Co robić, gdy dzieci nie chcą iść do kościoła w niedzielę?

Lidia Góralewicz
data29.07.2018 07:00

(fot. yuganov konstantin / shutterstock)

Było mi wstyd, że sobie nie radzę. Ciężko stawało się przed ołtarzem wiedząc, że akurat dziś pojawiała się wyrwa w rodzinnej sielance. Wkurzona byłam i bezradna. Dzieci żyją we względnym pokoju przez cały tydzień, by urządzić jatkę stulecia tuż przed niedzielnym wyjściem do kościoła.

 

Co zrobić w takiej sytuacji? Jak poskromić ten nadchodzący "niedzielny armagedon"? Trzeba się odpowiednio uzbroić.

 

Najważniejsza rozmowa

 

Dzień wcześniej uprzedź kilkulatka, że jutro niedziela. Mniejszemu maluszkowi możesz powiedzieć o tym tuż przed wyprawą. Dostosuj słownictwo do potrzeb dziecka. Z tego co pamiętam moje dzieci chodziły do "bama" i do "amena", dziecko jednej z czytelniczek chodzi do "alleluja". Oczywiście używam też słowa kościół, ale moja 4,5 latka i tak wciąż chodzi na “kszme".

 

Komunikujcie się jak chcecie, byleście się dogadali. Dziecko nie lubi być zaskakiwane. Nie oszukujmy się - wyjście do kościoła nie jest dla niego wyprawą marzeń… - choć z czasem tak będzie.

 

Msza święta jest nagrodą

 

Przedstawiaj dziecku wyjście do kościoła jako wielkie wyróżnienie, zaszczyt i nagrodę.

 

Pięć pułapek myślenia o zabieraniu dzieci do kościoła >>

 

Często o mszy świętej opowiadamy jak o spotkaniu z przyjacielem. Podkreślamy jak bardzo jesteśmy dumni z tego, że dziecko chce z nami pójść. Chwalmy każde dojrzałe zachowanie. Reasumując - zachowujemy się jak rodzice, którzy uczą czegoś dziecka przez takie wyjście.

 

Msza święta jest ciekawa

 

Na mszy świętej dzieje się mnóstwo fantastycznych rzeczy. Warto na niektóre z nich przygotować malucha. Młodszemu powiedzmy o dzwoneczkach i o tym, że będzie mógł dać księdzu pieniążka - dla nich to niestety główny punkt programu.

 

Przy nieco starszych dzieciach zadajmy sobie trud przeczytania wcześniej Ewangelii i opowiedzmy kilkulatkowi o czym dziś Pan Jezus będzie do nas mówił. Pamiętam ten krzyk mojej córki, gdy w wieku niespełna czterech lat w końcu "zakumała". " - Mamo, mamo… Pan czyta o tym, o czym mi opowiadałaś!" - wykrzyczała z radości.

 

Nieprawdą jest, że dziecko w kościele nic nie rozumie. Zrozumie więcej, im bardziej drogi rodzicu się postarasz.

 

Gadżety do kościoła

 

Brać, nie brać? Oj, czego ja już w kościele nie widziałam. Wozy policyjne na sygnale, płaczące laleczki, grające grzechotki i prawdziwe party z chrupek kukurydzianych. O smartfonach nie wspomnę. Tego nie brać!

 

Kochani! Dziecko jest dzieckiem. Jasne. Maluszkowi weźcie wodę. Brałam też małą przegryzkę w dni powszednie (wtedy msza święta jest wieczorem i dziecko robi się marudne). Najczęściej to były takie mikroherbatniki. Bardziej jako dyskretne zajęcie na kazanie, niż faktyczna potrzeba posiłku. Można też, a nawet trzeba wziąć gadżety związane trwale z maleństwem, na przykład: smoczek, czy pieluszkę. Nic więcej. Słowo daję, dziecko przeżyje tę godzinę.

 

W wieku około dwóch lat daj dziecku informację, że jest już tak duże, że w kościele jeść/pić nie będzie. Herbatniki i wodę nadal brałam, ale dostawali dopiero po wyjściu z kościoła. Gdy inny maluszek coś zajadał, moim dzieciom też się "przypominało". Mówiłam wtedy: " - zobacz, nikt, kto jest duży, w kościele nie je". Pomagało - oczywiście nie od razu.

 

Faktycznie tak jest, że nawet jak znakomicie radzicie sobie na mszy świętej bez gadżetów, to znajdą się inne dzieci z misiem, lalką, soczkiem i gumą balonową. Dlatego tak ważne jest, by Twój maluch wiedział co wolno, a czego nie wolno w kościele.

 

A co wolno? Zainwestować można w akcesoria, które z natury rzeczy nosi się do kościoła. Książeczki z modlitwami dla najmłodszych, czy kolorowy różaniec. Dziecko może je cichutko pooglądać podczas kazania.

