"Aniele Boży, Tchórzu mój"

Maja Moller Maja Moller
data17.01.2018 09:00

(fot. shutterstock.com)

Kilka dni temu poprosiłam ludzi o podzielenie się zabawnymi historiami z ich domów. Odpowiedzi sprawiły, że chwilami płakałam ze śmiechu. Zobaczcie sami.

 

Do bycia mamą potrzeba  nie tylko wiary, zaufania i potężnej miłości. Niekiedy przydaje się również poczucie humoru i umiejętność śmiania się z własnych, a uśmiechania do cudzych błędów.

 

Jaki jest Wasz ulubiony "kościelny" dowcip? Ja najbardziej lubię chyba ten (i tak, znowu będą jezuici):

 

Płyną łódką dominikanin, jezuita i franciszkanin. Po jakimś czasie zabrakło im wody pitnej. Dominikanin zaofiarował się, że pójdzie do sklepu. Wyszedł z łódki i po wodzie poszedł do sklepu. Tak samo wrócił. Gdy kolejny raz zabrakło wody, stwierdzili, że teraz kolej na jezuitę. Jezuita poszedł po wodzie i wrócił. Za trzecim razem po wodę miał iść franciszkanin. Wszedł do wody i zaczął się topić. - Po palach, durniu! - krzyczy dominikanin. - Po jakich palach? - zapytał jezuita.

 

Kilka dni temu poprosiłam ludzi o podzielenie się zabawnymi historiami z ich domów. Odpowiedzi sprawiły, że chwilami płakałam ze śmiechu.

 

Pisali między innymi o dziecięcych wersjach:

 

Modlitw

 

Moja czteroletnia córka uczyła się modlitwy "Aniele Boży..". Pewnego wieczoru nie czekając na mnie, z poważną minka, przeżegnała się i sama zaczęła modlitwę, więc tylko się zbliżyłam i słyszę: "Aniele Boży, Tchórzu mój" :) i jak tu utrzymać powagę? (Alicja)

 

Nazw własnych i imion: 

 

Mój syn jest od kilku lat ministrantem i zawsze jesteśmy zaopatrzeni w "Goście Niedzielne", "Dominiki" i "Promyczki dobra". Niedawno młodsza córka przyznała się, że była pewna, iż tytuł gazetki brzmi - "Mały Gość Nie-dzielny", tzn. Nieśmiały) (Monika)

 

Wróciliśmy z pogrzebu, bolała mnie głowa, więc się wcześniej położyłam. Przyszedł synek i pyta: - Mamo czy ty umierasz? - Nie. - Ale jak Pan Bóg będzie cię chciał, to i tak weźmie cię do nieba. Innym razem: - Mamo, a jak będziemy mieli dziewczynkę, to jak będzie miała na imię? - Gloria. - A dlaczego nie Alleluja? (Sara)

 

Oraz piosenek:

 

Najstarsza córka zażyczyła sobie kiedyś piosenkę o sarence. Długo myślałam, o co chodzi, aż w końcu wymyśliłam. Włączyłam i pytam, czy o to chodzi, a dziecko zaczyna śpiewać: "Nie boję się, gdy ciemno jest, Ojciec sarenkę prowadzi mnie" (Jagoda)

 

Dzieliliście się również chwilami, w których dzieci zaskakiwały mądrością i zrozumieniem tego, co najważniejsze:

 

Rozczula mnie mój 3-letni synek, gdy na pytanie "Kim jest Pan Bóg?" odpowiada "Przyjacielem" (Paulina)

 

A oto trzy najlepsze z tych historii: 

 

Zdzisław: Synek któregoś razu zaczął dopominać się o zaśpiewanie piosenki o szelkach. Nikt z nas takowej nie mógł sobie przypomnieć, podpytywaliśmy o to, kto w nich chodził, albo gdzie ją słyszał, ale nie uzyskaliśmy podpowiedzi. Pewnej niedzieli, w czasie mszy, tajemnica rozwiązana! Ryknął bowiem na cały regulator: "to ta!", gdy parafianie wyśpiewywali: "wSZELKI duch niech chwali Pana"…

 

Kamila: Nasz Franio jeszcze nie mówi. Ale na pytanie, gdzie jest Bozia, pokazuje na ołtarz. I bardzo lubi śpiew w kościele. Taka anegdotka w takim razie o mnie, jak byłam mała. Mamy dobrą znajomą, Panią Lolę, bardzo pozytywna osoba. Kiedy podczas Mszy ksiądz mówił "Bądź wola Twoja", ja pod nosem mruczałam "Lola jest moja…"

 

Karolina: U mnie bardziej wzruszające niż śmieszne… na cmentarzu 1 listopada… - Mamo, a co to jest grób? - Tutaj leżą, kochanie, ci, którzy umarli, poszli do nieba. Córka: - Do domu?

 

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu chrześcijańska mama

 
Majka Moller - aktywna zawodowo mama dwójki dzieci, na co dzień dentystka i magister psychologii. Od lat zakochana w swoim mężu, od zawsze i chyba z wzajemnością - w życiu i górach. Autorka bloga Chrześcijańska Mama