Ja się z glejaka wcale nie cieszę

WAM ks. Jan Kaczkowski
data28.01.2016 00:35

(fot. Damian Kramski / Wydawnictwo WAM)

Dawałem uczniom numer i mówiłem: "Dzwońcie, jak będzie trudno" (no dobra, mówiłem: "Jak będziecie w czarnej dupie"). Może Bóg mi pokazuje, że to wszystko jest nieważne - pisze ks. Jan.

 

Trzeba się zatrzymać i powiedzieć sobie, jakie przestrzenie mojego życia zaniedbałem. I nie chodzi o zaniedbanie porządku w mieszkaniu, ale o relacje. Czy zaniedbałem coś, do czego jestem powołany? Czy może nie miałem odwagi szukać swojego powołania? Nie miałem czasu myśleć nad sobą? Pochodzę stąd, z Sopotu. Zawsze, kiedy siadam tu do konfesjonału i słucham turystów, często wyrwanych z natłoku pracy w korporacji czy gdziekolwiek indziej, widzę wyraźnie, że jedynie w czasie wakacji mają czas i chęć, żeby siebie usłyszeć. Odpoczywajmy, odepnijmy się od naszej codzienności. Na nowo sobie uświadommy, co jest w życiu ważne. Nawet jeśli coś na pewnym etapie zawaliliście, ale macie tego świadomość, to Bogu dzięki.

 

To znaczy, że się nie odkleiliście od samych siebie. Dzisiejsze pierwsze czytanie brzmiało nieco groźnie: "Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą". Rozproszyliście owce, nie zatroszczyliście się o nie. Tak jakby Pan Bóg nam, księżom, chciał powiedzieć: już ja się kiedyś przyjrzę nieprawości waszych serc. To jest coś, co mną wstrząsa, co przypomina mi, jaka jest moja odpowiedzialność. Przed Kościołem i przed wami.

 

Dyskusja wewnętrzna

 

Kiedy w hospicjum przychodzę do kogoś, kto mi się wydaje nieprzytomny, i łapię się na tym, że robię coś niepersonalistycznego, czyli np. wychodząc, mówię "z Bogiem" i nie patrzę na tę osobę, to nagle robię pstryk, odwracam się i żegnam pełnym zdaniem: "pani Grażyno, proszę zostać z Bogiem". Bo wyobrażam sobie, że kiedyś mnie ta Grażyna znajdzie po tamtej stronie i zapyta: "a pamiętasz moment, gdy potraktowałeś mnie jak przedmiot?" Wiem, że z każdym moim czynem stanę po tamtej stronie. Dzisiejszy dzień jest dla mnie bardzo refleksyjny, ponieważ akurat mam 38. urodziny. Proszę o nieskładanie kondolencji. Urodziny zawsze są okazją do podsumowań. Do przeanalizowania, jaki był ostatni rok. Do zadawania sobie pytań.

 

Czy dołożyłem staranności, żeby być dobrym człowiekiem i dobrym księdzem? Czy nikogo nie odepchnąłem? Jako młody ksiądz byłem katotalibem. Życie uczy mnie bycia coraz łagodniejszym. Już widzę, że nie wszystkie wybory są czarno-białe. Idźmy dalej: czy byłem zawsze kulturalny? Czy wymagałem od siebie? Czy się przygotowywałem? Czy nie zmarnowałem tego czasu, który Pan Bóg mi dał? Zwłaszcza, że od bez mała trzech lat jestem na życiowym wirażu, bo żyję z nieuleczalnym nowotworem. Każda rocznica moich urodzin, nie dość, że mnie skłania do refleksji, to jeszcze każe stawiać pytanie, czy będzie następna. Ale pytam też o inne sprawy. Janie, czy ty tego czasu choroby nie roztrwoniłeś? W tym sensie, że skupiłeś się na sobie albo - z przeciwnego bieguna - uciekłeś w nadaktywność? Chciałbym, żeby w tych moich zamyśleniach pobrzmiewały także państwa pytania do samych siebie. Zapraszam do dyskusji wewnętrznej.

 

Chrześcijaństwo to nie cierpiętnictwo

 

Czy gdybym się znalazł na wirażu, byłby ktoś, komu się mogę zwierzyć, komu mogę zaufać? Całe życie innych odpycham czy walczę o relacje? Czy walczę o swoje sumienie? Ćwiczymy je w codzienności. Na małych rzeczach, na małych uczciwościach albo małych nieuczciwościach. By, gdy przyjdzie jakaś wielka pokusa, ono nas ochroniło. Teraz pytania o bliskość. Czy potrafimy kochać swoich najbliższych? Czy łatwo darujemy urazy? Czy obrażamy się, tkwimy w złości, która sięga aż do szpiku kości pokoleniowej? "Nigdy mu nie wybaczę". "Nie daruję krzywdy".

 

Chrześcijaństwo nie jest głupie. Często mylimy je z cierpiętnictwem. I bez zastanowienia mówimy o nadstawianiu drugiego policzka. Tak, poleca nam to Ewangelia. Ale proszę zwrócić uwagę, że kiedy Jezusa podczas męki żołnierz policzkuje żelazną rękawicą za rzekome bluźnierstwo, Chrystus mówi: "Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego Mnie bijesz?" Jeżeli ktoś mnie krzywdzi, mam prawo zapytać. Nie biernie nadstawiać drugi policzek, tylko zapytać: dlaczego mnie bijesz, dlaczego mnie krzywdzisz?

