Nie lubię seksu. Co dalej?

Anna Kaik
data14.11.2016 13:19

(fot. shutterstock.com)

Tak, to jest możliwe. I znacząco utrudnia budowanie dobrej relacji małżeńskiej. Na oziębłość seksualną, bo o niej mowa, może cierpieć nawet 35 procent kobiecej populacji.

 

Dlaczego ten problem dotyczy głównie kobiet? Ponieważ w ich przypadku czerpanie przyjemności ze zbliżenia seksualnego nie jest sprawą tak mechaniczną, jak ma to miejsce u mężczyzn. Nie za każdym razem kobieta osiąga fizyczne zaspokojenie i mimo że z pewnością nie jest ono sprawą ani jedyną, ani najważniejszą, to w kontekście chęci rozpoczynania zbliżenia ma duże znaczenie.

 

"Naucz się osiągać orgazm"

 

Pierwszym i głównym powodem oziębłości seksualnej jest nieodczuwanie przyjemności z seksu.


Najczęściej udzielana w takich przypadkach rada brzmi: "naucz się osiągać orgazm". Tymczasem fizyczne spełnienie u kobiety jest sprawą tak złożoną, że gdyby chcieć uzależniać częstotliwość współżycia od liczby osiąganych przez żonę orgazmów, to liczba zbliżeń, do których w ogóle by dochodziło, byłaby bardzo niska.

 

Co można więc w tym wypadku zrobić? Nauczyć się czerpać przyjemność z nawet najmniejszych pozytywnych wrażeń. Cieszyć się z dotyku, zapachu, czułości, dźwięku głosu, wyjątkowego nastroju, spędzania czasu tylko we dwoje w tak szczególny sposób… Powodów jest mnóstwo, trzeba tylko być otwartym i chcieć je dostrzec.

 

Szczególna celebracja seksu, którą każda para może sobie zaplanować, jak tylko się im zamarzy, też będzie bardzo pomocna.  Takie podejście pomoże mniej koncentrować się na konieczności odczuwania za każdym razem "wielkich dzwonów" i osiągnąć spełnienie.

 

Trzeba też nauczyć się we dwoje odkrywać to, co może dać kobiecie przyjemność. Czasem dotknięcie przez przypadek najbardziej - wydawałoby się - neutralnego miejsca na ciele, może przynieść pozytywne doznania. Warto razem wytrwale szukać takich sposobów pobudzania partnerki, żeby też czuła się usatysfakcjonowana. Na pewno dużą rolę ma tutaj do odegrania mężczyzna. Ważne jest jego poczucie odpowiedzialności za żonę i za jej szczęście.

 

Wstyd, który paraliżuje

 

Kobiety z natury są bardziej wstydliwe od mężczyzn. To z pewnością atut, ale tylko wtedy, gdy występuje w umiarkowanych rozmiarach. Zbyt duży wstyd - przed pokazywaniem się w pełnej nagości czy przed niekontrolowanymi odruchami - może być poważnym argumentem za unikaniem zbliżeń. Przezwyciężenie swojego naturalnego odruchu wstydu na pewno nie jest łatwe, ale jeśli nie podejmie się tego kroku, nieśmiałość będzie narastała i stanie się jeszcze bardziej uciążliwa.

 

Obie strony powinny w takim wypadku wykazać dużo dobrej woli. Mężczyzna nie może za bardzo naciskać, zwłaszcza podejmować zbyt śmiałych kroków w pokonywaniu wstydu u partnerki: a więc nie od razu uprawiać seks przy świetle dziennym, ale na początek przy świecach. Pomocne będzie na pewno ciągłe zapewnianie o akceptacji ciała żony, okazywanie zachwytu, byleby nie był on udawany, bo kobiety wyczulone na swoim punkcie w mig wyłapią wszelkie nieszczere gesty i słowa.

 

Z drugiej strony żona także musi wykonać część swojej pracy. Dobrze zadać sobie na początek pytanie: "czy mnie samej podoba się moje ciało?". A jeśli odpowiedź jest negatywna, zrobić, co tylko się da, żeby się do tej samoakceptacji zbliżyć.

 

Wiele kobiet potwierdza, że w pokochaniu własnego ciała pomogło im nie tyle odchudzanie bądź przybieranie na wadze przez dietę, co ćwiczenia fizyczne. Trzeba więc częściej zakładać dres i ruszać w plener. Poza tym warto od pierwszych dni małżeństwa oswajać się z nagością przed mężem. Pozwolić sobie czasem na pochodzenie po domu w niekompletnym ubraniu albo zdecydować się na wspólny prysznic, starając się nie skupiać w kółko na tym, jak się wygląda.

 

Tak nam do siebie daleko


Oziębłość seksualna może być również objawem, że coś w relacji pomiędzy małżonkami nie działa tak, jak powinno. Dla kobiet jest szczególnie ważne, żeby zbliżenie fizyczne poprzedzała bliskość emocjonalna. Nim ona zdecyduje się na seks, musi czuć się "zaspokojona uczuciowo". Zróbmy więc sobie "rachunek sumienia", czy na dbanie o naszą relację psychiczną poświęcamy odpowiednio dużo czasu i uwagi?

 

Często najtrudniej słucha nam się osób, które znamy najlepiej. Bo niczym nas już nie zaskoczą i wydaje się nam, że wszystko o nich wiemy. Możemy nawet nie zauważyć, że oddaliliśmy się od siebie, że nasze rozmowy stały się płytkie i dotyczą tylko kwestii praktycznych. Częściej rozmawiamy z kolegami w pracy, być może już ktoś inny zaczął nas fascynować…

 

Seks to wspaniały papierek lakmusowy pokazujący, czy bliskość między nami jest prawdziwa, czy to tylko marna fasada. Wtedy nie pozostaje nic innego jak powrót do walki o dobre małżeństwo, którego zwieńczeniem jest dobry seks - odwrotnie to nie wyjdzie! Dobrze poświęcić określoną liczbę godzin w tygodniu na tzw. "czas małżeński", podczas którego skupimy się wyłącznie na mężu/żonie.

 

Najlepiej, gdyby była to szczera rozmowa w miłej, odświętnej atmosferze, ale może to być też wszelka inna czynność wykonywana razem, np. gotowanie, spacer, wspólne hobby. Warto pilnować tego czasu i traktować go jako priorytet pomiędzy swoimi obowiązkami. Wtedy zaowocuje zbliżeniem również na płaszczyźnie fizycznej.