Ocenianie innych ani trochę mi nie służy

Monika Chochla
data20.09.2017 09:00

(fot. shutterstock.com)

Wsiadam z Małą w chuście do autobusu, wszystkie miejsca zajęte. Trudno, postoimy. Obok siedzą w większości młodzi ludzie, wpatrzeni w swoje smartfony.

 

Autobus w kierunku centrum. Wsiadam z Małą w chuście, szybkim spojrzeniem omiatam wnętrze: wszystkie miejsca zajęte. Trudno, postoimy. Podchodzę do kasownika i słyszę: "proszę sobie usiąść". Odwracam się i widzę młodego chłopaka, najpewniej studenta, który w dłoni trzyma garść notatek pokreślonych kolorowymi mazakami. Aha, egzamin! Ustąpił mi miejsca, chociaż sam się uczy i wykorzystuje ostatnie chwile na powtórkę.

 

Omiatam wzrokiem pasażerów


Obok mnie siedzi nastolatka i pół drogi rozmawia przez  telefon. Potem pisze smsy i przegląda instagrama. Po drugiej stronie autobusu na siedzeniach w większość młodzi ludzie, niemal wszyscy wpatrzeni w swoje smartfony lub ze słuchawkami na uszach. Jak to jest, że osoba ucząca się na egzamin była w stanie mnie zauważyć i oddać swoje miejsce, a tylu młodych nawet nie zwraca uwagi na innych w autobusie?

 

Łatwo mi ich ocenić jako egoistów, zapatrzonych tylko w swoje sprawy, niewrażliwych na innych ludzi. Łatwo mi sklasyfikować tego studenta jako dobrego człowieka, stawiać go za wzór postępowania w komunikacji miejskiej. Łatwo winić za wszystko wszędobylski internet i wynalazców smartfonów, bo to przez nich dopada nas taka znieczulica.

 

Znowu to robię


Mimo setek godzin spędzonych na treningach i szkoleniach, mimo skończonych studiów, wielokrotnych przypomnień, by tego nie robić, ta pierwsza reakcja znowu okazała się silniejsza. A może tylko bardziej narzucająca się? W końcu mój mózg, by nie zwariować, potrzebuje zamykania rzeczywistości w szufladki poprzez interpretowanie i ocenianie tego, co widzę i słyszę. Tylko czy to mnie usprawiedliwia?

 

Ja chcę myśleć pięknie, a nie schematycznie, korzystać z mojej ludzkiej woli, a nie iść za prostymi reakcjami. Ocenianie innych jest takie łatwe! Spore są jednak koszty tej prostoty: zaczynam stawiać siebie wyżej niż innych i patrzeć na nich z góry. Stawiam siebie w pozycji sędziego, który sam sobie daje prawo do wydawania wyroków na tych, którzy odstają od moich przyjętych norm. Oddalam się od osoby, którą oceniam, czasem nawet tak bardzo, że nie potrafię z nią ponownie porozmawiać… Podjęłam więc rękawicę po raz kolejny.

 

Ocenianie jest takie proste


Tyle, że ono wcale mi nie służy i już o tym wiem. Ocenianie innych wprowadza w moje myśli jednoznaczne i krzywdzące dla innych osądy, bo przecież jakim prawem mogę twierdzić, że oni są nieczuli, niewrażliwi, nie chcą dostrzegać ludzi wokoło? Nie chcę oceniać! Zaczynam więc pytać siebie, jakie zachowanie mogę u siebie wprowadzić zamiast tego, które uważam za nieprawidłowe? Czym mogę zastąpić ocenianie? Odwracam uwagę od tych konkretnych osób, a skupiam na tym, co mogę zmienić w sobie.

 

W drodze powrotnej kontynuuję obserwacje i w zgodzie z moim nowym nastawieniem postanawiam, że nie będę używać smartfona w komunikacji miejskiej więcej niż to konieczne. Wolę mieć oczy i uszy otwarte i uśmiechnąć do współpasażerów. Efekty widzę od razu: łatwiej jest zauważyć kogoś potrzebującego, gdy nie patrzę w telefon. Piękniej dla mnie jest nawiązać interakcję niż oceniać w myślach tych, których nawet nie znam.

 

W ten sposób nawiązałam już całkiem sporo ciekawych znajomości.

 

Wpis ukazał się pierwotnie na blogu Chce mi się