O tęsknotach męskiej duszy

Katarzyna Górczyńska
data12.06.2017 12:18

(fot. shutterstock.com)

Dla wielu okazywanie agresji jest elementem tożsamości. Niewielu zdaje sobie sprawę, że moc człowieka jest w jego wnętrzu, nie w obwodzie bicepsa. Manifestacja siły nie może być efektem pracy na siłowni, ale owocem świadomości swojej wartości...

 

Przyglądając się temu, za czym gonią współcześni mężczyźni, trudno znaleźć kilka jednoznacznych wspólnych cech, nie można też zupełnie wystrzec się odniesienia do pewnych stereotypów czy społecznego spojrzenia na role i zadania mężczyzn w XXI. To za czym goni współczesny mężczyzna jest w dużej mierze podyktowane nie naturą jego męskiej duszy, czy choćby rozwojem, postępem czy zmianami, ale trendami, które generują sztuczne potrzeby: bycia młodym, sprawnym, dobrze ubranym. Trzeba dobrze zarabiać, by móc bywać, nabywać i wykorzystywać, przede wszystkim najnowsze gadżety, którymi można się potem chwalić. O męskości świadczy ilość zdobytych kobiet, cena i marka samochodu, znajomość najnowszych technologii. Ale z obserwacji wyłania mi się także inny popularny w praktyce typ współczesnego mężczyzny: stroniącego od zaangażowania, podejmowania ryzyka i odpowiedzialności wiecznego chłopca, egocentryka, z wychowawczymi brakami (lub brakami odpowiednich wzorców), który w kobiecie nie szuka żony, a kolejnej opiekunki lub niańki, który nie podejmuje wyzwań i nie znosi wymagań, rozczulając się nieustannie nad swoją słabą kondycją. Dodam, że z bardzo wysoki aspiracjami przy tym wszystkim.   

 

Z sezonu na sezon wzorce męskiego modelu ulegają zmianie. Raz na topie jest mężczyzna mestroseksualny, innym razem typ macho, z niewielką dozą brutalności. Za chwile pożądanym obiektem jest wystylizowany miłośnik mody, który za moment staje się heroicznym wojownikiem. Wrażliwy na piękno romantyk z czasem ustępuje miejsca uroczemu łajdakowi, który rani i krzywdzi na każdym kroku swoim kłamstwem i brakiem ufności, ale wdzięk i osobisty urok potrafią wybawić go z każdej opresji, gwarantując wybaczenie. Przychodzi czas na intelektualistę w okularach, ewentualnie romantyka, którzy szybko wypierani są przez kochających aktywność sportowca i turystę z dużą ilością statusów w społecznościowych mediach świadczących o tym, że już przebiegł maraton, choć na raty, by ostatecznie oddać pole drwalowi - ktokolwiek (lub cokolwiek) się za tym kryje, poza obfitym zarostem i flanelową koszulą w kratę.  

 

W wielu plemionach chłopiec był i wprowadzany w męski świat poprzez okrutne inicjacje i rytuały, podczas których zadawane były rany. Ich celem było hartować, symbolizować odwagę i męstwo, miały za zadanie pomóc w osiągnięciu męskiego wzorca, według którego zadaniem mężczyzny było zdominować wszystko i wszystkich. Tradycyjny wzorzec męskości stopniowo uległ jednak załamaniu. Na skutek nastania ery przemysłowej, ojciec zaczął znikać z pola widzenia dziecka, stał się kimś nieobecnym. Sukcesywnie siłę fizyczną i honor zastąpiła pogoń za sukcesami i pieniędzmi. Uczeni twierdzą, że z powodu braku męskiego wzorca, chłopiec nie może ujrzeć odmiennego wzorca płci, wiec czesto z konieczności wzoruje się tylko na jednym - kobiecym. Zmusza to go do wytworzenia spaczonego obrazu cech męskich. Chłopiec wychowany bez ojca nie umie określić swoich potrzeb, swojej wartości, nie jest w stanie odnaleźć celu i dokonać właściwych dojrzałych wyborów. Jeśli do tego dołożymy głosy przedstawicieli i propagatorów nurtów dążących do  równouprawnienia oraz zatarcia różnic płciowych, nie dziwmy się, że większość mężczyzn jest zagubiona i pyta: co to właściwe znaczy być mężczyzną? W ten sposób odebrano mężczyźnie dwa niezwykle ważne atrybuty: władza i siła, a wiec to, co stanowiło kiedyś o jego tożsamości.

 

Jacek Pulikowski w jednej ze swoich książek pisze, że stopień zagubienia mężczyzn w tzw. cywilizowanym świecie jest dużo większy niż kobiet. Według niego, wyjściem ze swoich ról - z powodu ucieczki od ojcowania, od opieki nad kobietą i dzieckiem - stają się zagrożeniem przyszłości. Współcześnie mężczyźni uciekają przed najważniejszą funkcją, jaką mają do spełnienia - odpowiedzialnością. Nie mówiąc już o prawdziwej, ofiarnej miłości.

 

To, za czym mężczyźni gonią z pewnością, to poszukiwanie własnej tożsamości - jakie jest moje imię, pyta. Bo to, co mężczyzn niszczy, to brak odpowiedzi na pytanie: kim jestem?  

