Toksyczne relacje. Sprawdź, czy jesteś w Trójkącie Dramatycznym

Anna Lasoń-Zygadlewicz
data06.06.2018 09:00

(fot. shutterstock.com)

Zajmujesz się sprawami rodziny i przyjaciół bardziej niż sobą. Poświęcasz godziny na analizowanie cudzych problemów, udzielanie rad albo myślenie o tym, co pomyślą inni. Czujesz, że coś jest nie tak.

 

Wybawca - Ofiara - Prześladowca

 

Czy zdarza ci się, że kiedy koleżanka mówi ci o jakimś poważnym problemie - od razu zastanawiasz się, jak go rozwiązać? Wprawdzie nie poprosiła cię o pomoc wprost, ale ty nie potrafisz inaczej. Tak bardzo przejmujesz się jej smutną historią, że nawet wieczorem nie możesz przestać o niej myśleć. Odkładasz przeczytanie książki, która jest ci potrzebna na następny dzień do pracy, siadasz przy telefonie. Dzwonisz do znajomych prawników, szukając takiego, który byłby gotów nią pokierować.

 

Czujesz, że musisz być "dobrym Samarytaninem"

 

Znajdujesz, twój dawny kolega ze szkoły ma miękkie serce i zrobi to za darmo. Dziewczyna jest ci bardzo wdzięczna. Odtąd często rozmawiacie, ponieważ ona już wie, że gdy ma jakiś problem - zawsze może poprosić cię o pomoc. A że problemów ma sporo (przeżywa mobbing w pracy i ma trudną relację z ojcem), po pewnym czasie jej częste telefony odbierasz z westchnieniem. Takich osób jest w twoim życiu więcej. Mąż wysyła ci sygnały, że wieczorami chciałby mieć żonę dla siebie, a ma tylko "teleoperatora" wysłuchującego kolejnych skarg na ciężki los. Ale jak możesz odmówić ludziom, którym życie wali się na głowę? Przecież kiedyś staną na nogi, a wtedy będziesz miała wolne wieczory dla męża. Poza tym, powiedzmy sobie szczerze - jeśli ty im nie pomożesz, to kto to zrobi? Chcesz czy nie chcesz, musisz być tym "dobrym Samarytaninem", który nie przejdzie obojętnie obok kogoś skopanego przez życie. W końcu na tym przecież polega chrześcijaństwo, prawda?

 

Mijają miesiące. Zmian nie widać, a twoi podopieczni potrafią ci zagospodarować kilka wieczorów w tygodniu. Mąż już zrezygnował ze spędzania ich z tobą. Po pracy chodzi na basen, umawia się z kumplami na siatkówkę, godzinami wisi w Internecie i czyta na temat skoków spadochronowych (umówił się z przyjacielem, że razem skoczą w jego trzydzieste urodziny). A tobie z przyjemności zostało już tylko czytanie czasopism przy myciu zębów, bo do własnej przyjaciółki dzwonisz raz na miesiąc! Gdy wreszcie udaje ci się wygospodarować jakieś wolne popołudnie, w komórce wyświetla ci się SMS od którejś z twoich znajomych: "Kasia, zadzwoń! Mam strasznego doła". I już wiesz, jak spędzisz następną godzinę…


Coraz częściej użalasz się nad sobą. Jest ci smutno, że nie umiesz cieszyć się życiem. Niewyspana i przemęczona, czujesz się jak ofiara innych ludzi. W dodatku twoja mama ma kłopoty z sercem, a nie chce się leczyć. Ma skierowanie do szpitala na badania, ale panicznie boi się tam iść. Robicie więc badania prywatnie i czasem musisz wziąć dzień wolny w pracy. Popołudnia i tak masz zajęte, bo znajoma kupuje mieszkanie. A że jest osobą samotną - to ty chodzisz z nią oglądać kolejne lokale. Ona boi się chodzić sama w obce miejsca, ponieważ kiedyś napadnięto ją w klatce schodowej. A że nie ma samochodu, wozisz ją na drugi koniec miasta, stojąc w korkach.

