Chodziłam od lekarza do lekarza [REPORTAŻ]

TakRodzinie Marianna Ruks
data29.05.2017 09:00

(fot. shutterstock.com)

Po latach leczenia dowiedziała się, że utrzymanie ciaży nie będzie łatwe. Pierwsze dziecko poroniła w 12 tygodniu. Potem wydarzyło się coś, co przewróciło jej życie do góry nogami.

 

Ada długo nie mogła zajść w ciążę. Pierwsze dziecko poroniła w 12 tygodniu. Starania o kolejne trwały dwa lata, aż w końcu urodziła trojaczki: Zuzannę, Antoninę i Lenę.

 

Trzy szczęścia na raz.

 

"Od zawsze moim marzeniem była liczna rodzina - mówi Adrianna, mama 5,5-letnich trojaczków. - Pragnęłam mieć dużo dzieci, może dlatego, że oboje z mężem pochodzimy z wielodzietnych rodzin".


Adrianna i Wojtek są małżeństwem od ośmiu lat, mieszkają w Nowym Sączu, są kochającą się, szczęśliwą rodziną i mają trzy córki: Zuzannę, Antoninę i Lenę. Ich marzenie się spełniło, ale droga do tego nie była łatwa…

 

Leżałam na sali i płakałam


Ada długo nie mogła zajść w ciążę. Po latach leczenia dowiedziała się, że jej organizm nie produkuje progesteronu i zajście w ciążę jest możliwe, ale jej utrzymanie nie będzie łatwe. Pierwsze dziecko poroniła w 12 tygodniu. Starania o kolejne trwały dwa lata. "Chodziłam od lekarza do lekarza i nikt nie potrafił mi pomóc" - wyznaje.


Po kolejnym długim leczeniu okazało się, że Adrianna zaszła w ciążę. Wizyta u lekarza była koszmarem. Ada dowiedziała się, że "coś tam jest", ale niekoniecznie jest to ciąża, bo może to być worek z płynem. Następnego dnia lekarz stwierdził, że ciąża jest martwa, bo nie ma akcji serca dziecka. Po kolejnym USG okazało się, że ciąża jest bliźniacza i jedno serduszko bije, a drugie nie. Adrianna została poddana kolejnemu badaniu, po którym lekarz, nic nie mówiąc, kazał jej iść na salę.


"Leżałam na sali i płakałam, bo nie wiedziałam, co się dzieje. Po chwili weszła pani sprzątająca i zapytała, czy to ja byłam przed chwilą na USG. Kiedy odpowiedziałam, że tak, ona powiedziała: «To pani ma trojaczki?!».

 

Powiedziała, że znalazła zdjęcie z badania w koszu na śmieci. Myślałam, że zwariuję. Co ta kobieta do mnie mówi? Jakie trojaczki? - wspomina Ada. - Kiedy przyszedł lekarz, zapytał, co teraz z tym zrobimy. I dodał, że bije tylko jedno serduszko, a dwa pozostałe są martwe, i że z moją budową ciała nie donoszę nawet pojedynczej ciąży, a co dopiero trojaczej".


Kilka godzin później spłakana Ada była już u swojego profesora, który zrobił USG i powiedział, że faktycznie jest to ciąża trojacza, ale to bardzo wczesny tydzień i na bicie pozostałych dwóch serduszek trzeba jeszcze poczekać. Miał rację, po kilku dniach biły już wszystkie trzy serduszka…


"Po tych wszystkich przejściach i ogromnym strachu o to, czy się uda, czy donoszę ciążę, czy dzieci urodzą się zdrowe, pojawiła się również radość. Bo przecież nie każdy zostaje wybrany, aby dać życie trójce dzieci, i to na raz" - opowiada Adrianna.

 

Mama i tata mają tylko po dwie ręce


Wojtek od samego początku wspierał swoją żonę i bał się o nią, bo ma 156 cm wzrostu i waży zaledwie 45 kg. Ada śmieje się, że wiadomość o ciąży przyjął z ogromnym zaskoczeniem, ale potem był z siebie bardzo dumny! Gdy w trakcie ciąży leżała w szpitalu w Krakowie, Wojtek potrafił wsiąść po pracy w samochód i przejechać 120 km, żeby zobaczyć żonę.


"Wiadomo było, że nie dotrwam do 40 tygodnia ciąży, ale lekarze mówili, że dobrze byłoby, gdybym wytrzymała chociaż do 33 tygodnia. Cóż z tego, kiedy jedna z naszych córek (Zuzia) chciała inaczej? Postanowiła przywitać się ze swoimi rodzicami już w 31 tygodniu ciąży. I dokładnie 3 lipca 2011 roku na świat przyszły nasze trzy wspaniałe córki: Zuzanna, Antonina i Lena".


"Dzisiaj dziewczynki mają 5,5 roku. To rezolutne i bardzo samodzielne dzieci, a to dlatego, że od samego początku uczyliśmy je samodzielności i radzenia sobie w różnych sytuacjach, bo wiadomo, że mama i tata mają tylko po dwie ręce, a one są trzy. Każdego ranka bawię się w projektanta strojów i fryzjera swoich córek" - śmieje się Ada.


Dziewczynki chodzą spać przed 20:00 i harmonogram zajęć wieczornych zawsze jest taki sam: kolacja, mycie, modlitwa, tata albo mama czyta na dobranoc, głaskanie i spanie.


W soboty uwielbiają jeździć na wycieczki. W niedzielę zawsze po Mszy świętej jadą do babci na obiad i starają się odwiedzać raz jednych, raz drugich rodziców.


Kiedy pogoda na to pozwala, chodzą na spacery, jeżdżą na rowerach, grają w piłkę. Razem gotują, bo dziewczyny uwielbiają pomagać mamie w kuchni, czytają bajki, układają puzzle, grają w gry planszowe, lepią i rysują. 

 

Znak krzyża na dobranoc


"Czasem śmiejemy się z  Wojtkiem i mówimy: «Jak nie było, to nie było, ale jak już dostaliśmy, to trzy w pakiecie, i jesteśmy rodziną przez duże R»" - mówi Ada.


"Jesteśmy szczęśliwi, że je mamy, i nie wyobrażamy sobie, żeby którejś mogło nie być. Kiedy się urodziły, przewróciły nasz świat do góry nogami, nawet nie wiedzieliśmy, że życie może zgotować taką niespodziankę" - dodaje Wojtek.


Dzięki temu, że Ada jest mamą trojaczków, zaczęła prowadzić bloga (www.dwa-plus-trzy.pl). "Jeśli chodzi o chwile, które wynagradzają nam trud w wychowaniu naszych córek, to każde jedno słowo: «Kocham cię, mamo, kocham cię, tato» wychodzące z ich ust i te szczere uściski, które dostajemy od nich na każde «dzień dobry» i «dobranoc», to zdecydowanie dla nas największe podziękowanie" - mówią zgodnie.


"Od czasu, kiedy urodziły się dziewczynki, nauczyliśmy się dziękować Bogu za to, że wystawił nasze życie na próbę i pokazał nam, ile możemy udźwignąć. Dziękujemy Mu codziennie za to, co mamy i czego jesteśmy świadkami. Wiemy, że gdyby nie Jego ręka, nie byłoby nas tu, gdzie jesteśmy. Codziennie przed snem idę do pokoju dzieci, robię im na czole znak krzyża i mówię: «Dziękuję, że jesteś»" - wyznaje Ada.