Kto jeszcze pocałuje stopy w imię pokoju?

Karol Wilczyński Karol Wilczyński
data02.05.2019 13:53

(fot. PAP/EPA/VATICAN MEDIA HANDOUT)

Franciszek zaskoczył wszystkich swoim gestem wobec rządzących Sudanem Południowym. "Nigdy nie zmęczy mnie powtarzanie, że pokój jest możliwy" - po krótkim apelu papież ukląkł przed czwórką polityków i pocałował ich stopy. Kogo z nas byłoby stać na taki gest uniżenia?

 

Można przejść obok gestu Franciszka dosyć obojętnie - świetnie, że to zrobił, ale to w sumie Sudan Południowy. Można pomyśleć, że nie ma potrzeby na takie symbole w bezpiecznej Unii Europejskiej.

 

Żyjemy w pokoju, ludzie nie strzelają do siebie na ulicach. Zresztą, ktoś powie, że naiwne jest, aby sądzić, że taki "pokój" był możliwy między członkami różnych opcji politycznych: między zwolennikami i przeciwnikami Brexitu w Wielkiej Brytanii. Przyjmowania imigrantów. Strajku nauczycieli.

 

Takie gesty mogą być potrzebne w przypadku krwawego konfliktu w Sudanie Południowym, ale czy uniżenie siebie jest konieczne w przypadku naszych "małych wojenek" w Europie? Albo wręcz kłótni domowych czy konfliktów w grupach ludzi, z którymi na co dzień się spotykamy?

 

Sytuacja w Sudanie Południowym, państwie powstałym po zakończeniu najdłuższej w historii Afryki wojny domowej w 2011 roku, ma nieporównywalną skalę z tym, co dzieje się w Europie. Wielu Europejczyków nie wyobraża sobie, jak może wyglądać polityka oparta nie na prawach człowieka i demokracji, ale na prawie silniejszego.

 

W 2013 roku prezydent pozbawia wiceprezydenta stanowiska, zmęczony ciągłymi zarzutami o "skłonności dyktatorskie" i korupcję. Zaledwie pół roku później wiceprezydent przeprowadza nieudany zamach stanu.

 

Ich konflikt doprowadza do zaognienia sytuacji i konfliktu etnicznego (obaj reprezentują dwa różne narody zamieszkujące dwukrotnie większe od Polski terytorium Sudanu Południowego). Dodajmy do tego siły wrogiego Sudanu, ustawione na północnej granicy państwa... W efekcie wojna domowa przyniosła setki tysięcy ofiar śmiertelnych, pogromy, klęskę głodu oraz ponad 4 miliony uchodźców (z których ponad 2,2 miliona osób trafiło do sąsiedniej Ugandy, Etiopii i Sudanu).

 

Wszyscy politycy obecni na rekolekcjach w Watykanie mają zarzuty o łamanie praw człowieka (poza jedyną kobietą w towarzystwie, Rebeccą Nyandeng De Mabior, polityczką przebywającą na wygnaniu w czasie wojny domowej, odpowiedzialną za przygotowanie porozumienia między zwaśnionymi stronami w 2016 i 2018 roku).

 

Mimo to Salva Kiir Mayardit na mocy traktatu ma zachować stanowisko prezydenta kraju, zaś pozostali - Riek Machar Teny Dhurgon, Taban Deng Gai i wspomniana Rebecca Nyandeng De Mabio - zostaną wiceprezydentami.

 

Mimo to, to właśnie ich stopy pocałował papież Franciszek, podkreślając zarazem, że jeśli zachowają pokój, to mogą stać się "ojcami narodu".

 

"Drodzy bracia i siostry, nigdy nie przestanę powtarzać, że pokój jest możliwy! Ale ten wielki dar Boga jest zarazem mocnym zobowiązaniem rządzących na rzecz narodu" - stwierdził papież, wskazując, że fundamentem tej wiary jest zmartwychwstanie Chrystusa. "Zapewnił On swym uczniom zwycięstwo pokoju nad takimi współwinnymi wojny, jak pycha, skąpstwo, żądza władzy, egoistyczny interes, kłamstwo czy obłuda" - dodał Franciszek, obok którego stał prymas anglikanów, abp Justin Welby, współautor pomysłu rekolekcji dla południowo-sudańskich przywódców.

 

Politycy Sudanu Południowego podpisując ugodę wykonali duży, ale dopiero pierwszy krok ku "świętemu pokojowi".

 

Nie jest to zresztą też pierwsze porozumienie w historii ich relacji, które i tym razem nie jest korzystne dla wielu osób. Na pytania o zwrot mienia, wsparcie i zadośćuczynienie dla ofiar, powrót uchodźców jest jeszcze dużo za wcześnie.

 

Być może papież jest naiwny całując stopy ludzi zamieszanych w podżeganie do wojny. W końcu jest też możliwe, że zaraz po powrocie do kraju politycy rozpoczną konflikt na nowo.

 

Sądzę jednak, że gest Franciszka nie był tylko dla nich. Jest dla tych, którzy chcą szukać pokoju i pojednania - nie tylko Południowych Sudańczyków, ale i mieszkańców różnych państw w Europie.

 

Karol Wilczyński - redaktor DEON.pl. Współtwórca islamistablog.pl i inicjatywy Rethinking Refugees