I ty zacznij modlić się przed jedzeniem!

Wzrastanie Mirosław Salwowski
data01.12.2009 10:07

(fot. monkeybusiness / depositphotos.com)

Nie ukrywajmy tego. Ogromna większość Polaków-katolików nie modli się przed i po jedzeniu. W gronie rodzinnym czyni to może 1 procent. Gdy znajdujemy się pośród innych, a więc w pracy, barze czy restauracji, ten wskaźnik maleje jeszcze bardziej.

 
Powodów tego stanu rzeczy jest dużo i mają one różnorodny charakter (historyczny, kulturowy, a także osobisty). Polak-katolik nie tylko, że nie modli się przed jedzeniem, ale w dodatku zwyczaj ten wydaje się mu czymś dziwnym, obcym, dalekim. Zamiast się jednak zrażać się, można spróbować dorzucić swą małą cegiełkę do przekonania naszych rodaków, iż "błogosławieństwo stołu" jest czymś bardzo pięknym, chwalebnym i pożytecznym.
 

Modlitwa przed jedzeniem jest sugerowana przez Pismo Święte i polecana przez magisterium Kościoła

 
Biblia, która jest całkowicie bezbłędnym i nieomylnym Słowem Bożym naucza: "A jeśli z dziękczynieniem coś spożywam, dlaczego mają mi złorzeczyć za to, za co ja dziękuję? A więc, czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek czynicie, wszystko czyńcie na chwałę Bożą" (1 Kor 10, 30 - 31); "Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię naszego Pana Jezusa Chrystusa" (Ef 5, 20); "Nieustannie się módlcie. Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was" (1 Tes 5, 17-18).
 
Podobne zalecenia znajdziemy także w orzeczeniach soborów, pismach papieży oraz katechizmach. Przykładowo, Sobór Nicejski II poleca, by: "nawet (...) ci, którzy wybrali małżeństwo, dzieci i światowe uczucia, jeśli spożywają posiłek razem, kobiety i mężczyźni, niech się zachowują w sposób nienaganny, niech złożą dzięki w modlitwie Temu, który im dał pożywienie (...)" . Jan Paweł II z kolei, w jednych ze swych listów pisał: "W żadnej chrześcijańskiej rodzinie nie powinno też braknąć wspólnie odmawianej modlitwy przy posiłku. Zdaję sobie sprawę z tego, że niejeden człowiek musiałby się pod tym względem jakoś przezwyciężyć. Ale odłóżcie na bok wszelki fałszywy wstyd religijny i módlcie się wspólnie!".
 

Modlitwa przy posiłku w szczególny sposób uczy nas pokory

 
Gdy zasiadamy do stołu, by podziękować Bogu za to, że mamy co jeść, oraz prosić Go, by pobłogosławił nasz posiłek, przypominamy sobie o tym, że jesteśmy całkowicie od Niego zależni. Codziennie dziękując Bogu za to, że mamy co jeść i pić, uczymy się w ten sposób bardziej doceniać dobroć i hojność naszego Stwórcy. "Błogosławieństwo stołu" może być więc dobrym lekiem na nasze tendencje do zarozumiałości i myślenia w kategoriach samowystarczalności.
 

Modlitwa przed jedzeniem przynosi nam Boże błogosławieństwa

 
Dziękując Bogu za jedzenie i picie oraz prosząc Go, by pobłogosławił nasz pokarm, uznajemy, że nie jesteśmy niezależni od Stwórcy i samowystarczalni. Biblia i Tradycja Kościoła nieustannie powtarzają, iż pokora niesie za sobą Bożą przychylność, zaś pycha wywołuje Boży gniew. "Bóg (...) pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje" (1 P 5, 5); "rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich (...) a wywyższył pokornych" (Łk 1, 51-52). Jeśli dziękujemy Bogu za to, że mamy co jeść i pić, możemy spodziewać się, iż będzie On troszczył się o nasze doczesne potrzeby.
 

"Błogosławieństwo stołu" jest dobrą okazją do wspólnej rodzinnej modlitwy

 
Często trudno jest zebrać się rodzinie na wspólną modlitwę. Modlitwa przy stole może być dobrym początkiem do zakorzenienia się w rodzinie regularnego zwyczaju wspólnych modlitw. Modlące się razem rodziny są zaś jednym z najmocniejszych przyczółków w duchowej wojnie przeciw mocom ciemności. Tam, gdzie rodziny codziennie modlą się razem, wielokrotnie spada procent rozwodów oraz małżeńskich zdrad, zaś kłopoty w wychowaniu dzieci przebiegają zazwyczaj znacznie bardziej łagodnie, niż w innych rodzinach.
 

Modlitwa przed jedzeniem jest wyznaniem wiary w Pana Jezusa przed innymi ludźmi

 
Modlitwa przy posiłku w miejscu pracy, barze, restauracji i innych miejscach publicznych, to jeden z najtrudniejszych do zrealizowania postulatów. Niektórym osobom modlitwa przy posiłku w miejscach publicznych kojarzy się z jakąś religijną ostentacją, jeszcze inni boją się wprawić w zakłopotanie swych znajomych i bliskich.
 
