Wspólna małżeńska modlitwa - ale po co?

Iwona Jabłońska
data21.08.2018 09:00

(fot. shutterstock.com)

Trudno na pierwszej randce na dzień dobry wyciągnąć modlitewnik i rozpocząć nieszpory, różaniec, czy inne modlitwy. Bo można kogoś spłoszyć, albo przestraszyć. Jak zacząć?


Wiele małżeństw ceni sobie i cieszy się wspólną małżeńską modlitwą. Są jednak takie pary, które traktują wiarę jako coś bardzo intymnego i indywidualnego. Krępuje ich wspólna modlitwa z drugą osobą i trudno im się otwierać. Jak zacząć i po co to wszystko? Opowiem Wam o naszym doświadczeniu…


Pragnienia kontra rzeczywistość


Po wielu latach modlitwy o dobrego męża poznałam Macieja (jesteśmy małżeństwem od trzech lat). Prosiłam Boga, żeby mój małżonek był wierzący, żebyśmy mogli razem budować na skale i modlić się wspólnie. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały wówczas, że Maciej pojawił się w moim życiu nieprzypadkowo…

 

Ale czy oby na pewno to "dobry kandydat na męża"? - pierwszy raz zobaczyliśmy się w kościele, ale to też był jego pierwszy raz w progach świątyni od ponad 10 lat. Szybko nawiązaliśmy kontakt, mieliśmy wrażenie, że znamy się od dawna - dużo wspólnych tematów, ale w kwestiach wiary było sporo różnic. Moje pragnienia zderzyły się ze ścianą.

 

Niemożliwe jednak staje się możliwe, kiedy do relacji chociaż jedna ze stron zaprosi Boga. Modliłam się gorąco, żeby sprawił cud i przyprowadzał Macieja do kościoła - najlepiej trochę głębiej - do wspólnoty, żeby mógł zasmakować tego, czym jest żywy kościół - posłuchać doświadczeń i świadectw działania Boga. Tak też się stało. Nasza droga wspólnej modlitwy rozpoczęła się od modlitwy w pojedynkę…


Pierwsze kroki


Może ktoś zadaje sobie pytanie - kiedy najlepiej zacząć  - w dniu ślubu, a może dopiero razem z dziećmi? Ja mam jedną odpowiedź na to - ani w dniu ślubu, ani razem z dziećmi - od początku znajomości już jako para! Wiadomo trudno na pierwszej randce na dzień dobry wyciągnąć modlitewnik i rozpocząć nieszpory, różaniec, czy inne modlitwy. Wręcz można kogoś spłoszyć, albo przestraszyć.

 

Aczkolwiek kiedy relacja zaczyna nabierać tempa, poruszamy coraz głębsze tematy warto podjąć kwestię wspólnej modlitwy. To na pewno umacnia relację, pomaga w walce o czystość i w rozeznawaniu dalszej wspólnej drogi, a także pomaga podejmować inne ważne dla obojga decyzje. To nie jest tak, że nagle w dniu ślubu rozpoczynamy modlić się wspólnie - warto już wcześniej to zainicjować.

 

Owoce na pewno będą jeszcze przed ślubem, ale my do dziś odczuwamy je w naszym małżeństwie. Są to piękne pamiątki kształtowania naszej wspólnej duchowości, jedności, podejmowania decyzji, stawania w prawdzie przed ukochanym ukazując swoje słabości, radości i smutki. Jest wiele nieporównywalnych z niczym zalet wspólnej małżeńskiej modlitwy, która rozpoczęła się na początku tzw. "chodzenia ze sobą". To naprawdę bardzo intymny i piękny czas.


Jak zacząć?


To, że ktoś nie modlił się wspólnie przed ślubem, a od tego dnia już minęło ładnych parę lat, nie oznacza, że nie można zacząć już teraz. Super, jeśli początki mamy już dawno za sobą, ale jeśli nie to nic straconego! Najlepszy moment na to jest DZIŚ. Zaproponuj swojej dziewczynie / chłopakowi / narzeczonej / narzeczonemu/ mężowi / żonie wspólną modlitwę dziś wieczorem. Nie musi to być jakiś maraton nabożeństw.

 

Może być spontaniczna rozmowa z Panem Bogiem - dla mnie to najpiękniejsze. My najczęściej rano - wieczorami jest różnie - klękamy do wspólnej modlitwy. Najpierw mój mąż dziękuje za to, za co chce podziękować Bogu, prosi o różne łaski, później ja, czasem dołącza się nasza dwulatka, synek jest za malutki.

 

Tak na marginesie ostatnio córcia modliła się za mamę, tatę, Tobiaska (brata) i za mlecko... Wracając do pytania - jak zacząć? - tak jak serce podpowiada. Najlepiej szczerze wyrazić wdzięczność, prośby, może czasem jakieś pytania do Pana Boga. To też piękne doświadczenia, bo z czasem zobaczycie jak Bóg na nie odpowiada, rozwiewa wątpliwości, przez co budzi wiarę. Nie czekajcie - zacznijcie już DZIŚ modlić się wspólnie. 


Jakie są owoce?


Trudno mówić o wszystkich owocach wspólnej modlitwy małżeńskiej. Mogłabym pisać o tym naprawdę dużo i każde małżeństwo oddzielnie mogłoby zapewne podzielić się swoimi doświadczeniami. Nam modlitwa małżeńska pomaga przede wszystkim zachować jedność.

 

Kto jest w małżeństwie, ten wie, że "skarb ten nosimy w naczyniach glinianych" i naprawdę bardzo łatwo uszkodzić takie "naczynie". Często doświadczamy tego, jak bardzo krucha jest nasza relacja, kiedy próbujemy budować po swojemu - nie zapraszając Boga.

 

Wspólna modlitwa pomaga nam też pamiętać, kto idzie przed nami i kto ślubował z nami, że będzie nas wspierał. Tym bardziej teraz - kiedy przechodzimy trudności - po ludzku moglibyśmy być dla siebie wrogami, kłócić się, a dzięki temu, że oddajemy nasze trudności Bogu we wspólnej modlitwie, dziękując też za te doświadczenia, możemy doświadczać cudów!

 

Czasem kiedy jesteśmy pokłóceni, wspólna modlitwa pomaga kruszyć mury, łagodniej i przychylniej spojrzeć na współmałżonka. Uważam, że właśnie wtedy warto wspólnie się modlić, nie odkładać, aż się pogodzimy, bo to może być właśnie ten moment, gdzie przekażemy sobie znak pokoju na końcu modlitwy.


Może po przeczytaniu tego tekstu komuś wydaje się, że "mój mąż / moja żona / chłopak / narzeczona na pewno na to nie pójdzie". Zacznij w pojedynkę - pomódl się za ukochaną osobę i zaproponuj już DZIŚ wspólną modlitwę. Nie wiem jakie będą owoce, ale jednego jestem pewna - na pewno będą. Otworzy się nowy, piękny etap w Waszej relacji. Odwagi!

 

Przeczytaj też: 3 sprawdzone metody na małżeński kryzys >>

 

Iwona i Maciek Jabłońscy - małżeństwo, razem prowadzą bloga "Powołani do świętości"