Hołownia: powinniśmy być wdzięczni uchodźcom i imigrantom

Tygodnik Powszechny Szymon Hołownia / pz
data09.09.2015 13:53

(fot. youtube.com)

Bardzo prosiłbym o powściągliwość wszystkich tych, którzy będą mi teraz słać wiadomości: jak pan jesteś taki mądry, to nocuj pan tych Syryjczyków u siebie - pisze Szymon Hołownia.

 

W najnowszym "Tygodniku Powszechnym" Hołownia pisze o "kryzysie uchodźców".

 

- Zdanie "Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie" nie odnosi się tylko do Polaków szukających lepiej płatnej pracy w Anglii, ale również do owych wykpiwanych "hord młodych, zdrowych mężczyzn", koczujących na europejskich dworcach - zwraca uwagę katolicki publicysta.

 

- W mediach i internecie wylewa się z nas bajoro nienawiści, brudu, ksenofobii, agresji, zawijanych w chrześcijaństwo osobistych i społecznych lęków. Chociaż za całym tym hałasem znów jest tło: spora milcząca większość. Która na to, co się dzieje, patrzy z obawą (bo idzie nowe, zaś nowe ma prawo budzić w ludziach pytania, a nawet wątpliwości), ale i z wiarą, że Bóg nas w tym wszystkim przecież nie zostawi, bo wyposażył nas w niezawodne instrukcje. Chciałbym umieć przekonać tych ludzi, że to największa przygoda, jaka nas, polskich chrześcijan, może za naszego życia czekać. I największa szansa dla polskiego Kościoła, który wciąż nie znalazł chyba odpowiedzi na pytanie, czym ma być w Polsce XXI w. Dziś propozycję tej odpowiedzi uchodźcy i imigranci podsuwają nam jak na tacy. Winniśmy im za to szczerą wdzięczność - pisze Hołownia

 

- To oni mogą nam przypomnieć, że osią naszego chrześcijaństwa nie jest wcale obrządek, kultura albo nawet moralność, zwłaszcza seksualna, którymi od ćwierć wieku się zamęczamy, zamiast inspirować i próbować skleić z nich fundament naszego przesłania dla świata. Istotą chrześcijaństwa jest zaufanie Jezusowi: wiara, że to, co zrobił i powiedział, było na poważnie i ma w naszym życiu swoje konsekwencje. Że pójście za Jego bardzo trudnymi zaleceniami przynosi skutek w postaci uwolnienia od lęków i pozwala patrzeć na najbardziej powikłane sytuacje jasnym okiem - dodaje.

 

- Nawet jeśli przyjęlibyśmy (absurdalne) założenie, że każdy muzułmanin to potencjalne zagrożenie - to co z tego? Przecież Ewangelia mówi wyraźnie, że mam dobrze czynić również (albo: zwłaszcza) tym, którzy mnie prześladują i nienawidzą! W przypowieści o nadstawianiu drugiego policzka nie ma dopowiedzenia: "a po nadstawieniu drugiego zyskujesz moralne prawo, żeby sam lać gościa w mordę". Nasz Mistrz, Jezus, w momencie, gdy przyszli po niego religijni policjanci, był absolutnie w prawie, by się bronić, co więcej - byłoby to ze wszech miar pożyteczne i uzasadnione! Mimo to nakazał Piotrowi schować miecz. Czym jest obrona choćby i naszej Ojczyzny w porównaniu z obroną Syna Bożego, a mimo to On poddaje się bijącym, "a policzki swoje rwącym Mu brodę" - pisze znany publicysta.

 

- Bardzo prosiłbym o powściągliwość wszystkich tych, którzy będą mi teraz słać wiadomości: jak pan jesteś taki mądry, to nocuj pan tych Syryjczyków u siebie. Papieska propozycja to niezwykle realistyczny sposób wdrażania wżycie Ewangelii. Franciszek mówi wszak: niech każda parafia przyjmie do siebie rodzinę (a nie: niech każda rodzina przyjmie do siebie parafię). Niewielu z nas ma możliwość zakwaterowania przy­­byszów w domu, ale wszyscy mamy możliwość, by zrzucić się po trochu i jakiś dom im wynająć. Ktoś ma zakład, może przyda mu się pracownik. Ktoś pracuje w szkole, może załatwi zniżkę na czesne. Ktoś ma piekarnię, może dać bułki. W 10 tys. polskich parafii rodziny uchodźców zasymilują się dużo lepiej niż w obozach czy innych gettach. Że niektórzy się nie zasymilują, że zawiodą pokładane w nich nadzieje, że "nie zwrócą inwestycji", że może zaczną nam w domu bałaganić? A czy z polskimi imigrantami bywało inaczej - komentuje apel Franciszka ws. uchodźców.

 

Cały tekst w najnowszym numerze "Tygodnika Powszechnego".