusowym krzykiem: "Boże mój, czemuś Mnie opuścił". Owa cen­tralna tajemnica naszej wiary, którą wobec braku stosowniejszych słów nazywamy "zmartwychwstaniem", oznacza Boże tak nie tylko dla krzyżowej drogi Jego Syna, ale i Boże tak dla niezliczonych ofiar i krzyży tych, którzy szli podobną drogą wierności prawdzie i zapłacili za to najwyższą cenę.

 

Oczywiście, wierzymy, że ofiara Chrystusa na krzyżu posiada wyjątkową odkupieńczą wartość oraz niepowtarzalne znaczenie i sens. Posiada ją przez to, czym Jezus jest — Bożym Słowem dla nas, Jednorodzonym Synem Najwyższego. Wartości Jego ofiary nie mierzy się miarą Jego cierpienia — nie odrzucamy możliwości, że byli i są w naszych dziejach ludzie, którzy przeżywali jeszcze większe męki duchowe i cielesne niż On. Krzyż Chrystusa nie był "wyczynem", Jego absolutna wartość polega na czymś innym — na skali Bożej miłości, która objawiła się w szeroko otwartych ramio­nach Jezusa, z których możemy wyczytać prawdę słów: "Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał".

 

W całym życiu Jezusa możemy śledzić Jego solidarność z ludźmi, zwłaszcza z biednymi i cierpiącymi. Dlatego jestem przekonany, że na krzyżu solidaryzuje się On także z cierpieniem niezliczonych ofiar ludzkiego okrucieństwa i obojętności oraz wielkimi zastępami tych, którzy — niezależnie od tego, pod jakim sztandarem lub bez niego — cierpieli za prawdę, wolność i sprawiedliwość.

 

Dlatego wierzę, że Ojciec, który przez "wskrzeszenie" swego Syna przyznał się do Niego, razem z Nim wypowiada swoje tak i amen również tym Jego braciom, z którymi Jezus solidaryzował się w cierpieniu i śmierci. W dzień Zmartwychwstania — gdy zgod­nie z niezbyt odległą tradycją w niektórych miastach rozlegają się w południe syreny upamiętniające obie wojny światowe — pamię­tam także o ich ofiarach. Myślę o tych wszystkich, którzy podobnie jak w Apokalipsie świętego Jana tworzą niezmierzony tłum "przy­chodzący z wielkiego ucisku", tłum odziany w białe szaty, ponie­waż "w krwi Baranka je wybielili". I dziękuję za wszystkich — po tej i tamtej stronie granicy oddzielającej żywych i umarłych — na których ciemność i cierpienie, dzięki zwycięstwu Chrystusa nad śmiercią, pada promień nadziei.

 

Tomáš Halík - czeski ksiądz katolicki, potajemnie wyświęcony na kapłana w czasach komunizmu, wykładowca Uniwersytetu Karola, rektor praskiego kościoła Najświętszego Salwatora, aktywnie uczestniczy w życiu publicznym, był jednym ze społecznych doradców prezydenta Václava Havla. Laureat Nagrody Templetona w 2014 r.

 

Tekst pochodzi z książki: "Zacheuszu! 44 kazania o sensie życia".