Czekam, aż Jezus wróci w chwale [ROZMOWA]

Karol Sobczyk / Edyta Drozdowska
data02.05.2019 13:55

(fot. Kasia Kowalska)

Kiedy modliliśmy się przed śniadaniem, mówili: "Panie Boże, dzisiaj przyjdziesz". Zachwyciło mnie to, że oni rzeczywiście tęsknią, czekają i chcą, żeby Jezus wrócił już teraz.

 

Edyta Drozdowska: Boisz się końca świata?

 

Karol Sobczyk: Był taki czas, kiedy martwiłem się, co stanie się ze mną po śmierci. Bałem się zasypiać, nie wiedziałem, gdzie się obudzę. Obawiałem się, że zostanę potępiony, bo miałem świadomość, że to, jak żyję, nie zawsze podoba się Bogu. Uciekałem w różne praktyki religijne, aby w jakiś sposób zrekompensować moje grzechy.

 

Udało się?

 

Dowiedziałem się, że moje starania nie mają w tym względzie żadnego znaczenia i że to nie bilans złych i dobrych uczynków decyduje o dostaniu się do nieba, i przeżyłem rewolucję. Usłyszałem wtedy słowa Ewangelii o tym, że zbawienie jest niezasłużonym darem, który został dany tym, którzy porzucili życie dla świata i poszli za Chrystusem. Zdałem sobie sprawę, że tu chodzi o to, czy Jezus naprawdę stał się moim Panem, bo to od Niego zależy moja wieczność. W naszym zamotanym świecie chodzi po prostu o Niego - nie o mnie, nie o ciebie. Jan powie, że kto ma Syna Bożego - ma życie wieczne. Ta perspektywa zmienia wszystko.

 

Dzisiaj czwartek. Co ta perspektywa zmienia w konkrecie Twojej codzienności?

 

Porównałbym to do relacji małżeńskiej. Co w codzienności oznacza fakt, że Gosia jest moją żoną? Znaczy to, że poprzez decyzję potwierdzoną przysięgą, wszedłem z nią w przymierze. Zobowiązałem się, że do końca moich dni będę jej służyć, dochowywać miłości, uczciwości i wierności. Jeśli to postanowienie byłoby oparte na emocjach i skończyłoby się w dniu ślubu, to pierwszy poważny kryzys skończyłby się rozwodem.

 

Decyzja poddania swojego życia Jezusowi jest wyborem, który dotyczy wszystkich dni, które pozostały mi na tej ziemi. Chcę spędzić z Nim resztę życia, poddając Mu to, kim jestem. A zatem przez decyzję daję Mu zgodę, aby dotykał każdego kontekstu mojego życia - mojej rodziny, moich finansów, sposobu spędzania czasu, moich wyborów. Wiem, że mogę przyjść i zapytać Go: "Boże, mamy z Gosią dwójkę dzieci, w jaki sposób wychowywać je, abyś w naszej rodzinie był pierwszy?";  "Boże, dostałem premię. To Ty jesteś Panem moich finansów, jak mam ją spożytkować?"; "Boże, rozmawiam dzisiaj z Edytą, w jaki sposób mam się o nią modlić?". Służę Mu. Chcę, żeby był we wszystkim pierwszy. I tęsknię za Jego powrotem.

 

Dlatego o dniu ostatecznym mówisz, że będzie "wielki i wspaniały"?

 

Pierwszy raz usłyszałem o tym od Aliny i Henryka Wiejów z Ustronia. Kiedy modliliśmy się przed śniadaniem, mówili: "Panie, tęsknimy za Twoim przyjściem na ziemię". Zachwyciło mnie to, że oni rzeczywiście tęsknią, czekają i chcą, żeby Jezus wrócił już teraz.

 

Tęsknota za powrotem Zbawiciela wynika z naszych żydowskich korzeni. Kiedy Bóg wybrał Izrael na swój naród, dał im obietnicę przyjścia Mesjasza. Oni wciąż Go oczekują. My, jako wierzący w Chrystusa, wiemy, że On już przyszedł, ale teraz czekamy na Jego powrót. Ten element czekania nas łączy. Możemy od naszych żydowskich braci uczyć się, jak nie tracić z oczu tej tęsknoty. Nieustannego oczekiwania, że On wróci i będzie królował, a my razem z Nim. Dlatego dzisiaj przygotowujemy drogę na Jego powrót. Głosimy Ewangelię po to, aby jak najwięcej ludzi zdążyło dzięki Jezusowi pojednać się z Bogiem i przyjąć życie wieczne. To nasza misja: wolą Boga jest to, aby ludzie poznali Jego Syna, który nadchodzi i jest blisko.

 

Są tacy, których apokaliptyczne wizje przerażają.