 

Nie ma chyba bardziej rozkosznego widoku, niż córka pakująca się z poważną miną do kościoła. Nawet niespecjalnie później korzystając z książeczki, czuje się dojrzalej. 

 

Rodzinne wyjście 

 

Dobrze jest zaplanować wyjście całą rodziną na tyle wcześnie, by spokojnie się przygotować, ubrać i zabrać wszystko, co będzie potrzebne. I jednocześnie iść na tyle wolno, by do kościoła wejść na kilka minut przed mszą. Tak, ten wolny spacer jest najważniejszy!

 

Pamiętaj! Nie przychodź do kościoła 15 minut wcześniej, bo dla maluszka wtedy czas się bardzo dłuży. Chcesz się w chwili ciszy pomodlić przed mszą świętą? Lepiej zrób to w domu.

 

A teraz ten armagedon

 

Najtrudniejszą rzecz zostawiłam na koniec. Prawda jest taka, że nie ma czegoś takiego jak "spokojne wyjście z dzieckiem do kościoła". 

 

Przez wiele lat myślałam, że tylko w naszej rodzinie zdarzają się przed wyjściem do świątyni rzeczy z pogranicza horroru:

 

  • w tajemniczych okolicznościach nagle znikają rzeczy i rodzina wariuje
  • brakuje buta
  • zginęły parasole
  • nagle wszyscy chcą iść do łazienki
  • nie wiadomo, kto i gdzie położył klucze

 

Potem płynnie przechodzimy do pierwszych łzawych scen z udziałem najmłodszych uczestników kościółkowej wyprawy. Wkrótce zaczynają im wtórować starsi. A Ty zgrzytasz zębami, krzyczysz - cud, że nie dochodzi do rękoczynów. Im mieliśmy więcej dzieci, tym większy hardkor. Nie było to wcale zabawne. I zdarzało się w najmniej oczekiwanych momentach. 

 

Pamiętam, jak wtedy było mi wstyd, że sobie nie radzę. Ciężko stawało się przed ołtarzem wiedząc, że akurat dziś pojawiała się wyrwa w rodzinnej sielance. Wkurzona byłam i bezradna. Do czasu, aż w jednej z konferencji ojca Adama Szustaka usłyszałam, że bardzo wiele rodzin tak ma… Żyją we względnym pokoju przez cały tydzień, by urządzić jatkę stulecia tuż przed niedzielnym wyjściem do kościoła. Przyznam, że mi ulżyło. 

 

Słuchaj o. Adama od 19:30:

 

 

Wiara w Boga niejako zobowiązuje też do świadomości istnienia zła. Wydaje mi się, że rodzina w kościele jest tak potężną siłą, że szatan dostaje furii, a część tej furii przypada nam niestety w udziale.

 

Świadomość tego wiele ułatwia. Pozwala szybciej wyhamować. Złapać dystans i równowagę. Ojciec Adam bardzo mi pomógł, dając do zrozumienia, że nie tylko ja zmagam się z niedzielnym armagedonem. Jeśli jest też Twoim udziałem, nie zniechęcaj się! Tak bywa. I przydarzają się te niedzielne konflikty nie tylko Tobie. 

 

Opanuj emocje. Spokojnym spacerkiem idźcie do kościoła. Uśmiechnij się do męża/żony i dzieci. Przecież tak naprawdę nic się nie stało. Nawet jeśli synuś paraduje w dwóch różnych butach. Ot, życie.

 

Dziecko w kościele? Zrób razem z nim te małe kroki >>

 

Jesteście rodziną i jest w was potężna siła - a dzięki wspólnej mszy świętej doświadczycie olbrzymiej łaski. Żaden z Was z osobna nie ma takiej mocy, jak wtedy, gdy jako rodzina jesteście razem. Jest to moje wewnętrzne i bardzo silne przekonanie. I tego się trzymajcie! Świadomość jedności i siły w rodzinie idącej na mszę świętą pozwala pokonać wszelkie przeszkody!

 

Zatem w co uzbroić się, gdy idziesz z dzieckiem na mszę świętą? W cierpliwość kochani, cierpliwość… i dużo tolerancji dla własnych emocji.

 

***

 

Ten artykuł jest częścią cyklu "Małe kroczki" przygotowanym przez Lidię Góralewicz, autorkę bloga "Retro Matka", matkę czwórki dzieci. O co w tym cyklu chodzi? Jak pisze autorka: "zawsze chciałam włożyć gołąbka pokoju, między rodziców umęczonych liturgią z maluchem, a księżmi, którzy zastanawiają się, jak reagować na biegające po kościele brzdące".

 

Kolejny artykuł w następną niedzielę na DEON.pl. Dowiesz się w nim, jak uczestniczyć z maluchem we mszy świętej.