Modlitwa, która sprawia, że bardziej chce mi się żyć

Zbigniew Chęciński
data15.05.2019 07:01

(fot. depositphotos.com)

Ta krótka modlitwa towarzyszy mi każdego ranka. Odkąd zrozumiałem, że każdego dnia mogę mieć nowe życie w starej rzeczywistości, zupełnie inaczej zacząłem postrzegać otaczający świat.

 

Budzisz się rankiem i odnosisz wrażenie, że problemy w pracy i w życiu prywatnym lawinowo narastają. Nużą cię wszystkie "dobre rady" bliskich, które nawet o milimetr nie przybliżają do celu, a jedynie powodują zniechęcenie i frustrację. Masz wszystkiego dość. Jedyne czego pragniesz, to wyjść, zatrzasnąć za sobą drzwi i uciec jak najdalej, aby nikt cię nie znalazł.


Czy jedynym rozwiązaniem jest spalenie wszystkich mostów za sobą i rozpoczęcie zupełnie nowego życia? A może istnieje jakieś inny sposób na zbudowanie nowego życia w starej rzeczywistości…

 

Przebudzenie buntownika

 

Chyba każdy z nas przechodził czas buntu w swoim życiu. Próba bycia całkowicie niezależnym i w pełni odpowiedzialnym za swoje życie, odizolowanie się od porad rodziny i znajomych oraz niechęć do wszelkich praw, obowiązków czy nakazów. Nawet najmniejsza ingerencja świata zewnętrznego potrafiła wywołać lawinę złości, która schodząc niszczyła wszystko co napotkała na swojej drodze.


Brzmi znajomo? Jedni przechodzili to w okresie dojrzewania, inni po osiągnięciu pełnoletniości, a jeszcze inni dopiero w dorosłym życiu.


Wielu ludzi twierdzi, że im wcześniej człowiek przechodzi okres buntowniczy, tym spokojniejsze jest jego późniejsze życie. Czy na pewno tak jest?


A może te cechy są w każdym z nas i wybuchają niczym pożar, gdy tylko zaistnieją dogodne warunki.


Zastanów się: ile razy tygodniowo budzi się w Tobie mały buntownik, który neguje wszystko…

 

- "Zimno? Przecież wale nie jest zimno". Nie założę tej czapki. Nie; i już!"
- "Po co postawili to ograniczenie do 70 km/h? Przecież spokojnie można tu jeździć 90…";
- "Czemu moi rodzice wtrącają się do wychowania mojego dziecka? Oni mają jakieś przedpotopowe metody… ja wiem lepiej";
- Czego ten kierownik ode mnie chce? Przecież to jest niemożliwe do wykonania. Nie będę tego robić. Niech szuka sobie innego frajera…".

 

Pewnie teraz na myśl przychodzi wiele sytuacji, gdy zdarzyło ci się robić wszytko na przekór lub mówić "NIE!" - tak dla zasady, żeby pokazać swoją siłę. A co było później?


Satysfakcja… ale po jakimś czasie ona odchodziła w niepamięć a pojawiał się lekki niesmak i rozczarowanie, gdy człowiek się zorientował, że niechcący zranił innych ludzi, a nagroda ze zwycięstwa wcale nie jest taka znacząca. Pyrrusowe zwycięstwo.

 

Bunt pojawia się, kiedy człowiek źle się czuje w otaczającej rzeczywistości. Są dwa wyjścia… albo zmienić otoczenie… albo zmienić siebie.

 

Nowy Rok - nowa Ja/ nowy Ja

 

Nowy Rok - nowa Ja (lub nowy Ja) - hasło, które jakże często jest wypowiadane wraz z nadejściem nowego roku kalendarzowego. Pierwszy dzień stycznia motywuje do zmian i poprawy swojego życia, jednak wiele osób ma problem z wytrwaniem w postanowieniu, więc w okolicach lutego część z nich zapomina lub świadomie rezygnuje z noworocznych deklaracji. Zadania nie ułatwiają znajomi i rodzina, którzy często z ironią lub niedowierzaniem patrzą na twoje starania, czekając na moment, by powiedzieć "A nie mówiłam…".


Brrr… Okrutnie dołujące i frustrujące stwierdzenie.


Stara rzeczywistość wydaje się być solidną kamienną ścianą, której nie można przebić bez użycia materiałów wybuchowych. W głowie krąży mnóstwo negatywnych myśli i nie brakuje deprymujących stwierdzeń typu: "ja to chyba już nigdy się nie zmienię" lub "ja to już chyba zawsze będę tkwić w tym bagnie po szyję".


Nic bardziej błędnego.

 

Jak mawiał Św. Augustyn "Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą". Nie ważne jest, czy będziesz rzucać palenie 10, 15 a może 30 razy w ciągu roku. Nie ważne jest, że mimo obiecanej poprawy podczas spowiedzi, zdarzyło ci się znów kogoś obrazić, zranić słowem lub sprawić komuś przykrość. Był upadek? Powstań i idź dalej… aż do kolejnego upadku.

 

Wyciągnij wnioski, zmodyfikuj nieco plan działania i w drogę. Najgorsza rzecz jaką możesz zrobić, to poddać się. Przyzwyczajenie się do swoich wad i słabości może być nawet wygodne, ale czy dzięki temu twoje życie będzie lepsze i szczęśliwsze?


