Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat

Maja Moller
data11.10.2017 09:00

Fot. shutterstock.com)

Kiedy człowiek leży bez sił, nie jest w stanie zrobić nic. Doświadczenie pokoju przynosi jednak coś innego niż nawet bardzo pobożna aktywność. Pokój to wynik pewnego równania.

 

"Wysoka gorączka trawiła teściową Szymona." (Łk 4,38) Łatwo mogę jednak sobie wyobrazić, że rozgorączkowanie zaczęło się dużo wcześniej. Może biegała tak jak ja - od jednego obowiązku do drugiego, a przecież gdy biega się sporo, pojawia się zadyszka, rumieniec i poczucie gorąca. Może to emocje ogrzewały, gdy widziała ciepły uśmiech i rozgrzewały, gdy kilka nieopatrznych słów zaostrzało konflikt czy komplikowało jakąś sytuację.

 

Trawiła ją nie tylko gorączka, lecz czasem również złość i zazdrość. Pochłaniał ją lęk i zatroskanie. Miała takie dni, gdy nie wiedziała, w ręce włożyć - zwłaszcza gdy to ku niej wyciągały się małe rączki. "Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat" - nuciła może czasem, dokładnie tak jak ja, gdy wsłuchuję się w płyty Anny Marii Jopek.

 

Najpierw przestała wyraźnie widzieć. Gdy pot zalewa czoło, ciężko zachować wyostrzony wzrok i skupić uwagę na tym, co najważniejsze. Zdarzało się jej też w gorączce mówić słowa, których nie wypowiedziałaby, gdyby wszystko było dobrze. Zdarzało się wykrzykiwać swój lęk i niezgodę na rzeczywistość. Aż w końcu stało się. Zabrakło sił. Gorączka ścięła ją z nóg - dosłownie.

 

Przeglądam się w tej historii jak w lustrze. Dotykam swojego czoła by sprawdzić, czy nie jest gorące. Słucham przyspieszonego oddechu i próbuję zatrzymać pędzące w wiecznej gonitwie myśli.

 

"On stanąwszy nad nią rozkazał gorączce, i opuściła ją." W moim zabieganiu zastanawiam się czasem, co trzeba zrobić, żeby tego doświadczyć - ile dziesiątek różańca odmówić, ile kazań wysłuchać, ile przeczytać książek. I jakich. Z kim porozmawiać i kogo spytać o radę. A to wszystko nic innego, jak dalsze symptomy gorączki…

 

(fot. chrześcijańska mama)

 

Kiedy człowiek leży bez sił, nie jest w stanie zrobić nic. Bo gorączka go trawi - czyli pożera. Doświadczenie pokoju przynosi jednak coś innego niż nawet bardzo pobożna aktywność. Pokój to wynik równania, w którym dodaję do siebie… siebie. I Boga. Pokój rodzi się ze spotkania.

 

"On stanąwszy nad nią rozkazał gorączce, i opuściła ją." Taki cud dzieje się niekiedy w czasie krótszym niż jedno "Zdrowaś Mario". I czasem nie trzeba biec za Jezusem. Czasem wystarczy po prostu nie uciekać.

 

Wpis ukazał się pierwotnie na blogu Chrześcijańska Mama