"Biorę twoje siwe włosy", "żenię się z twoimi humorami". Jak pokochać wady współmałżonka?

2ryby ks. Piotr Pawlukiewicz
data10.06.2019 15:00

(fot. unsplach.com)

Kościół chce, żebyś miała poezję, miłość, radość, poczucie bezpieczeństwa i romans ze swoim mężem aż do końca życia. Jak to zrobić? Odpowiada ks. Piotr Pawlukiewicz.

 

Kocham wszystkie twoje słabości

 

Niejedna dziewczyna mówi: "Proszę księdza, jakiego ja byka poślubiłam! Jak on się po rynnach wspinał, jakie wygibasy robił! Wiersze dla mnie pisał, obiecywał, opowiadał… Teraz za to przybrał pozycję horyzontalną na kanapie przed telewizorem i ma dwa colty w rękach. Jeden nazywa się pilot, a drugi - puszka od piwa. I strzela: Pif: kanał sportowy, paf: łyk piwa. Proszę księdza, ja wychodziłam za mąż za Rambo, komandosa, terminatora. Po prostu Linda skrzyżowany ze Schwarzeneggerem. A teraz?". Wszystko dlatego, że on był ukąszony przez pszczołę. A ta pszczoła się nazywała: "Muszę być grzeczny, bo jak nie, to mnie zostawisz". Wiecie, co jest najciekawsze w przysiędze małżeńskiej? "Biorę ciebie, Anno, za żonę". Tyle. Ktoś cię zapyta, co w tym takiego. Ano: "Biorę ciebie!". Całą. "Biorę ciebie, Adamie, za męża". Całego! "Biorę ciebie takiego, jaki jesteś dziś. Biorę wszystkie twoje zranienia z przeszłości, nawet jeśli nie wiem, jakie one są. Biorę twoją przyszłość, twoje siwe włosy, łysinkę, brzuszek, emeryturę…". "Kochana Aniu, żenię się z twoimi humorami, z twoimi depresjami, które będziesz miała w 2046 roku. Biorę ciebie i to, że mnie ochrzanisz, gdy się spóźnię na obiad. Biorę to wszystko". Tymczasem wiele osób mówi tak: "Żenię się z twoją urodą, żenię się z twoim ciałem. Żenię się z tym, jak robisz tę swoją pizzę, bo wychodzi ci genialna", albo: "Wychodzę za mąż za twoje karty kredytowe, za twój samochód. A jeśli mi po ślubie raz czy drugi powiesz, że jesteś zdenerwowany, że chcesz jakichś zmian w życiu, to uważaj, bo odejdę". I to jest właśnie poligon, na który trzeba uważać. Jak dziewczyna mieszka z chłopakiem bez ślubu, to i trzy lata może grać. Ale, co gorsza, ona nie oszukuje go świadomie. Jak przez trzy lata chodziliście na lekcje do swojej wychowawczyni, to przez te lata, przez wszystkie lekcje pamiętaliście, że to jest wasza wychowawczyni, a nie jakaś brudna pani, którą mijasz na ulicy, co po śmietnikach chodzi. I inaczej się zachowywaliście przy jednej, a inaczej przy drugiej. Chłopak cały czas pamięta, że jeszcze nie ma z tobą ślubu, że jeszcze tego GPS-a na ręku nie ma, że jeszcze umowa nie podpisana.

 

Kocham cię… za nic

 

Małżeństwo jest zanurzone w miłości Kościoła i Jezusa. Wielu ludzi mi opowiadało, że kiedy przychodzili do Chrystusa i mówili: "Jezu, mam 40 lat i zawsze Ci coś przynosiłem, a dziś nie przynoszę Ci nic. Moralność prysnęła, czystość prysnęła, uczciwość prysnęła. Przyjaciele mnie zostawili, żona mnie wygoniła. Jezu, jestem zerem", to Bóg na to odpowiadał: "Nareszcie. Nareszcie przyszedłeś nagi. Bez tych swoich prezencików".

 

Pamiętam jak pewna pani, piętnaście lat po ślubie, rozchorowała się na nowotwór. I gdy przychodził do niej mąż, a ona leżała po chemiach w szpitalu, to mówiła: "Marek, jestem brzydka. Ja wiem. Nie mam włosów. Nic ci nie ugotuję. Masz tylko kłopot ze mną". A on jej odpowiadał: "Aniu, jak ja cię teraz kocham… Teraz, gdy nie masz dla mnie nic. Jak ja cię teraz kocham! Tę bez włosów, tę suchutką. Tę, która nie wiadomo, czy będzie dalej żyć, koło której trzeba jak koło dziecka chodzić". To jest właśnie miłość. Kiedy ktoś nie ma ci już jak zapłacić. Kiedy nic nie ma, bo wszystko już oddał. I dopiero teraz jest piękny. Dopiero teraz się podoba.