Gdyby dzieci zniechęcały się po pierwszym upadku, nigdy nie nauczyłyby się chodzić. Pamiętaj o tym, zanim zdecydujesz się ogłosić kapitulację przed twoimi wadami i słabościami.

 

Nowe życie w starej rzeczywistości

 

Był taki okres w moim życiu, że miałem wszystkiego dość. Rutyna, niewielu znajomych, kiepska praca, większe lub mniejsze rozterki miłosne… wydawało mi się że wszyscy wokół mają piękne i ułożone życie, a tylko ja jestem pechowcem i nieudacznikiem, któremu nic nie wychodzi. Zmiana pracy nie przyniosła oczekiwanej satysfakcji, a zakup lepszego i nowszego auta tylko chwilowo poprawił humor. Wciąż czegoś brakowało, ale nie wiedziałem czego. Miałem ochotę rzucić to wszystko i wyjechać do innego miasta, by rozpocząć zupełnie nowe życie.


Pewnego wieczoru, po bardzo ciężkim dniu, gdy po raz kolejny stwierdziłem, że los mnie w życiu nie oszczędzał, przeczytałem artykuł o pewnym wypadku. Podczas spotkania ze znajomymi pewien mężczyzna wyszedł na balkon i oparł się o barierkę. Okazało się, że była źle zamocowana i oderwała się. Mężczyzna spadł na ziemię z kilku metrów i trafił do szpitala. Przeżył, ale uszkodzenie kręgosłupa spowodowało, że stał się kaleką. Od kilku lat leży w łóżku, a obecnie jego jedynym marzeniem jest wstać i przejść kilka kroków.

 

Wtedy zrozumiałem, jakie każdego dnia dosięga mnie szczęście. Jestem zdrowy, mogę chodzić, mogę pracować, a większość problemów, które mnie prześladują, są tylko w mojej głowie. Mój nadmierny egoizm i próba bycia idealnym powoduje, że niepotrzebnie stawiam sobie nierealne wymagania i niekiedy sam się w tym gubię. Każdego dnia otrzymuję nowe życie.


"Nowe życie w starej rzeczywistości" - to hasło towarzyszy mi każdego dnia od dobrych kilku lat.


Codziennie, po przebudzeniu uświadamiam sobie, że jestem niezwykłym szczęściarzem - obudziłem się, więc żyję. Jestem zdrowy, mam ręce i nogi, więc mogę iść do pracy. Moja praca może nie jest idealna i rewelacyjnie płatna - ale dzięki niej jestem w stanie zaspokoić wszystkie niezbędne potrzeby życiowe.

 

"Dziękuję Boże za kolejny dzień życia i niech ta praca którą dziś wykonam, będzie zrobiona na Twoją chwałę".

 

Ta krótka modlitwa towarzyszy mi każdego ranka. Odkąd zrozumiałem, że każdego dnia mogę mieć nowe życie w starej rzeczywistości, zupełnie inaczej zacząłem postrzegać otaczający świat. Incydenty, które dawniej były dla mnie problemem nie do pokonania, stały się nauką, dzięki której mogę wyciągać wnioski na przyszłość. Bóg każdego dnia przygotowuje dla mnie mnóstwo materiału, a to ode mnie zależy czy ja coś z tego wybuduję, czy tylko będę czekać na to aż ktoś zrobi to za mnie.


Nauczyłem się, że warto walczyć o swoje, ale ogromnym błędem jest ślepa wiara we własną nieomylność. Warto korzystać z doświadczenia innych, zamiast próbować samemu od nowa wynaleźć koło.

 

Z czasem okazuje się, że kilkanaście lat temu mama miała rację, krzycząc, aby założyć czapkę, bo jest zimno. Ograniczenie do 70 km/h na drodze także pojawia się nieprzypadkowo, bo niewiele dalej jest zwężenie drogi, wiadukt lub niebezpieczny zakręt. "Przedpotopowe" metody rodziców, bywają bardziej skuteczne w wychowywaniu dzieci niż błyskotliwe porady w Internecie, a zlecenie przez kierownika trudnego zadania do wykonania też nie jest przypadkowe - być może w jego oczach jesteś na tyle doświadczonym pracownikiem, że sobie z tym poradzisz.

 

Każdy z nas dostaje dokładnie 86 400 sekund każdego dnia. Możesz je spędzić na rozpamiętywaniu problemów z poprzednich dni… albo podwinąć rękawy i zabrać się do pracy, aby maksymalnie wykorzystać ten otrzymany czas.  Nie czekaj na Nowy Rok - jutro będzie Nowy Dzień. Wybór należy do ciebie…

 

Zbyszek Chęciński - zawodowo - specjalista w międzynarodowej firmie, prywatnie - miłośnik psychologii, samorozwoju, motywacji i poszerzania strefy komfortu. W młodości dość nieśmiały i skryty. Od 2012 roku intensywnie pracuje nad swoim charakterem. Z czasem poszerzanie strefy komfortu oraz dążenie do zwiększenia pewności siebie, przerodziły się w jego hobby. Nadal pracuje nad najlepszą wersją siebie i jednocześnie pomaga innym w znalezieniu drogi do satysfakcjonującego życia