Niewidomy, który nie widzi przeszkód. Trzykrotny mistrz świata w pływaniu

Aleksandra Lągawa
data03.11.2017 14:40

(fot. prywatne archiwum Marcina Ryszki)

Życie go nie rozpieszczało. W wieku czterech lat zachorował na raka siatkówki. Rodzice zdecydowali się na usunięcie gałek ocznych. Gdyby podjęli inną decyzję, dzisiaj mogliby nie mieć syna.

 

- Mam talent do ciężkiej pracy - mówi Marcin Ryszka, niewidomy, trzykrotny mistrz świata w pływaniu i uczestnik igrzysk paraolimpijskich.

 

Czeka na mnie w jednej z kawiarni, niedaleko miasteczka AGH, gdzie często przychodzi ze znajomymi. Zdążył już zamówić herbatę, czasu na rozmowę nie ma zbyt wiele. Wyszedł z pracy, za chwilę jedzie na trening. Z uśmiechem na pozbawionej zarostu twarzy, pewnym ruchem wyciąga do mnie rękę. - Cześć, jestem Marcin - przedstawia się.

 

 

(fot. prywatne archiwum Marcina Ryszki)

 

Życie go nie rozpieszczało. W wieku czterech lat zachorował na raka siatkówki. Rodzice zdecydowali się na usunięcie gałek ocznych. Gdyby podjęli inną decyzję, dzisiaj mogliby nie mieć syna. 23 lata temu ten typ raka był nieuleczalny, obecnie dzieci mogą zachować nie tylko życie, ale również wzrok.

 

Nie miałem taryfy ulgowej

 

Przez pierwsze trzy lata życia widział. Teraz przed oczami ma tylko ciemność. Jak przez mgłę pamięta urywki z dzieciństwa. Kojarzy, jaki wyraz przybiera twarz jego mamy, kiedy się uśmiecha i jakiej barwy jest trawa.

 

Kiedy zachorował, rodzice najbardziej bali się, czy poradzi sobie w dorosłym życiu. Dzisiaj cieszy się, że nigdy mu nie dali taryfy ulgowej. - Kiedy razem z dwoma braćmi chcieliśmy kupić korkotrampki do grania w piłkę, szliśmy do ogródka zbierać agrest. Dzięki temu wiem, że na wszystko w życiu trzeba sobie zapracować - wyznaje.

 

(fot. prywatne archiwum Marcina Ryszki)

 

Zamiast kina, trenowałem

 

Do podstawówki poszedł do Krakowa, do Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Dzieci Niewidomych i Niedowidzących przy ul. Tynieckiej. Ktoś odkrył, że ma talent do pływania. Od 10 roku życia zaczął trenować wyczynowo. Kiedy jego koledzy szli do kina, on spędzał czas na basenie.

 

- Na początku bałem się wody. Później przełamałem strach, pływałem przed szkołą, po szkole. Tak codziennie. Chciałem udowodnić, że ja też coś potrafię.

 

Na fali jest od czasu Igrzysk Paraolimpijskich w Pekinie w 2008 roku. Trenuje 11 razy dziennie. Zdobywa mistrzostwo świata osób niewidomych w pływaniu w Antalyi w 2011 na 50, 100 i 200 metrów stylem klasycznym. Posiada również kilka krążków z mistrzostw Europy.

 

- Człowiek dostaje talent i od niego zależy, co z nim zrobi. Jeden szybko uczy się języków obcych, drugi matematyki, a trzeci ma zamiłowanie do sportu. Trener opowiedział mi historię, jak uczeń przychodzi do mistrza i pyta, co się bardziej liczy: talent czy ciężka praca? Nauczyciel mówi, że talent do ciężkiej pracy - wspomina paraolimpijczyk. Wyczynowe pływanie kończy w 2014 roku.

 

(fot. prywatne archiwum Marcina Ryszki)

 

Piszę smsy, publikuję na Facebooku

 

Marcin to pierwsza niewidoma osoba, która rozpoczyna studia na AGH. Licencjat robi tam z zarządzania, magisterkę z marketingu. Dyplom managera sportu ze studiów podyplomowych przynosi z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zawodowo jednak znowu wiąże się z AGH. Obecnie pracuje w Centrum Informatyki i zajmuje się projektami, które w przyszłości mają ułatwić życie niepełnosprawnym studentom.

 

- Na terenie miasteczka studenckiego zainstalowaliśmy już dwa bankomaty dla osób niewidomych. Teraz tworzymy aplikację, która powiadamia o numerze i kierunku nadjeżdżającego autobusu. Niedawno zgłosiła się do nas studentka, zainteresowana metodą emisji fal dźwiękowych, których dotknięcie skutkuje poznaniem kształtu przedmiotu - opowiada z zapałem.