 

Początek głębokiego przebaczenia

 

Jeżeli to rzeczywiście jest krzywdziciel, to początkiem wybaczenia jest nazwanie pewnych faktów po imieniu. Skrzywdziłeś mnie w tym, w tym, w tym i w tym. Ale nie pozwolę, żeby to zło odniosło podwójny sukces. Pierwszy, bo zaistniało, a drugi, bo zniszczyło mnie i z mojego serca zrobiło suchą śliwkę niezdolną do przeżywania dobrych uczuć. Po prostu zrobiło ze mnie frustrata. To jest początek głębokiego przebaczenia. Nie należy siebie tym złem obciążać. Jestem chyba beznadziejnym księdzem, bo nie potrafię przekonać młodych ludzi do kilku fundamentalnych dla mnie prawd. Pierwsza to jest to, że na ołtarzu będzie Chrystus pod postacią chleba i wina. Że jak podniosę Hostię i wszyscy będziemy się w nią wpatrywać, mówiąc:

 

"Panie, nie jestem godzien", ale chociaż muśnij mnie, a będę wewnętrznie przemieniony, to mogą zdarzyć się rzeczy niezwykłe. Jak to jeszcze dobitniej powiedzieć? "Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?" Jak przekonać młodych facetów, że bycie księdzem, w celibacie to może być fascynująca przygoda, która w ogóle nie ogranicza? Że celibat jest niezwykle męski? Że można czuć się wolnym we współczesnym Kościele? Jak przekonać, że mimo licznych zgorszeń ze strony duchownych, są rzetelni i gorliwi kapłani? Ojciec Święty Benedykt XVI przeniósł po cichu do stanu świeckiego ponad 400 księży pedofilów, bydlaków. Moi państwo, już Pan Bóg zajmie się nieprawością ich serc. Co nie znaczy, że nie mamy ich ścigać i zamykać do więzień. Trzeba bezsprzecznie reagować na zło.

 

Zawsze chciałem być człowiekiem dialogu

 

Nie urodziłem się w jakiejś wybitnie pobożnej rodzinie. Nie narzucaliśmy się Panu Bogu. Ale zostałem księdzem właśnie z tego powodu, że pochodziłem z takiego, a nie innego środowiska. Dlatego napisałem na obrazku prymicyjnym: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają". Zrobiłem to, ponieważ zawsze chciałem być człowiekiem dialogu. Bardzo lubię rozmawiać z innymi, zwłaszcza z inaczej myślącymi, bo wydaje mi się, że jestem w stanie ich zrozumieć. Myślę dzisiaj: Janie, wiele rzeczy ci się udało. Całe życie ci mówiono: "inteligentny, ale leń", a pokonałeś to lenistwo. Zrobiłem jakiś śmieszny doktorat (każdy by potrafił), specjalizację z bioetyki, habilitację przerwała mi choroba.

 

Uczciwie byłem wikariuszem. Uczyłem w szkole z wielką pasją - najpierw w zawodówce, potem w dobrych liceach, w których chciałem się wzbijać na szczyty erudycji. Zawsze pisałem uczniom na tablicy numer telefonu do siebie i mówiłem: "Dzwońcie, jak będziecie w trudnej sytuacji" (no dobra, przyznam się. Mówiłem: "Jak będziecie naprawdę w czarnej dupie"). Zdarzało się, że telefon w środku nocy zadzwonił. Zresztą i dziś się to zdarza. Przykładałem się do wykładania na uczelni. Zbudowałem jedno z najlepszych hospicjów Polsce. Co ja mówię! Ja? Zbudowaliśmy! To ciężka praca wielu ludzi.

 

Kawał bilogicznego świństwa

 

Ale może Pan Bóg chce mi pokazać, że to wszystko jest nieważne? Może chce mi pokazać, że to, czym mógłbym się szczycić, to, na co pracowałem przez długie lata, że to są śmieci? A coś, co uważałem za straszną porażkę - chorobę, powinienem uznać za sukces? Może to coś najważniejszego, co miało mi się w życiu przydarzyć? Bo otworzyło mnie na rzeczywistości, których będąc w innej sytuacji, nigdy bym nie dostrzegł? Wiecie, jak mi to trudno powiedzieć? Wciąż we mnie walczą różne siły...

 

Bo, moi państwo, ja się wcale nie cieszę z tego glejaka, nie mówię z czułością: mój glejaczku kochany, rozwijaj się. Nie. To jest kawał biologicznego świństwa. Ale może Pan Bóg chce mnie ogołocić? Może chce mi powiedzieć: Jan, najistotniejsze, byś pokazał ludziom, że ważne jest zbawienie, że ważna jest relacja ze Mną, ważna jest miłość, uczciwość i bliskość. Może...

 

***

 

Fragment pochodzi z najnowszej książki księdza Jana Kaczkowskiego "Grunt pod nogami", którą możesz kupić w przedsprzedaży tylko na stronie Wydawnictwa WAM. Po wpisaniu kodu: GRUNTDEON, cena obniży się o 20%.

 

Dlaczego warto zamówić u nas?

 

otrzymasz książkę najszybciej (wysyłka startuje 2 lutego, oficjalna premiera nastąpi 17 lutego. Wysyłki zrealizujemy zgodnie z kolejnością zamówień - im wcześniej zamówisz, tym szybciej dostaniesz)
- do każdej kupionej u nas książki, dokładamy bonus - płytę z rozważaniami Drogi Krzyżowej autorstwa ks. Jana i nagraniem ze spotkania autorskiego o "Życiu na pełnej petradzie
- skorzystasz z promocyjnej ceny