Boski tandem. Razem dla zbawienia ludzi

Dariusz Piórkowski SJ
data06.08.2019 16:00

(fot. unsplash.com)

Małżonkowie są tymi, którzy przyjmują łaskę, ale też przekazują ją dalej. Tylko na czym konkretnie polega misja chrześcijańskiego małżeństwa?

 

Obserwuję, że jednym z praktycznych problemów współczesnego Kościoła jest zaburzona wizja misji zarówno wśród duchownych jak i świeckich. Po co jesteśmy chrześcijanami? Zwykle odpowiedź będzie taka: żeby osiągnąć zbawienie, dostać się do nieba. Według tej wizji sprawa jest prosta. Kościół, czyli księża, pomagają świeckim do osiągnięcia zbawienia, którego chyba jeszcze nie ma…

 

Na czym polega misja świeckich?


Choć jest w tym sporo prawdy, to jednak taka misja nie do końca odpowiada temu, czego oczekuje od nas Chrystus i współczesny Kościół. Nie ma w Biblii takiego powołania, które byłoby przeznaczone tylko dla wybranej osoby. Ludzie Biblii zawsze wybierani są przez Boga, potem Chrystusa dla innych, nie tylko dla siebie.


Cały Kościół, duchowni i świeccy, mają kontynuować misję Jezusa. Słyszymy w Ewangelii według św. Mateusza: "Wy jesteście światłem świata". "Wy jesteście solą ziemi". "Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie".


Zazwyczaj misja stawia jakiś cel, potem trzeba powziąć określone działania i środki, aby go osiągnąć. W przypadku chrześcijan misja ukrywa się już w tym, kim jesteśmy i kim mamy się stać. Żyjemy w samym środku świata, dlatego Jezus mówi o nas jako o świetle i soli. Jaki jest cel naszego chrześcijańskiego życia? Może nas to zdziwić, ale nasze osobiste zbawienie nie stoi na pierwszym miejscu: przez nasze czyny inni mają widzieć Boga w świecie. Św. Tomasz z Akwinu uzasadnił zwięźle, jaki jest cel naszego postępowania: "Bóg w dobrych naszych aktach nie szuka swojej korzyści, lecz chwały, czyli ujawnienia swojej dobroci". Poprzez nas Bóg chce pokazywać innym, niechrześcijanom, oziębłym chrześcijanom, niewierzącym w nic "swoją dobroć". I dlatego nas wybiera, uwalnia, oczyszcza, wyposaża we wszystko, czyni swymi dziećmi i zarazem współpracownikami. Nazywa się to zbawieniem.

 

W ten ogólny cel wszystkich uczniów Chrystusa wpisana jest też misja chrześcijańskiego małżeństwa. Na czym konkretnie ona polega, musimy ciągle na nowo odczytywać. Nie znajdziemy szczegółowych wskazówek w Piśmie św. Jest w nim sporo o tym, jak sami małżonkowie i rodziny mają się kochać. Mniej jednak o tym, jak ta miłość ma promieniować na innych ludzi i świat, w którym żyjemy. Znamy dwa dobra czy cele małżeństwa: małżonkowie są najpierw nawzajem dla siebie darem, tworzą wyłączną i nierozerwalną wspólnotę życia małżeńskiego, której celem jest wzajemne pomaganie sobie oraz rodzenie i wychowywanie dzieci. To samo jednak robią małżeństwa niechrześcijańskie czy w ogóle naturalne. My, chrześcijanie, nadajemy tym dobrym ludzkim celom nieco inne znaczenie. Ale w małżeństwie chrześcijańskim jest jeszcze coś więcej.

 

Zobacz też: Adam Szustak OP: jestem przekonany, że małżeństwo to jest najprostsza rzecz na świecie >>

 

Co mówi Katechizm?


Katechizm dokonuje swoistego przewrotu kopernikańskiego w dotychczasowym postrzeganiu małżeństwa, mianowicie, wiąże je nierozerwalnym węzłem z sakramentem święceń i poszerza misją małżeństwa. Tak się je przedstawia w Katechizmie Kościoła jako szczególny tandem dla budowania Kościoła i zbawiania innych:


1533 Chrzest, bierzmowanie i Eucharystia są sakramentami wtajemniczenia chrześcijańskiego. Na nich opiera się wspólne powołanie wszystkich uczniów Chrystusa, powołanie do świętości i do misji ewangelizacji świata. Udzielają one łask koniecznych do życia według Ducha podczas ziemskiej pielgrzymki prowadzącej do Ojczyzny.