 

Mężczyzna nie przestanie gnać, jeśli nie uświadomi sobie, co tak naprawdę jest tęsknotą jego duszy, co leży w jego naturze, jakie są jego potrzeby i pragnienia, na ile są one realne do zaspokojenia. Próby udowadniania swojej męskości według coraz to nowszych wytycznych, będą go prowadzić tylko do chaosu i dezorganizacji. Będą go pogrążać w zagubieniu, tym bardziej, że każdy mężczyzna jest zaprogramowany na jednotorowość. Nadmiar bodźców i natłok informacyjny, zwłaszcza ze strony kultury masowej, zagłusza rozeznanie, co jest celem i powołaniem jego życia. Tymczasem uszczęśliwianie żony i zajmowanie się dziećmi stało się passe. Nie fascynuje mężczyzny, bo nie wpisuje się w światowe standardy, za którymi trwa gonitwa. 

 

Mężczyzna nie zatrzyma się, jeśli nie usłyszy swojego imienia. To ono jest wyrazem tożsamości człowieka. Stanowi o wymiarze osobowym, jest podstawą podmiotowości. W liście do koryntian św. Paweł rozpoczyna od przedstawienia się. Używa imienia nadanego mu przez Boga: Paweł, z woli Bożej powołany na apostoła Jezusa Chrystusa… (1 Kor, 1,1). I on już wie, co ma robić. Wskazany i zawołany po imieniu potrzebuje siły, by zmierzyć się z zadaniami, przeznaczonymi dla prawdziwego mężczyzny. Bo każdy mężczyzna pragnie być wielki. Chce wiedzieć, że jest silny, że jest kimś, z kim trzeba się liczyć. Dla wielu okazywanie agresji jest elementem tożsamości i namacalnym znakiem posiadania tych cech. Niewielu zdaje sobie jednak sprawę, że moc człowieka tkwi w jego wnętrzu, nie w obwodzie bicepsa. Manifestacja siły nie może być efektem pracy na siłowni, ale owocem świadomości swojej wartości i przekonania o byciu użytecznym, a wręcz niezbędnym narzędziem. Izajasz pisze wprost: Powołał mnie Pan już z łona matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej reki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie.(…) Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą (Iz 49, 1-2 i 5b).

 

Mężczyzna został stworzony jako narzędzie w rekach Boga do ciągłej walki. W konsumpcyjnym świecie XXI wieku ciężko o motywacje, skoro praktycznie wszystko jest na wyciągniecie ręki. Nie trzeba się starać. Dlatego zastanawiające są słowa 40-letniego, aktywnego norweskiego sportowca Ole Einara Bjørndalena: Aby nie stracić motywacji, wprowadziłem kilka ważnych zasad w moim życiu. Najważniejsze to wystrzegać się jakiekolwiek formy luksusu, ponieważ właśnie on sprawia, że człowiek czuje się zadowolony i traci chęć do walki. A gdyby tak pozbyć się nie tylko tego, co zbywa, ale poczuć brak rzeczy koniecznych? Zrobić wokół siebie czystkę i nie zaśmiecać swojego życia tanimi produktami? Niską cenę zawsze gwarantuje masowość produkcji, ale towar staje się przez to powtarzalny, schematyczny, przeciętny, stapiający się tłem.

 

John Eldredge pisze, że mężczyzna został powołany do życia na zewnątrz, w nieoswojonej części stworzenia. Autor uważa, że przygoda, z nieodzownym ryzykiem i dziką przestrzenią, stanowi tęsknotę głęboko wpisaną w duszę mężczyzny. Dlaczego? Bo pytanie mężczyzny o to, kim jestem, jest jednym z tych, na które nie da się odpowiedzieć przy kuchennym stole. Mężczyzna potrzebuje pustyni - braku terminów, telefonów, spotkań - by odnaleźć samego siebie, jako unikatowy egzemplarz. O. Krzysztof Pałys, napisał kiedyś na swoim blogu, że czasem życie człowieka, bombardowanego kolejną dawką wiadomości, instrukcji i komunikatów, przypomina plac budowy - ogromna ilość niewykorzystanego materiału. Zamiast pięknego domu, ciągle prowizoryczna altanka. Potrzeba dystansu, udania się do samotni, by sprawy stopniowo same zaczęły się wyjaśniać. Niektóre słowa niegdyś zasiane - zaowocują. Inne okażą się nieistotne. Według niego nie hałas, a cisza i prostota rodzą mądrość.

 

Współczesny mężczyzna, w pogoni za własną tożsamością, chwytając się niewłaściwie pojętej męskości, coraz częściej paradoksalnie ją zatraca. Bo prawdziwy mężczyzna bierze życie w swoje ręce i zachwyca się ideą bycia przywódcą. Rozwija się i zmienia. A to niesie ze sobą ból i wymaga trudu. Nie rzadko również rany. Każdy prawdziwy mężczyzna ma bowiem blizny. A te są pozostałościami po bitwie. Mężczyzna musi być wojownikiem, nie może się ciągle nad sobą rozczulać. Bowiem prawdziwego szczęścia szukać należy w drodze pod górę, pod prąd, w trudzie. Żeby nie było: to nie moje słowa, ja po prostu przytaknęłam mężczyźnie.