Co to znaczy być katolicką feministką?

America Magazine Kaya Oakes
data28.12.2018 13:53

(fot. shutterstock.com)

Od ponad dekady na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley, gdzie narodził się Ruch Wolnego Słowa, prowadzę zajęcia na temat relacji muzyki i ruchów społecznych.

 

Na pierwszych zajęciach rozmawialiśmy o historii muzyki protestanckiej. Podałam studentom etymologiczną definicję słowa "protest": od łacińskiego słowa pro testari, co oznacza świadczyć, a następnie iść naprzód i zeznawać.


Dwa lata przed powstaniem ruchu #MeToo do sylabusa dodałam książkę Rebeki Solnit "Mężczyźni objaśniają mi świat", by moi studenci mogli odkryć związki między muzyką a odradzającym się ruchem feministycznym.

 

Solnit, niezwykle twórcza historyczka, aktywistka i krytyczka społeczna, nie określiła terminu "Mansplaining" (oznaczającego mniej więcej tyle co protekcjonalne traktowanie kobiet przez mężczyzn ze względu na płeć - przyp. red.), ale w tytułowym eseju swojej książki opowiada o czasach, gdy mężczyzna, którego poznała na przyjęciu, nie chciał uwierzyć, że jest autorką jednej ze swoich książek. "Mansplaining" to tylko jeden z przykładów, w jaki sposób wiedza i doświadczenie kobiet są dewaluowane, podawane w wątpliwość i wyciszane. Niestety, jest to także powszechne w Kościele katolickim.


Jednym z najczęściej zadawanych mi pytań jest to, jak mogę być katoliczką i feministką jednocześnie. Moją odpowiedzią jest zazwyczaj pytanie, w jaki sposób mogę być katoliczką i nie być feministką. Byłam wychowywana w Kościele i na katechezie przez kobiety. Byłam nauczana przez kobiety w szkołach katolickich, natomiast moja twórczość inspirowana jest dziełem wybitnych teolożek katolickich: Elizabeth Johnson, M. Shawn Copeland i Sandry Schneiders, katolickich aktywistek świeckich takich jak Dorothy Day oraz współczesnych pisarek katolickich takich jak Natalie Diaz, Toni Morrison i Rebecca Brown.


Jednak najczęstsza odpowiedź na moją pracę w katolickich publikacjach to uprzedzenia w stosunku do mojej płci. Pewien czytelnik powiedział mi kiedyś, że moim zadaniem nie jest kwestionowanie nauki Kościoła; moim zadaniem jest "paść na kolana" i być wdzięczną za bycie jego częścią. To jeden z uprzejmych komentarzy. Pominiemy te niecenzuralne. Jak na ironię co tydzień klękam w kościele i dziękuję. Ale nie oznacza to, że nie powinnam czasem też wstać.


Piszę to kilka dni przed świętem Marii Magdaleny, zwanej Apostołką Apostołów. Jednak Maria Magdalena jest kimś więcej. Została wybrana przez Chrystusa, aby być pierwszym świadkiem zmartwychwstania, Maria Magdalena wyrusza i świadczy o Dobrej Nowinie. Natomiast reakcja apostołów jest wymowna. Oni jej nie wierzą. Wątpią w jej świadectwo. Jest moją świętą patronką, wybraną podczas bierzmowania, ale jest także patronką tych, którzy podlegają "mansplainingowi".


Feminizm nie polega na przekonaniu, że kobiety są lepsze od mężczyzn. Chodzi o to, by kobiety były uważane za równe. Jest to uznanie dla naszych osiągnieć, a także zmagań, z którymi się mierzymy. Wiara w świadectwo kobiet sprawia, że tak ważny stał się ruch #MeToo. Dla katolickich feministek, którym regularnie mówi się, że powinny po prostu odejść z Kościoła albo się uspokoić, oznacza to także dawanie świadectwa o pięknie i łasce bycia katolickimi kobietami oraz o wyzwaniach.


Feminizm jest zarówno konieczny, aby być katolicką kobietą, jak i jest jednym z powodów, dla których zostaniesz poddana próbie jako katolicka feministka. Ta platforma jest przywilejem, a te z nas, które pełnią publiczną rolę w rozmowach o kobietach w Kościele, są wezwane do użycia jej w celu kwestionowania przestarzałych pojęć na temat niższości kobiet.

 

Jesteśmy zarówno katoliczkami, jak i kobietami. Bóg stworzył nas, abyśmy były pełne, autentyczne. Bóg widzi nas w perspektywie naszego pełnego, autentycznego "Ja". I czasem musimy wstać, by powiedzieć: dobrze, żeby Kościół zrobił to samo.

 

Kaya Oakes - autorka współpracująca z "America Magazine", wykłada na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. J autorką książki "The Nones Are Alright". Tekst ukazał się pierwotnie w "America Magazine"