Śmierć zawsze jest zaskoczeniem

Życie Duchowe Kuba Kołacz SJ / Życie Duchowe / slo
data22.10.2009 09:23

Czy wyobrażamy sobie ten świat bez naszej obecności?
(fot. Lucas Janin)

Czy lęk, jaki odczuwamy na myśl o śmierci, może być wyrazem małej wiary lub braku nadziei na opiekę Bożą po drugiej stronie życia?

 

Zacznijmy od pewnego ćwiczenia. Spróbujmy przeprowadzić medytację o ostatnich chwilach swego życia. Rozmyślanie to powinno rozpoczynać się, jak każda medytacja, od wyciszenia i modlitwy o światło Ducha świętego. To bardzo istotne, bo przecież kończąc życie na ziemi, jak wierzymy (a wielu z nas także uczy o tym innych), przechodzimy do Boga, jeśli więc chcemy antycypować tę chwilę, koniecznie trzeba zrobić to niejako w obecności Boga.

 

Spójrzmy na siebie, a dalej na ludzi, z którymi żyjemy, na codzienne sprawy, inwestycje, wszystko, co zaczęliśmy, a co wciąż jeszcze jest w trakcie realizacji. Pomyślmy o tym wszystkim jako o sprawach, o które być może uda się zadbać „ostatnim rozporządzeniem”, ale których już nie uda nam się dokończyć. Na ludzi zaś, na naszych bliskich, popatrzmy jako na tych, z którymi musimy się rozstać, może nawet bez pożegnania. Przechodząc przez te punkty i podsumowując je, zwróćmy uwagę przede wszystkim na to, co czujemy. Ale na tym nie koniec, idąc krok dalej, wyobraźmy sobie własny pogrzeb. Popatrzmy na trumnę, na obecnych wokół niej i postarajmy się zrozumieć, co w tym momencie czują wszyscy zgromadzeni na żałobnej ceremonii. W końcu wyobraźmy sobie także nasz świat, ale już bez nas: wszystko jakoś wraca do normy, ale nas już nie ma. Podobnie jak w dwóch poprzednich punktach zwróćmy uwagę na to, co czujemy. Tym razem jednak zastanówmy się także i postarajmy się odpowiedzieć sobie na dwa pytania: Czy wyobrażamy sobie ten świat bez naszej obecności? Czy potrafimy sobie wyobrazić nasze życie z Bogiem?


Jeśli człowiek boi się tej chwili, zwłaszcza gdy jest osobą wierzącą, to trudno wyrokować, że to nic innego jak perspektywa spotkania z Bogiem napawa go tak wielkim strachem
. Być może wspomnienie wszystkich błędów popełnionych w życiu może sprawić, że znajdzie się ktoś taki, kto będzie się obawiał chwili, kiedy wszystko to wyjdzie na jaw i przed Bogiem stanie się sprawą publiczną, ale i w takiej sytuacji chyba nie to jest najważniejsze. Przecież w sumie każdy posiada jakąś ideę miłosierdzia, która niezależnie od okoliczności podtrzymuje w nim nadzieję, że najgorsze się nie wydarzy. Jedyną rzeczą, którą być może można zarzucić człowiekowi w takiej chwili, jest to, że myśląc o śmierci, paradoksalnie wcale o niej nie myśli, ale że w rzeczywistości koncentruje się na życiu i że w takim przypadku perspektywa religijna spychana jest na dalszy plan. Jeśli przyjrzeć się bliżej temu, co określa się jako „strach przed śmiercią”, to widzimy, że po wyeliminowaniu małego procentu lęku przed niewiadomym - co w przypadku wierzących łagodzone jest przez wiarę - pozostaje nie strach, ale żal za tym, co właśnie przemija. I tego wymiaru dotyczy cały problem.