1534 Dwa inne sakramenty: święcenia (kapłaństwo) i małżeństwo są nastawione na zbawienie innych ludzi. Przez służbę innym przyczyniają się także do zbawienia osobistego. Udzielają one szczególnego posłania w Kościele i służą budowaniu Ludu Bożego.


1535 Ci, którzy zostali już konsekrowani przez chrzest i bierzmowanie 1 do kapłaństwa wspólnego wszystkich wiernych, mogą otrzymać w sakramentach święceń i małżeństwa szczególną konsekrację. Przyjmujący sakrament święceń zostają konsekrowani, by w imię Chrystusa "karmili Kościół słowem i łaską Bożą" 2 . Z kolei "osobny sakrament umacnia i jakby konsekruje małżonków chrześcijańskich do obowiązków i godności ich stanu" .

 

Uświęcenie "dla swoich obowiązków"


Najpierw chyba trzeba wyjaśnić znaczenie słowa "konsekracja". Występuje ono tylko w języku religijnym. Słowo "consecrare" razem z łacińskim "sacramentum" wywodzi się z tego samego rdzenia - "sacer", czyli "święty". Jeśli jakaś rzecz zostaje konsekrowana, to wybiera się ją, wyłącza z użytku świeckiego i przeznacza tylko na cele religijne, dla Boga, dla służby, a także do szczególnej misji. Np. kielich podczas mszy świętej, jeśli jest konsekrowany służy tylko do Eucharystii. I wtedy nie pijemy w nim kawy ani herbaty czy, jak dawniej, samego wina. Podczas konsekracji zachodzi zmiana celu, dla którego coś dotąd istniało. Gdy człowiek jest konsekrowany (a taką osobą jest każdy chrześcijanin), żyje i spełnia swoje misję, powołanie już nie dla siebie, lecz dla Boga i dla innych. Z tym wiąże się zarówno pewne nowe zadanie jak i siła do jego wypełnienia. W języku świeckim mówimy, że ktoś czemuś się poświęcił.


Każdy małżonek na pierwszym etapie relacji w pewnym sensie zostaje konsekrowany, gdy na skutek zakochania zostaje odseparowany od ogromnej grupy osób i poświęcony wyłącznie dla jednej osoby. A w drugim etapie, podczas ślubu, oboje zostają przeznaczeni dla Pana, aby byli Jego świadkami w świecie. Nieco inaczej niż pozostali chrześcijanie, bo w małżeństwie czynią to razem, we dwoje.


W Starym Testamencie "konsekrowany" oznacza również "napełniony po brzegi". Ten, kto jest konsekrowany, napełniany jest mocą, aby mógł spełnić swe zadanie. I tu pojawia się ciekawa rzecz. Przez wieki konsekrowana była hostia podczas mszy świętej, ołtarz, księża i biskupi, zakonnicy, kościół lub dziewice. A tu nagle podczas Soboru Watykańskiego II słyszymy, że także małżonkowie są konsekrowani, wybrani przez Boga ze świata, by potem iść do ludzi, ale już w nowej roli. 


A więc jeszcze raz: wszyscy ochrzczeni są "konsekrowani" przez chrzest i bierzmowanie. Wyłączeni ze złego sposobu życia w świecie, ale przeznaczeni Bogu w tym świecie, włączeni do królestwa Bożego, które rozszerza się w tym świecie i równocześnie są wysłani do tego świata z nową misją. Natomiast małżonkowie i księża otrzymują jeszcze "szczególną konsekrację" i "szczególne posłanie". Zwróćmy uwagę, że wszyscy uczniowie Chrystusa powołani są "do misji ewangelizacji świata", ale święcenia i małżeństwo mają jeszcze coś dodatkowego, jakiś inny wspólny cel, oprócz tego, który dzielą z pozostałymi wiernymi. Wyświęceni głoszą słowo i udzielają innych sakramentów, a małżonkowie zostają konsekrowani do "swoich obowiązków". I w ten sposób obie grupy budują Lud Boży, Kościół. Są ze sobą połączeni w tandem.