Najczęstszą jednak przyczyną dla której pobożni katolicy wzdragają się przed modlitwą przy stole w miejscach publicznych, jest zwykły ludzki strach. Jest to strach przed ukradkowymi spojrzeniami innych ludzi, jawną bądź zamaskowaną kpiną lub szyderstwem z naszej postawy, byciem naznaczonym jako "religijny dziwak". Jeszcze inną odmianą tego strachu jest obawa, iż tego rodzaju przyznanie się do wiary w Jezusa utrudni nam dotychczasowe w miarę "swobodne" życie. Wiemy lub przeczuwamy, iż wraz z momentem tego rodzaju chrześcijańskiego "wyjścia z podziemia" nasi znajomi będą baczniej i uważniej przyglądać się temu, jak żyjemy. Jeśli do tej pory śmiałeś się z dowcipów o rozpuście, używałeś wulgarnej mowy, okłamywałeś szefa, to po tym, jak zaczniesz modlić się w obecności innych przed posiłkiem (nie rezygnując ze swych niemoralnych zwyczajów) jeszcze bardziej zaczniesz czuć się jak zakłamany hipokryta, która "modli się pod figurą, a diabła ma za skórą". Trudniej będzie ci czynić zło w obecności innych osób, gdyż ich spojrzenia, a często też słowa, będą cię oskarżać o zakłamanie i sprzeczność między życiem a wiarą. Wielu zatem nie modli się przed jedzeniem w obecności innych osób, by móc się czuć swobodniej w swym złym i występnym życiu.
 
Cóż można odpowiedzieć na tego rodzaju obiekcje? Oczywiście nie jest dobrze, gdy nasza modlitwa staje się jakąś ostentacją i stoi za nią pragnienie, by ludzie nas za to chwalili i podziwiali. Tego rodzaju postawę faryzeuszów potępił nasz Pan Jezus Chrystus mówiąc o tych, którzy modląc się, wystają na rogach ulic po to, by byli widziani przez ludzi (por. Mt 6, 5). Czy to jednak oznacza, że każda publiczna modlitwa i każde publiczne wyznanie wiary jest złe? Oczywiście, że nie. Wszak na kartach Biblii nieraz czytamy o tym, iż Pan Jezus, Apostołowie, prorocy i patriarchowie modlili się także w obecności innych ludzi. Gdyby publiczna modlitwa była zła, Kościół święty zapewne nie polecałby też swym wiernym uczestniczyć choćby w procesjach eucharystycznych, pielgrzymkach czy drogach krzyżowych, których ścieżki nieraz wiodą przez ulice dużych miast. Złe nie jest zatem modlenie się w miejscu publicznym, ale pragnienie, byśmy byli z tego powodu chwaleni, podziwiani i szanowani przez innych ludzi. Z powodu modlitwy przy posiłku, zwłaszcza dziś, możemy być jednak bardziej krytykowani aniżeli chwaleni, bardziej wyśmiewani niźli szanowani i podziwiani. Dlatego, jeśli ktoś myśli, iż ujawnienie się z tym zwyczajem przyniesie mu doczesną glorię chwały, najprawdopodobniej szybko się rozczaruje. Choć troska o to, byśmy nie czynili z naszej modlitwy jakiegoś widowiska jest z pewnością ważna, nie mniej ważne jest, byśmy nie wstydzili się swej wiary w Pana Jezusa.
 

Odwaga modlitwy

 
Jeśli uważamy za rzecz dobrą, podziękować naszemu Panu za pokarm w domu, to dlaczego mielibyśmy nie czynić tego w obecności innych osób? Co byśmy powiedzieli o mężu, który co prawda rozmawiałby ze swą żoną w domu, ale poza domem nie odzywałby się do niej nawet jednym zdaniem? Słowa Zbawiciela i św. Pawła o tym, iż: "Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie" (Mt 10, 33); (nie należy) "wstydzić się ... świadectwa Pana" (2 Tm 1, 8) są zbyt ważne, by je lekceważyć.
 
Jeśli, ze względu na przewidywane, przykre dla nas, reakcje innych ludzi, rezygnujemy ze zwyczaju, który w zaciszu swego domu praktykujemy, to jakie świadectwo dajemy swemu Zbawicielowi? Czy nasze postępowanie nie oznacza jakiejś formy zapieranie się Jego Imienia? Jeśli dziś paraliżuje nas strach przed czyimś śmiechem, złośliwą uwagą czy choćby spojrzeniem, to w jaki sposób mamy przygotować się na o wiele bardziej dokuczliwe i srogie prześladowania, które muszą nas spotkać, jeśli tylko będziemy chcieli iść śladami Pana Jezusa (por. Jn 15, 20)?
 
A co z faktem, iż ludzie będą teraz znacznie bardziej pilnie i krytycznie obserwować twoje postępowanie? Powinieneś się z tego tylko cieszyć. Ludzie ci mogą być bowiem dawno zagłuszanym przez ciebie głosem sumienia, który wzywa cię do zerwania z pewnymi złymi nawykami i upodobaniami.
 
Jeśli jest zatem tyle argumentów za modlitwą przy posiłku, dlaczego tego nie czynić?