Co papież odpowiedział uczestniczce Powstania Warszawskiego?

WAM Wanda Skowron / papież Franciszek
data12.11.2018 09:00

(fot. Grzegorz Gałązka / galazka.deon.pl)

"Doświadczenie, które opisuje Wanda, jest tragiczne" - przyznaje Franciszek, który po usłyszeniu świadectwa pani Wandy był bardzo poruszony. Przeczytaj, co jej odpowiedział.

 

Mówi pani Wanda Skowron, nauczycielka historii. Mieszka w Warszawie i ma 81 lat.

 

Rozmawiała z nią Katarzyna Hushta, siostrzenica:

Byłam dzieckiem wojny. Moje wojenne dzieciństwo składało się z wielu sytuacji kryzysowych, tak licznych, że właściwie nie do policzenia, a czasem nawet nieuświadamianych.


Powstanie warszawskie wybuchło, kiedy miałam niespełna osiem lat. Wśród wielu śmierci, które przyszło nam, dzieciom, widzieć z bliska z powodu ostrzału i bombardowań, jedna stała się dla mnie porażką w bezsilności i cierpieniem, które pozostało nigdy nie zapomniane, powracające w jesienne dni przypominające tamtą jesień 1944 roku.


Dosłownie parę godzin przed kapitulacją Powstania przeżyliśmy jeszcze jedno bombardowanie, które uwięziło pod gruzami mieszkańców klatki B. Wszyscy rzucili się do odgruzowywania, ale ciężkiego sprzętu przecież nie było, a została zniszczona część czteropiętrowego, solidnego budynku. Mijały godziny, minęła noc. Wiedzieliśmy, że uwięzieni żyją, ale ciągle nie było do nich dostępu i możliwości wydobycia.

 

Tymczasem rankiem budynek został otoczony przez oddział wyprowadzający mieszkańców z miasta. Nie pomogły prośby, błagania o pozwolenie na dalszą pracę. Wyprowadzono nas. Wśród tych, którzy pozostali w piwnicznym grobie, żyjąc, był mój podwórkowy kolega Maciuś, młodszy nieco, radosny poszukiwacz przygód. Nie wiem - nikt tego nie wie - jak długo umierali.


Parę dni później - po selekcji, która odbyła się w Pruszkowie [obóz dla wysiedlonych mieszkańców Warszawy], załadowano nas do wagonów towarowych, tak zwanych węglarek, które nie mają dachu.

 

Transport składał się z osób starszych lub starych, chorych dzieci, krótko mówiąc, nienadających się do pracy.

 

Trafiłam z rodzicami do wagonu, gdzie przeważali chorzy. Był wśród nas lekarz. Wieczór był chłodny, padał drobny, nieustający deszcz. O kolana lekarza oparta była młoda dziewczyna wstrząsana kaszlem i dreszczami. Rozmawiali. Siedziałam obok, przysypiałam, budziłam się, zaczęłam słuchać - dziewczyna zapytała: "Czy ja umrę?". "Tak - padła odpowiedź. - ale nie bądź smutna, nie martw się. Po prostu twoja droga dobiega końca i będziesz u Boga, zdrowa, bez lęków, kłopotów - szczęśliwa". Mówił to z ogromną pewnością i uśmiechem, dodając jeszcze: "nas czeka jeszcze wiele trudów, może bólu. Ty już jesteś bezpieczna".

 

Kiedy nastał świt, dziewczyna odeszła. Miała spokojną, pogodną twarz. Pociąg zatrzymał się w Żywcu, tu go rozładowano, nasza wspólna droga dobiegła końca. Nigdy jej nie zapomniałam. Nie zapomniałam tego, czego mnie nauczyła.


Natomiast bezsilność jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń i wiele trzeba pracy, aby przyjąć ją w przypadku nieodwracalności wydarzeń.

 

Świadectwo pani Wandy tak poruszyło papieża, że odpowiedział jej w "Dzieleniu się mądrością czasu":

 

Mówienie prawdy osobom stojącym na progu śmierci jest naprawdę bardzo ważne. Musimy znaleźć sposób na to, by pomóc naszym bliskim zrozumieć, że niedługo odejdą. To straszna rzecz zwodzić kogoś, kto ma umrzeć. Można powiedzieć: "nie poddawaj się, nie rezygnuj!". To może pomóc. ale nigdy nie mów: "wrócisz do zdrowia!". To zdrada zaufania, które pokłada w tobie druga osoba.

 

Doświadczenie, które opisuje Wanda, jest tragiczne, ale to, jak o nim opowiada, jest pocieszające. Ten lekarz zademonstrował właściwą postawę wobec tej młodej dziewczyny.


U mojej babci na nocnym stoliku leżała kartka z modlitwą. Babcia chciała, żebyśmy ją zawsze odmawiali: "Pamiętaj, że Bóg cię widzi, pamiętaj, że patrzy teraz na ciebie, miej świadomość, że musisz umrzeć, ale kiedy, nie wiesz". A zatem wszystko zależy od tego, jak w świetle twej prawdy wygląda twoje życie. Jeśli nie najlepiej, wówczas ogarnia cię strach. Cały czas straszysz siebie. Jeśli żyjesz, jak należy, przygotowujesz się na ważną chwilę.

 

Śmierć to jeszcze jeden etap życia. Kto wie, że Pan go nie zdradzi, kroczy przed siebie z odwagą. Sam Pan obdarzy cię łaską ujrzenia życia w śmierci. Jest takie wyrażenie, które mi się nie podoba: "dom Ojca" albo "wrócić do domu Ojca" sugerujące, że jakoby wracamy do punktu wyjścia.

 

Lepiej powiedzieć: "idź na spotkanie z Panem" albo "jestem coraz bliżej tego spotkania". Bo pod koniec życia będzie spotkanie.

 

To spotkanie, które być może zdarzyło lub które nie zdarzyło mi się w życiu; spotkanie, którego być może wyczekiwałem lub którego nie wyczekiwałam.

 

Ale ostatecznie wszyscy spotkamy Boga twarzą w twarz.

 

* * *

 

Chcesz przeczytać więcej świadectw osób starszych oraz komentarzy papieża Franciszka? Koniecznie sięgnij po książkę "Dzielenie się mądrością czasu"

 

Specjalnie dla czytelników DEON.pl w dniu premiery kod rabatowy -25%. Wpisz: DMCD