Umarli, bo bezdomni? "Chcę nagłośnić tragiczne historie wizyt w warszawskim Szpitalu Praskim"

Adriana Porowska/ Przemysław Wilczyński/ Tygodnik Powszechny/ http://warszawa.wyborcza.pl/ ed
data30.05.2019 07:00

(fot. Giovanni Randisi/Unsplash)

"Brudny, śmierdzący, zaniedbany" - tak lekarze ze Szpitala Praskiego opisali pacjenta, którego przywieziono na SOR. Tego dnia przyjęto tam dwóch bezdomnych mężczyzn, których wypisano tego samego wieczoru. Po kilku dniach obaj zmarli.

 

- Gdyby nie byli bezdomni, żyliby - twierdzi Adriana Porowska, szefowa Misji Kamiliańskiej. Jest już zawiadomienie do prokuratury.

 

Wysiłek streetworkera

 

"Bardzo mi przykro że doszło do śmierci Pana Zbyszka i Pana Włodzimierza. Mogę tylko domyślać się, co czuli siedząc wśród pozostałych pacjentów SOR-u widząc że nikt poważnie ich nie traktuje. Ludzie nie chcą aby wzywać do nich pogotowie. Boją się ostracyzmu, czują że nikt nie potraktuje ich poważnie. Samo doprowadzenie do kontaktu z lekarzem to dla streetworkera wysiłek.

 

Zazwyczaj zostaje on zmarnowany, bo nie można się doprosić pełnej diagnozy zdrowotnej, a co za tym idzie zaleceń. Jak mamy przywracać wiarę w drugiego człowieka skoro w służbach medycznych są ludzie, którzy zapomnieli, czym jest służba drugiemu człowiekowi. Aby mogło się to zmienić potrzebujemy Waszego wsparcia i reagowania zawsze, kiedy widzicie iż człowiek obok jest gorzej traktowany" - napisała Adriana Porowska w swoim poście na Facebooku.

 

Prawie wszystko o bezdomności >>

 

W rozmowie z Przemysławem Wilczyńskim Adriana Porowska wyjaśnia, że chciała nagłośnić wizyty osób bezdomnych w warszawskim szpitalu, które zakończyły się tragicznie. 

 

Dziura w ciele, z której sączyła się ropa

 

W pierwszym opisie "postępowania lekarskiego" możemy przeczytać: "Pacjent przywieziony (...) z powodu bólu stawu kolanowego. Bez urazu, alkoholik, brudny, śmierdzący, zaniedbany (...) Aktualnie skargi na bóle nóg i kłopoty z chodzeniem. Owrzodzenia. Zdezynfekowano, założono opatrunki". Pana ze szpitala wypuszczono, trafił do noclegowni, potem do organizacji pomocowej, gdzie wezwano karetkę. 

 

- Okazało się, że miał dziurę w ciele, z której sączyła się ropa, i że był zdrowotnie zaniedbany. Trafił na OIOM. Wkrótce zmarł - relacjonuje Porowska.

 

Zdaniem pracowników szpitala pacjentom zapewniono kompleksową opiekę (także pozamedyczną, jak toaleta czy wymiana ubrań) i nie było wskazań do dalszej hospitalizacji.

 

- Nie wierzę, że zrobiono wszystko, co w ludzkiej mocy, by im pomóc. I jeszcze jedno: szpital inaczej potraktowałby tych panów, gdyby nie byli w kryzysie bezdomności, co zresztą widać w opisach - mówi Adriana Porowska.