 

Nie masz dla siebie ani trochę czasu

 

Zaczynasz się zaniedbywać. Powinnaś pójść do dentysty, bo plomba ci się wykruszyła, ale nie masz kiedy się umówić. Wyglądasz nieszczególnie, bo od kilku miesięcy nie farbowałaś włosów. Wizyta u fryzjera to dwie godziny, ale skąd je wziąć? Jesteś sfrustrowana: nie masz na nic czasu, mieszkanie nieposprzątane, koty kurzu turlają się po przedpokoju, a mąż jakby tego nie widział. Bierze torbę basenową, całuje cię w przelocie i jedzie. A przecież ty też byś tak chciała! Wszyscy dookoła żyją jak chcą, tylko ty orzesz i końca tego nie widać! Co z tobą jest nie tak, że nie potrafisz im postawić granic i zrobić czegoś tylko dla siebie? Tylko co to mogłoby być, to "coś dla siebie"? Nie masz pomysłu, bo dawno tego nie robiłaś.

 

W końcu zaczynasz się złościć i masz dość tych wszystkich pijawek, które na tobie wiszą! Zwłaszcza tej koleżanki od mieszkania - po miesiącu jeżdżenia podpisała umowę przedwstępną na najdroższe z mieszkań, w dodatku wcale nie w tej lokalizacji, na jakiej jej zależało. To był ten jeden raz, kiedy z nią nie pojechałaś! Wstydziła się odmówić sympatycznej pani z biura nieruchomości, a teraz ma pretensje do ciebie, że ją zostawiłaś na lodzie. Myślisz sobie: "Co za idiotka! Powinna mi być wdzięczna za to, co dla niej zrobiłam". Dajesz jej to dość jasno do zrozumienia, a wtedy ona strzela focha. Jej problem! Ale i tak masz poczucie winy, że ją z tym zostawiasz.

 

Pewnego dnia opowiadasz mężowi, że masz dość takiego życia "na posyłki" przez wszystkich. Na co on, że sama sobie na to zapracowałaś. Jest ci przykro, ale zdajesz sobie sprawę, że chyba ma trochę racji. Postanawiasz nie odbierać już telefonów od "pijawek" i zacząć żyć jak inni ludzie. Raz nawet wybrałaś się z mężem do kina! Jedna z twoich znajomych (specjalistka od kryzysów w relacjach damsko-męskich) próbowała się wtedy do ciebie dodzwonić, ale byłaś odporna. Następnego dnia wydzwaniała do ciebie do pracy, ale się uparłaś. Masz prawo do normalnego życia, nie będziesz dłużej ofiarą wiszącej na tobie jemioły!

 

Trafia cię szlag


Po tygodniu dowiadujesz się od kogoś, że tamta dostała bardzo złe wyniki cytologii. To rak. Masz kosmiczne poczucie winy i czujesz się jak ostatnie prosię! Dzwonisz do niej. Teraz ona nie odbiera… Postanawiasz się zmienić, ale wiesz, że sama nie dasz rady. Potrzebujesz pomocy męża. Nie chcesz już dłużej żyć obok niego, za bardzo go kochasz. Przecież to najważniejsza osoba w twoim życiu, a skarży się, że z twojego dnia dostaje tylko ochłapy. Umówiliście się na sobotnią kolację we dwoje i bardzo cieszysz się na ten wieczór.

 

W sobotę upiekłaś lasagne, mąż przyniósł piękne kwiaty i postawił w wazonie na stole. Nawet się przebrał w swój ulubiony t-shirt z napisem "NIECH MOC BĘDZIE Z TOBĄ!". Dzwonek do drzwi. Mąż kręci głową: "Nie otwieraj. Przecież wiesz, że nie będziesz potrafiła nie zaprosić do środka". Wzruszasz ramionami: a co to za problem? Ale w drzwiach stoi jedna z twoich "pijawek", Marta. Trzyma w rękach dwie torby podróżne. Płacze. "Kasia, Tomek mnie zdradził. Musiałam się od niego wyprowadzić. Mogę u ciebie zamieszkać przez kilka dni, zanim nie wynajmę sobie czegoś?". Słyszysz za plecami ciężkie westchnięcie męża. Czujesz w tym momencie nienawiść do Marty.