Śmierć zawsze jest zaskoczeniem. Nawet w sytuacjach beznadziejnych nie bierze się jej pod uwagę i nierzadko wbrew logice nie dopuszcza się myśli, że może nadejść. Człowiek boi się nawet wypowiedzieć to słowo, jakby magicznie miało ono otwierać drzwi „aniołowi śmierci”, a jeszcze bardziej jakby wypowiedzenie go świadczyło o rezygnacji z walki o życie. Stąd też, może nieco egoistycznie, nawet gdy dla kogoś przedłużanie życia jest ewidentnym potęgowaniem jego cierpienia, to i tak wolimy modlić się o jego zdrowie niż o łagodną, Bożą śmierć. A jeśli już tej ostatniej nie da się pominąć, to w związku z tym wypracowano całe mnóstwo pojęć zastępczych, eufemizmów, dzięki którym można niejako zatrzymać czas i nie myśleć o najgorszym. Zdając sobie sprawę z lęku, jaki może budzić sam moment przejścia z tego świata do wieczności, Kościół podarował wiernym całą gamę pomocy, zarówno duchowych, jak i zewnętrznych, które mają na celu oswojenie z tą smutną rzeczywistością zarówno tych, którzy odchodzą, jak i tych, którzy pozostają. Do nich należy cała biblioteka modlitw za umierających, które z jednej strony są realnym wstawiennictwem za przechodzącym przez bramę śmierci, ale też, zwłaszcza gdy odmawia się je wraz z innymi, tworzą wspólnotę ludzi wzajemnie wspierających się w tej trudnej chwili. Do nich należą także różne gesty oraz nieco już zapomniany symbol świecy - gromnicy, którą wkłada się w rękę umierającego, aby rozświetlała mu ostatnią drogę do Boga - płomień tej świecy w istocie rozświetlać miał także drogę tych, którzy na świecie pozostali, choć pożegnali już tego, kto był im drogi.


Wszystkim w takiej chwili towarzyszy żal za czymś, co się skończyło, bo świat bez każdego człowieka nie jest już tym samym światem, którym był wcześniej. Trudno jest się pogodzić z tą zmianą perspektywy. Trudno jest w pewnym sensie wyobrazić sobie, jak wszystko się ułoży i jak będzie wyglądało życie w nowym układzie, w którym zabrakło tego ważnego ogniwa. Do tego dochodzi niepewność - oparta na najszlachetniejszej miłości - czy temu, kto zmarł, będzie teraz dobrze. Ale także i to ma dwa oblicza, bo ten sam niepokój dotyczy jednakowo życia rodziny i przyjaciół, zwłaszcza jeśli od umierającego doświadczali wiele dobra. To zatem nie strach, ale żal jest wszechobecnym uczuciem, który wszystko inne spycha na dalszy plan, tworzy specyficzną atmosferę i narzuca zupełnie inną perspektywę myślenia. A ponieważ żal związany jest z najgłębszymi emocjami, stąd ma on siłę opanować i niejako sparaliżować wszystkie inne płaszczyzny, nie wyłączając świętych obszarów życia religijnego wraz z opartym na wierze przekonaniem, że jeśli ktoś umiera, jego „życie zmienia się, ale się nie kończy”.


Trudno mówić więc, że strach przed śmiercią jest wyrazem słabej wiary i małej nadziei - jest raczej zwykłym, ludzkim uczuciem i lękiem: „Czy wyobrażamy sobie ten świat bez naszej obecności?”. Warto jednak, aby i takie chwile przeżywać w sposób jak najbardziej dojrzały. Pomaga w tym właśnie pamięć o perspektywie religijnej całego tego dramatycznego wydarzenia. Wówczas nawet ból, tak nieodłączny od wydarzenia śmierci, będzie łatwiej znieść. A kiedy stanie się wobec konieczności opuszczenia tego świata, wówczas żal za tym, co było, nie będzie większy od ciekawości tego, co przed nami: od ciekawości rzeczy Bożych.

 

Życie Duchowe