 

Chodzące sakramenty

 

"Dwa inne sakramenty: święcenia i małżeństwo są nastawione na zbawienie innych ludzi. Przez służbę innym przyczyniają się także do zbawienia osobistego" (KKK, 1534)


To jest niezwykle ciekawe. Misją zarówno księży jak i małżeństwa chrześcijańskiego jest też "zbawienie innych ludzi". W przypadku księży jest to w miarę jasne, ale w jaki sposób małżonkowie przyczyniają się do zbawienia innych ludzi w Kościele? Chodzi tu o jakąś misję skierowaną nie tylko na dobro małżonków. 


I druga rzecz, moim zdaniem, zaskakująca. Obie grupy najpierw przyczyniają się do zbawienia innych, a gdy to robią, także do zbawienia osobistego. Ich zbawienie osobiste jest poniekąd "skutkiem ubocznym", a nie czymś, o co mają zabiegać na pierwszym miejscu. Zarówno księża jak i małżonkowie nie mają na celu udoskonalania tylko samych siebie.

  
Czy małżonkowie, wykonując swoją misję, oprócz tego, że Chrystus działa przez nich dla ich dobra, udzielają też łaski innym? Sakrament to "widzialny znak udzielający niewidzialnej łaski". Sakrament nie jest jakąś rzeczą, pojemnikiem, w którym zamknięta jest łaska Boża. To rzeczywistość dynamiczna. I chyba najbardziej widać tę dynamikę w sakramentach święceń i małżeństwa. Oba nazywam "chodzącymi sakramentami". Wszystkie sakramenty służą uświęceniu, czyli uzdrawianiu, czynieniu dobrym, lepszym. Uświęca i przemienia tylko miłość, zarówno ta, którą kochamy z urodzenia, jak i ta przekazywana nam w sakramentach. Ale ta pierwsza nie wystarcza. To dwie różne formy miłości, ale płynące z tego samego źródła. Jakościowo różne, ale jedna bez drugiej nie istnieje.

 

Przeczytaj też: Nie dziwi mnie, że co trzecie małżeństwo w Polsce się rozpada >>

 

Tandem: duchowni i małżonkowie


Jak to odnosi się do małżeństwa? Przede wszystkim, musimy pamiętać, że formalne (bo w praktyce to był sakrament) zaliczenie małżeństwa do siedmiu sakramentów nastąpiło dopiero na Soborze Florenckim około 1440 roku. Dlaczego tak późno? Ponieważ tak długo uważano małżeństwo za instytucję naturalną, pochodzącą wprawdzie od Boga, ale zbyt "ziemską", "materialną", za mało "duchową", zanurzoną w sprawach tego świata, by zaliczać ją do sakramentów tak jak Eucharystię czy Chrzest. Najbardziej na przeszkodzie stała seksualność.


I ten Sobór pisze tak: "Chrzest, bierzmowanie, Eucharystia, pokuta, namaszczenie chorych, kapłaństwo i korona małżeńska. Pięć pierwszych zostało ustanowionych dla duchowej doskonałości wewnętrznej każdego człowieka, dwa ostatnie do kierowania całym Kościołem i dla jego wzrostu" (507)


Nie myślano tak przez wieki w Kościele. Nie zdołano dotąd wypracować głębszej, czy raczej bardziej ewangelicznej, duchowości i misji małżeństwa. Z powodu klerykalizmu, moralnego postawienia celibatu i życia zakonnego jako wyżej stojących od małżeństwa, z powodu nadmiernego wyostrzenia prawnego wymiaru, skupienia głównie na rodzeniu i wychowywaniu dzieci, takie postrzeganie małżeństwa nie mogło się przebić. Żeby zrozumieć Kościół, wystarczyło patrzeć na hierarchię. Łaskę przekazują tylko duchowni. Duchowni stoją naprzeciw świeckich.