 

Ks. Piotr Pawlukiewicz: Powiedz Bogu, jak życie cię boli >>

 

Kocham cię bez zobowiązań

 

Zwróćcie uwagę, że w mieszkaniu ze sobą przed ślubem, kiedy "płaci się" bardzo dużo, nie ma poważnych spraw. Nie ma pragnienia dziecka - a przynajmniej jeszcze nie w tej chwili - nie ma małżeństwa, nie ma żadnego zobowiązania, że będę z tobą aż do końca życia.

 

Niestety, dziewczyna, która chce być kochana, która chce, by ktoś ją miłował - bo jej imię jest "Odrzucona" - ona jest nawet gotowa pójść na pewien kompromis moralny, żeby tylko doświadczyć tego "miłowania". Chłopak, który chce udawać twardego, pójdzie w taki związek, bo tam nie ma żadnych zobowiązań - zawsze może uciec. Kiedy się przestraszy, zawsze może uciec. Z małżeństwa tak nie ucieknie, obrączka jest jak GPS, a ona go tym GPS-em namierzy. A tu po prostu może uciec. I to, wbrew pozorom, jest niebezpieczne, bo to jest tylko zabawa. Pozostaje pokazywanie się w takich zabawach. Dziewczyna wraca do domu, a chłopak mówi: "Mam dla ciebie niespodziankę. Zobacz, tapeta z twoim zdjęciem". I gdy ona pyta, czy to dla niej zrobił taką tapetę, to jemu jest łatwo odpowiedzieć: "Tak. Bo gdy ty wciskasz enter, to czuję w sobie mężczyznę". Oni się bawią… On ją za szminkę pochwali. Ona jego - za to, jak całuje, jaki jest miły i sympatyczny. Jaką robi jajecznicę.

 

Jeżeli jeszcze kogoś nie przekonałem, że to mieszkanie przed ślubem, nawet jeśli się nie współżyje, nadal jest nie w porządku, to jeszcze taki argument na koniec. Gdyby twoja mama powiedziała do ciebie i twojego taty: "Kochani, idę pomieszkać przez tydzień do pana Władka z dołu. Ale nie, nie, nie… Nie będzie żadnego współżycia. Pan Władek ma przecież taką sofę w drugim pokoju. On mnie zapraszał, weki będziemy robić. On ma kablówkę, a u nas nie ma…". Czujecie, że coś jest nie tak? Mama do innego mężczyzny ma iść mieszkać? "Mamo, ty jesteś nasza. Jesteś taty i moja". Pan Jezus mówi: "Ty jesteś moja. Tylko twojemu mężowi cię oddam".

 

Miłość usprawiedliwia wszystko?

 

Niektórzy mi mówią: "Miłość usprawiedliwia wszystko. Ksiądz opowiada tylko o takich związkach, w których pary się tylko tak wygłupiają, popisują. Ale my z chłopakiem to się naprawdę kochamy. Ksiądz nawet nie wie, jak bardzo. To jest taka miłość, że ho, ho. Ksiądz nie zrozumie… Proszę księdza, miłość usprawiedliwia wszystko". Jeżeli ktoś z was uważa, że miłość usprawiedliwia wszystko, to przypomina mi się taka para, która współżyła już przed ślubem: "To nasza zasada: miłość usprawiedliwia wszystko. Nie bójmy się księży i Kościoła". Ale po dziesięciu latach od ślubu mąż tej pani przyszedł i powiedział do niej: "Ela, wybacz, ale zakochałem się w koleżance. Zostawiam cię z córką, ponieważ miłość usprawiedliwia wszystko, prawda? To była nasza zasada. Mam nadzieję, że zrozumiesz". Uważaj na takie zasady, które wyglądają bardzo porządnie.

 

Zaufaj Kościołowi. Może wszystkiego nie rozumiesz, ale zaufaj. Kościół jest twoją matką. Kościół wie więcej. Nieraz nawet więcej niż rodzice. Zaufaj Kościołowi. On chce, żebyś miała poezję, miłość, radość, poczucie bezpieczeństwa i romans ze swoim mężem aż do końca życia.

 

(Fragment książki ks. Piotra Pawlukiewicza "Seks. Poezja czy rzemiosło?")