 

Lęk wynika z tego, że nie jesteśmy pewni, co się stanie, kiedy umrzemy. Boimy się śmierci i cierpienia. Ale nasza wiara uczy nas, że jeśli mamy Jezusa, naprawdę nie musimy się bać.  Bez względu na okoliczności, możemy Mu zaufać. On przedstawił nam Boga, ukazał Go swoim życiem. Taki, jaki jest Jezus Chrystus, taki też jest Jego Ojciec.

 

Jeśli mamy dobrą relację z ziemskim ojcem i on mówi: "Chodź, wstawaj, zabiorę cię gdzieś", to idziemy z nim bez strachu, z ekscytacją. Wiemy, że jest z nami nasz tata, więc nic złego się nie wydarzy. Podobnie jest z Bogiem. To, co On obiecuje tym, którzy Go kochają, jest piękne, a nie straszne. Nie oznacza to, że nie pojawią się trudności. Ale oznacza, że jeśli jesteśmy z Nim i w Nim, to wszystko przetrwamy, bo On idzie z nami.

 

Dlatego tak ważne jest przymierze. Nawet jeśli my w czymś nie dochowamy Mu naszej wierności, On zapewnił, że dla ludzi przymierza pozostaje wierny. Tak czytamy w Słowie. Dla Boga przymierze jest czymś kluczowym: wówczas nie musimy bać się sądu i potępienia, ponieważ zaufaliśmy Jemu. A to On jest gwarancją naszej wieczności.

 

Co powiedziałbyś komuś, kto ma przekonanie, że Bóg jest surowy, nieobecny, karzący…

 

Jako wierzący zmagamy się z tym, że żyjemy na planecie sierot, dlatego, że wiele osób nie ma ziemskiego taty albo dobrej relacji z nim i przenosi to doświadczenie na Boga Ojca. On wydaje się nam taki, jak opisałaś, ponieważ właśnie tacy byli nasi ojcowie.

 

Dlatego tak bardzo potrzebujemy w tym obszarze uzdrowienia. Jeśli Słowo mówi, że On jest dobry, to nie ma w Nim "przestrzeni" na to, żeby był zły w jakimkolwiek aspekcie. Ludzie niosą nieprawdziwy obraz Boga i to ograbia ich z doświadczenia tego, kim On jest.

 

Jak uwierzyć, że On naprawdę jest  dobry?

 

Potrzebne jest doświadczenie, które zaczyna się właśnie od wspomnianej decyzji. Kiedy przyjmujemy Jezusa Chrystusa jako naszego Pana, On odkrywa przed nami coś, czego nie widzieliśmy wcześniej. Dowiadujemy się, że jesteśmy dziećmi Osoby, która jest Stwórcą wszystkiego, co nas otacza. Jezus uczy nas, aby mówić do Niego "Abba", co dosłownie oznacza "Tatusiu" i wskazuje, że mamy Go poznawać przez lekturę Słowa Bożego i życie z Nim na co dzień. Możemy mieć z Nim naprawdę bliską relację.

 

Istotna jest też rzeczywistość łaski. My często słowo "łaska" traktujemy bardzo powierzchownie, ponieważ stało się ono częścią religijnego slangu. Ale jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że Bóg posłał swojego Syna na śmierć po to, abym ja - z uwagi na to, że On umarł zamiast mnie - został ułaskawiony, zaczynamy rozumieć, czym ta łaska jest. Otrzymaliśmy nie tylko niezasłużone życie, ale wraz z ułaskawieniem dostaliśmy dużo, dużo więcej. Włącznie z największym darem Królestwa Bożego, czyli Ducha Świętego, żywą obecnością Boga wśród nas.

 

Co stanie się z ludźmi, którzy nie zdążą poznać Jezusa, zanim wróci?

 

Słowo Boże o życiu wiecznym mówi tak: "A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa". Nie ma innej drogi niż Jezus, aby wejść do Królestwa Bożego. Dlatego mamy coraz mniej czasu, aby przynieść Go ludziom. Święty Paweł poucza, że ci, którzy Boga nie uznają i nie są posłuszni Ewangelii, poniosą wieczną zagładę z dala od Stwórcy. Piekło jest realne i często o tym zapominamy.

 

Niektórzy mówią o Bożym miłosierdziu, wierząc, że Bóg w swojej nieskończonej dobroci wybawi od śmierci wiecznej tych, którzy są daleko od Niego. Wierzę w Boże miłosierdzie i wierzę że On może to zrobić - jest suwerenny, ma wszystkie możliwości. Ale wiem też, że całkowicie szanuje naszą wolną wolę. Czasem odnoszę wrażenie, że ludzie Bożym miłosierdziem usprawiedliwiają swoją bierność w głoszeniu Ewangelii. Jako katolicy musimy mieć świadomość, że otaczający nas ludzie naprawdę potrzebują poznać Jezusa. W naszych rękach Bóg umieścił możliwość współdecydowania o tym, kto znajdzie się w Królestwie Bożym. Od nas zależy, co z tym zrobimy.