Jednak według współczesnej wizji wszyscy idą i współpracują razem. Prezbiterzy nie stoją naprzeciw małżonków ani nie są od nich radykalnie oddzieleni. Papież Franciszek za Ojcami Synodalnymi pisze tak: "Kościół, aby w pełni zrozumieć swoją tajemnicę, spogląda na rodzinę chrześcijańską, która ukazuje tę tajemnicę w sposób autentyczny" (67).

 

Z jednej strony małżeństwo jest znakiem, który coś pokazuje, do czegoś odsyła, ale z drugiej to samo małżeństwo jest znakiem, który coś przekazuje, najpierw małżonkom wzajemnie, ale też innym poza nimi. Małżeństwo jest też dla świata, a nie tylko dla samych małżonków. Innymi słowy, małżonkowie są tymi, którzy łaskę przyjmują, ale też przekazują ją dalej.

 

Co jeszcze mówi Kościół?


Kościół na Soborze Watykańskim II ponownie uznał, że wszyscy wierni, czyli ochrzczeni są prorokami. Nie oznacza to, że przepowiadają przyszłość, lecz swoim życiem, postawą i czynami, mają wskazywać na Boga. Jest to inna nazwa bycia światłem i solą w świecie. W Konstytucji o Kościele czytamy, że "Chrystus Prorok wielki, który zarówno świadectwem życia, jak mocą słowa ogłosił Królestwo Ojca, pełni swe prorocze zadanie aż do pełnego objawienia się chwały - nie tylko przez hierarchię, która naucza w Jego imieniu i Jego władzą, ale także przez świeckich, których po to ustanowił świadkami oraz wyposażył w zmysł wiary i łaskę słowa (por. Dz 2,17-18, Ap 19,10), aby moc Ewangelii jaśniała w życiu codziennym, rodzinnym i społecznym. (…) W wypełnianiu tego zadania nader cenny okazuje się ten stan życia, który uświęcony jest osobnym sakramentem, mianowicie życie małżeńskie i rodzinne. Tam odbywa się zaprawa w apostolstwie świeckich i tam znajduje się znakomita jego szkoła, gdzie pobożność chrześcijańska przenika całą treść życia i z dnia na dzień coraz bardziej ją przemienia. Tam małżonkowie znajdują swoje powołanie, polegające na tym, że mają być dla siebie nawzajem i dla swoich dzieci świadkami wiary i miłości Chrystusa (Lumen gentium, 35).


Do tej "zaprawy i szkoły apostolstwa" odwołuje się Franciszek w "Amoris laetitia, dając do zrozumienia, że najczęściej nie polega to na udziale w jakichś działaniach ewangelizacyjnych. Na co dzień spełnia się to w zwykłych obowiązkach i zadaniach: "Na mocy sakramentu małżonkowie otrzymują misję, aby mogli uwidaczniać, począwszy od rzeczy prostych i zwyczajnych, miłość, jaką Chrystus kocha swój kościół, dając wciąż życie za niego" (AL. 121)


W "Dekrecie o apostolstwie świeckich" czytamy piękne zdanie: "Chrześcijańscy małżonkowie są wzajemnie dla siebie, dla swoich dzieci i innych domowników współpracownikami łaski (cooperantes gratiae) i świadkami wiary" (Apostolicam actuositatem, 11).  Pius XII pisze, że w "małżeństwie małżonkowie są dla siebie "szafarzami łaski" - ministrae gratiae. Nie tylko podczas ślubu, ale całe życie. Można pokusić się o tezę, że nie tylko kapłani przekazują łaskę. Także małżonkowie, przez których działa Chrystus, przekazują łaskę najpierw sobie, gdy kochają siebie przez różne formy miłości. Potem przekazują łaskę albo do jej przyjęcia przygotowują dzieci, krewnych i innych ludzi. 


Św. Tomasz z Akwinu nie waha się też zestawiać wychowania dzieci z posługą kapłańską: "Niektórzy krzewią i podtrzymują życie duchowe wyłącznie poprzez posługę duchową. To odnosi się do sakramentu kapłaństwa; inni czynią to zarówno w stosunku do życia fizycznego, jak i duchowego, co ma miejsce w przypadku sakramentu małżeństwa, w którym mężczyzna z kobietą łączą się, ażeby wydać na świat potomstwo i wychować je na chwałę Bożą" (Summa contra Gentiles, IV, 58).