"Trump to ogromny krok w tył dla ruchu pro-life"

America Magazine Sam Sawyer SJ
data14.02.2017 07:29

(fot. PAP/EPA/RON SACHS / POOL)

Prezydent Donald J. Trump zrealizował jeden z taktycznych celów ruchu pro-life. Następnie zaś zainicjował serię projektów, które są jednoznacznie sprzeczne z ochroną godności ludzkiego życia. Biorąc pod uwagę oba te wydarzenia, takich posunięć nie da się uznać za krok w stronę promowania wartości pro-life. Właściwie jest to ogromny krok w tył.

 

Prezydent Trump przywrócił zakaz znany jako Polityka Mexico City (Mexico City Policy), dotyczący finansowania z federalnej kasy organizacji, które nie potwierdziły, że nie będą "przeprowadzać i aktywnie promować aborcji i metod kontroli poczęć". Polityka Mexico City była na zmianę uchylana i ponownie przywracana przez ostatnie trzy dekady w zależności od linii partyjnej osób będących przy władzy. Razem z Poprawką Hyde’a, nad której przyjęciem na stałe Izba Reprezentantów głosowała we wtorek, te posunięcia są istotnym osiągnięciem w dziedzinie pro-life.

 

Niestety ostatnie wieści z Białego Domu potwierdziły, że ruch pro-life zwyciężył na jednym froncie, ale pojawiła się także tragiczna pustka, jeśli chodzi o przywódców ruchu pro-life w Owalnym Gabinecie. We wtorek wieczorem podano do publicznej wiadomości informację, że Trump wkrótce podpisze dokumenty rozpoczynające budowę długo obiecywanego muru wzdłuż granicy meksykańskiej i wprowadzi limit bądź całkiem zawiesi możliwość wjazdu do Stanów Zjednoczonych dla uchodźców z Syrii oraz z innych "podatnych na terror krajów". Te działania pokazały, że mimo motywacji Trumpa do wprowadzenia Polityki Mexico City, nie był to konsekwentny ruch w kierunku uznania godności ludzkiej i świętości ludzkiego życia.

 

Budowanie muru mającego powstrzymać imigrantów - osoby, które często uciekają przed przemocą i rozpaczą obecną w ich własnych krajach - jest dowodem na odmowę uznania faktu, że wszyscy ludzie mają tę samą i nieodłączną godność. Odmowa udzielenia schronienia dokładnie skontrolowanym, sprawdzonym uchodźcom pochodzącym z kraju rozdartego wojną buduje złotego cielca naszemu własnemu bezpieczeństwu i ustawia go wyżej niż Tego, który powiedział: "Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie".

 

Co łączy te inicjatywy, poprzez okazanie braku szacunku dla życia nie-Amerykanów, to to, że są to istotne symbole przywiązania Trumpa do niebezpiecznej idei z zakresu nacjonalizmu: "Ameryka jako pierwsza", którą przywoływał także podczas świętowania swojej inauguracji. Obie te inicjatywy są także antyświadectwem dla spójnej etyki życia i poparcia wartości ewangelicznych.

 

Przywrócenie Polityki Mexico City także jest symbolem. Ale jeśli przyjrzymy się mu w świetle innych wydarzeń, dostrzeżemy, że nie wynika on z konsekwentnego przywiązania do wartości pro-life, ale ze zrozumienia swojej pozycji politycznej. Jednak mimo to, powrót do tego prawa ma wielką wartość. Zmniejszy on wsparcie finansowe dla aborcji i zredukuje zaangażowanie narodu amerykańskiego w tę wielką tragedię. Prawdopodobnie jest to także próba siania strachu wśród obrońców aborcji. Ta opozycja jest także symboliczna - z pierwszeństwem dla prawa do aborcji na jednym końcu spektrum politycznego. Prawdziwe pytanie natury moralnej, i to jedno z trudniejszych, dotyczy tego, jak Amerykanie mogą współpracować w spełnianiu wspólnych celów - poprawy zdrowia kobiet z wyłączeniem aborcji - bez traktowania tych programów jako pionków w wojnie kulturalnej. Aby to zrobić, ci z nas, którzy uważają aborcję za niesprawiedliwość, muszą pracować nad czymś więcej niż tylko nad politycznymi zwycięstwami. Potrzebujemy symboli, które pomogą ludziom pojąć świętość ludzkiego życia.

 

Symbole nie są bez znaczenia. Kiedy obywatele wspierający ruch pro-choice lub nawet ci, którzy wpierający aborcję, spojrzą na to, co działo się w tym tygodniu w Białym Domu, nie zobaczą zasadniczej decyzji o ochronie życia ludzkiego. Zamiast tego zobaczą najnowszą odsłonę partyjnej wojny, w której aborcja jest tylko przedpolem bitwy. I mimo że mogą - daj Boże - cenić bardziej życie nienarodzonych, w sprawie uchodźców i imigrantów Trump tylko demonizuje dla własnej wygody. Przez to sprawa aborcyjna zostanie zapamiętana tylko jako symbol polityczny.

 

Nie tak wygląda prawdziwe przywództwo w ruchu pro-life. Ci, którzy wierzą w godność każdego człowieka, powinni ostrożnie rozważyć jej cenę.