 

Przecież mówiłaś jej, że ten gość to kompletna pomyłka, ciągle zdradzał swoją poprzednią dziewczynę! A Marta uwierzyła, że przy niej się zmieni, więc teraz ma za swoje! Mimo wszystko zapraszasz ją do wolnego pokoju, widząc, jak mąż z rezygnacją bierze torbę basenową. Godzinę później, gdy zjadłyście już lasagne, znasz całą historię maili narzeczonego Marty do kilku różnych kobiet. Powiedziałaś dziewczynie, co myślisz o jej naiwności. Może trochę ostrzej, niż chciałaś, bo w trakcie waszej rozmowy zadzwoniła mama z pretensjami, że miałaś ją dzisiaj zabrać w południe do fryzjera. I zapomniałaś, więc co ona teraz zrobi? A to ona nie raczyła cię o tej wizycie poinformować! Szlag cię trafia, więc obrywa i mama, i Marta. W końcu zostawiasz dziewczynę samą w domu i jedziesz do mamy, żeby jej umyć głowę i uczesać ją na jutrzejszą herbatkę u znajomych. Ale jesteś wściekła na cały świat. Kurczę, dlaczego inni nie potrafią sami o siebie zadbać, tylko oczekują, że ty za nich to zrobisz?! Myślałaś, że to życiowi nieudacznicy - a to po prostu cwane piranie!

 

4 sposoby na uwolnienie z toksycznych relacji >>

 

Kim jesteś najczęściej?

 

Jeśli opisany powyżej model ról jest ci jakoś bliski - witaj w pokrętnym świecie Trójkąta Dramatycznego! Warto na wstępie zaznaczyć, że w role w obrębie Trójkąta wchodzimy zupełnie nieświadomie. Jeśli żyjemy w dużej zależności od innych, od ich akceptacji i pochwał, musimy czuć się potrzebni. Gdy druga osoba zajmuje jakąś pozycję Trójkąta - my dostrajamy się do niej wejściem w rolę dopełniającą.

 

 

Często startujemy z pozycji Wybawcy ratującego jakąś Ofiarę. Ale gdy kompulsywne pomaganie komuś wychodzi nam bokiem, po pewnym czasie stajemy się jego Prześladowcą. Na tym jazda po wierzchołkach Trójkąta się nie kończy, ponieważ gdy na naszą agresję Ofiara odpowiada tym samym (stając się naszym Prześladowcą) - my zajmujemy pozycję Ofiary, użalając się nad sobą. Jak widać, Trójkąt Dramatyczny to pułapka - zmusza nas do angażowania naszej kobiecej siły nie tam, gdzie trzeba, i nie w takiej ilości, jak trzeba. Krążymy więc po kolejnych jego wierzchołkach "przeżute i wyplute", a dobra z tego niewiele.

 

Skąd nam się to wzięło? Prawdopodobnie z domu rodzinnego, gdzie nauczyłyśmy się, że same z siebie nie przedstawiamy większej wartości, natomiast liczy się to, ile z siebie damy innym. Czy spełnimy ich oczekiwania co do ocen w szkole? Czy będziemy odpowiedzialne, niezawodne, posłuszne i ugodowe? Jeśli nam się to udaje - rodzice okazują nam miłość i wiemy, że jesteśmy dla nich ważne. Jeśli nie spełniamy - ich miłość jest wkładana do lodówki i czeka tam, aż się bardziej postaramy.

 

Gra idzie o wysoką stawkę: o miłość, więc kto by nie walczył? Chyba tylko ci, którzy wiedzą, że miłość mamy i taty mają "za darmo". Ale nie wszyscy rodzice potrafią dawać swoją miłość za darmo.

 

Wybawca mówi: "Twój problem jest moim problemem", Ofiara: "Błagam, niech twój problem stanie się moim problemem", Prześladowca: "Ty głupku, nie umiesz rozwiązać własnych problemów?".

 

Już za tydzień Deon.pl przeczytacie, jak opuścić Trójkąt Dramatyczny i uwolnić się od toksycznych relacji.

 

Fragment pochodzi z książki "Jesteś piękna. Nawet jeśli tego nie widzisz"

 

Tytuł, lead i śródtytuły pochodzą od redakcji