 

Na co dzień sam docenia nowe technologie. Czytanie za pomocą Braille'a? Na studiach to niemożliwe. Jedna 300-stronicowa książka to sześć tomów Braille'a. Skanował więc lektury do wersji elektronicznej na laptopa. - Mogłem je odsłuchać za pomocą odpowiedniego programu. Telefon też mam udźwiękowiony. Dyktuję treść SMS, a system ją zapisuje i wysyła. Kiedy przychodzi mi mail czy powiadomienie na Facebooku, aplikacja wszystko odczytuje.

 

Marcin nie rozstał się również ze Stowarzyszeniem "Nie widzę przeszkód", w którym rozpoczął naukę. Rok temu w ramach projektu "Pokażcie nas w Rio" udało mu się wywalczyć nie lada rzecz. W polskiej telewizji po raz pierwszy pokazano paraolimpiadę, a Marcin komentował sportowe rozgrywki razem z Przemysławem Babiarzem. Ma nadzieję, że w 2020 znowu będzie miał do tego okazję.

 

Zobaczyłem, jak wygląda piłka

 

Po sukcesach pływackich Ryszka nie rozstał się ze sportem. Jest kapitanem drużyny blind footballu "Tyniecka Nie Widzę Przeszkód", którą sam założył.

Za fascynację piłką nożną odpowiedzialny jest dziadek. To on dał Marcinowi pierwszą piłkę, w którą grał razem z braćmi. Wtedy jeszcze nie wiedział, że niewidomi też mogą być zawodnikami. Przekonał się o tym później, z Internetu. - Wzięliśmy piłkę, przekuliśmy balon, wsypaliśmy coś do środka i poszliśmy do wulkanizatora.

 

Dopiero w Rio zobaczyłem, jak wygląda profesjonalna piłka. Opowiedziałem o tym chłopakom i tak się napaliliśmy na grę, że napisaliśmy mail do Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej i przysłali nam 10 takich piłek za darmo - wspomina. To był początek blind footballu w Polsce. Teraz jeżdżą z chłopakami na mecze po całej Europie. Raz zagrali nawet z Argentyną.

 

Zasady tej dyscypliny sportowej są zbliżone do piłki halowej, jest bramkarz i czterech zawodników w polu, a na oczach każdego opaska. W blind football mogą grać bowiem osoby widzące, a materiał zabezpiecza przed wlotem choćby odrobiny światła. Dzięki temu szanse pomiędzy widzącymi i osobami niepełnosprawnymi są wyrównane. W Krakowie ciężko jest jednak znaleźć boisko do blind footballu. Najdroższe są bandy, które kosztują 80 tysięcy złotych. Ekipa przy tynieckiej nie ma takich środków, dlatego na razie muszą wystarczyć bandy z żelaza i drewna, które ręcznie zrobił tata jednego z chłopaków.

 

Czasem się denerwuję

 

Rodzice, koledzy w drużynie, nauczyciele - to oni zawsze dopingowali Marcina do kolejnych sukcesów. Na życzliwość ludzi w Krakowie też nie narzeka, zawsze znajdzie się ktoś, kto zaoferuje pomoc przy wejściu do autobusu.

 

No może prawie zawsze, bo wspomnienie pewnej sytuacji wciąż mąci jego spokój. - Po tym, kiedy zapisałem się na siłownię, właściciel zdecydował, że jednak nie chce u siebie niepełnosprawnych i rozwiązał umowę. Zabolało mnie to, bo przecież nie jestem pierwszym lepszym gościem, który przyszedł sobie sztangą pomachać. Na siłownię chodziłem od kiedy pamiętam i nigdy nie miałem problemu z samodzielnością. To przejaw niesprawiedliwości, dlatego warto o tym mówić i walczyć z tego typu zachowaniami - dodaje mistrz i lekko podnosi głos.

 

Oprócz dyskryminacji, razi go też głupota. - Jesteśmy w trasie do Wrocławia, przy kasie biletowej. Kierownik drużyny chce kupić bilety, podchodzi do okienka. Siedząca za nim kobieta mówi, że to miejsce jedynie dla osób na wózku i wskazuje symbol niepełnosprawności. My jesteśmy niewidomi, to co innego.

 

To jakiś absurd! - gorączkuje się Ryszka. Dodaje, że chce nagłaśniać takie sytuacje, by kiedyś nie doszło do tego, że niewidomy pojedzie pociągiem i ktoś odmówi mu pomocy, bo przecież nie jest niepełnosprawny.

 

Żeby żyć normalnie

 

O sobie mówi, że nie jest roszczeniowy. Wkurza się, kiedy niepełnosprawni na głos dopominają się swoich praw, zamiast żyć jak inni, normalnie. Nie lubi zdawać się na czyjąś pomoc. Sam gotuje, robi śniadanie, podczas zakupów prosi panią w sklepie o pomidory czy chleb.

 

Plany na przyszłość? Po pierwsze - rodzina. Po drugie - praca na uczelni. I oczywiście sport, bo nie potrafi sobie wyobrazić, że ma 40 lat i siedzi na kanapie z pilotem w ręce.

 

(fot. prywatne archiwum Marcina Ryszki)