"Nie bój się" - jak działają na ciebie te słowa?

Maja Moller
data27.07.2018 09:18

(fot. shutterstock.com)

W jakich okolicznościach po raz pierwszy usłyszałaś: "Nie bój się"? W szpitalu czy przed wizytą u dentysty? Gdy miałaś zostać sama w przedszkolu albo spędzić dłuższy czas z dala od rodziców? A może usłyszałaś to zdanie wypowiedziane jako nakaz?

 

"No nie bój się spać w ciemnym pokoju, kto to widział, żeby bać się takich rzeczy!"…

 

"Nie bój się" to słowa, które mają uspokoić, ale czasami działają odwrotnie. W ustach człowieka brzmią czasem jak obietnica bez pokrycia. "Nie bój się" - słyszymy, a potem… musimy się bać: bólu, rozstania, ciemności, dziecięcych potworów mieszkających pod łóżkiem. Uczymy się, że takim zapewnieniom nie zawsze można wierzyć. Może dlatego, choć w Biblii te słowa powtarzają się ponoć 356 razy, nie potrafimy w nie uwierzyć.

 

Ze mną często jest podobnie. Pobożnie potakuję, uśmiecham się i wypowiadam słowa modlitwy, a w głębi serca drżę ze strachu. Czy wszystko się dobrze ułoży? Czy to, co robię, zostanie właściwie odebrane? A co, jeśli ktoś się na mnie krzywo spojrzy? Co jeśli skrytykuje? Co jeśli wszystko zepsuję? Albo zostanę zupełnie sama? …

 

Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążyć w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: «Abba, Ojcze!» (Rz 8,15)  Nie otrzymałam ducha bojaźni. Darem Boga dla mnie nie jest lęk. Jego darem jest bliskość i zaproszenie, by wołać do Niego: "Tatusiu!". I to właśnie dlatego nie muszę się bać!

 

 

Z lękiem można walczyć na różne sposoby. Można zamiatać go pod dywan i udawać, że nie istnieje. Można założyć rękawice bokserskie i stanąć do walki ze wszystkim i ze wszystkimi, udowadniając całemu światu, że jest się dzielnym, odważnym i niezniszczalnym. Czasem w tej walce trzeba naprawdę porządnie się zmęczyć i opaść z sił by dostrzec, że zwycięstwo nad lękiem ma swoje źródło nie w naszych umiejętnościach i odwadze, ale w tym, do Kogo należymy.

 

Nie musisz się bać, nie dlatego, że jesteś silna, ale dlatego, że jesteś Jego. I tyle. "Otrzymaliście ducha przybrania za synów" - nie zmieni tego żadna Twoja decyzja, żaden głupi wybór ani milion potknięć. A choć słabość i lęk krzyczą czasem tak głośno, że zagłuszają tę pewność, nie warto ich słuchać, skoro to On sam daje nam swoje Słowo. A na Słowo - warto wierzyć.

 

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu chrześcijańska mama