 

Dlatego wspólnie z osobami z "Głosu na Pustyni" zaczepiacie ludzi w galerii, żeby powiedzieć im, że On żyje, działa, ma moc?

 

Najbliżej mamy Galerię Bronowice i raz na jakiś czas osoby z naszej wspólnoty faktycznie wychodzą wieczorami, aby mówić ludziom o Panu Jezusie. Chcemy, żeby oni poznali Boga. Czasem o Nim opowiadamy, czasem modlimy się za kogoś, żeby On tę osobę dotknął. Modlimy się o uzdrowienie.

 

Widzicie owoce?

 

Bóg działa w różny sposób. Czasem natychmiast, czasem my nie widzimy żadnych owoców. Ale w rzeczywistości duchowej zawsze coś się dzieje. Wierzę, że Bóg przygotowuje nas, żebyśmy byli gotowi robić z Nim rzeczy nawet pod prąd, ale z uwagi na Jego Słowo.

 

"Na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie". Modlisz się o uzdrowienie dla ludzi spotkanych na ulicy?

 

Kiedyś pod Biedronką zobaczyłem kobietę z kulą, podbiegłem do niej, zapytałem, co się stało, wysłuchałem i powiedziałem: "Jestem katolikiem i wierzę, że Bóg chce uzdrawiać, mogę się za panią pomodlić?". Usłyszałem, że pani chciałaby być zdrowa, ale nie chce, żebym się modlił. To był dla mnie mały pstryczek w nos, ale pomyślałem: "Boże, Ty jesteś wierny". Takie chwile uwalniają od myślenia o sobie, dają wolność w tym, żeby podejść, bez względu na widzialne rezultaty. Bóg chce, żebyśmy byli od siebie wolni.

 

Mam kolegę, który pyta: po co te wszystkie "cudowności"?, przecież mamy Eucharystię, sakramenty…

 

Eucharystia zawsze była sakramentem wtajemniczenia chrześcijańskiego, nie ewangelizacji. Dla osób, które nie znają Boga, sakramenty nie są żadnym dowodem na Jego istnienie. Może dawniej możliwa była wiara bez doświadczenia, dzisiaj nie. Wystarczy przyjść na niedzielną Eucharystię i sprawdzić, ilu jest na niej młodych ludzi. Statystyki są bezwzględne. I powinny nas otrzeźwić. Eucharystia i sakramenty są bardzo ważne. Ale potrzebujemy odkryć ich właściwe miejsce w naszej duchowej drodze z Bogiem.

 

Jak Bóg ma dzisiaj pokazać, że naprawdę żyje? Jak może udowodnić, że ma moc zmiany życia, a nie jest jedynie teoretycznym konstruktem przekazywanym z pokolenia na pokolenie? Jeśli uważnie odczytujemy wydarzenia ostatnich lat w Kościele, widzimy, jak Bóg prowadzi go do momentu bezradności. Do momentu, w którym będzie musiał upaść na kolana i wołać o Ducha Świętego. Wierzę, że kiedy staniemy w miejscu pokuty i głodu, kiedy wejdziemy w miejsce całkowitej zależności od Boga, zobaczymy, co oznacza obietnica Pana Jezusa, w której Kościół jest światłem dla całego świata. Marzę o Kościele budowanym przez poddanych Duchowi Świętemu ludzi, którzy wiedzą, w jaki sposób służyć światu w Jego mocy.

 

Jaki to sposób?

 

Wszystko zaczyna się od tej pierwszej decyzji. Pójść za Nim i uczyć się żyć tak, jak żył On. Do Głosu przychodzą ludzie, którzy mówią: "Słyszeliśmy, że tu działa Bóg, dlatego przyszliśmy, to prawda?". Wtedy opowiadamy im, jak On zmienił nasze życie i dlaczego chcemy żyć z Nim i dla Niego.

 

Potrzebują znaków i cudów?

 

Mówimy, że Bóg nie robi cudów "na zawołanie", ale proponujemy wspólną modlitwę. Wymiar znaków i cudów jest potrzebny. Dziś, kiedy patrzymy na życie Kościoła, w tym choćby zgromadzeń zakonnych, zapominamy że początkiem każdego z nich były ponadnaturalne, cudowne Boże ingerencje. Wiele ważnych spraw zaczęło się w Kościele od cudów, włącznie z początkiem istnienia samego Kościoła. Święty Franciszek doświadczył Bożego działania w tak silny sposób, że ludzie wokół niego zaczęli zmieniać swoje życie, wybierając - na przekór trzem największym pokusom człowieka, związanych z finansami, seksualnością i władzą - ubóstwo, czystość i posłuszeństwo. To nie stało się dlatego, że zobaczyli, że Franciszek to super kumpel. Ale dlatego, że doświadczyli realności Boga i Jego działania. Boża moc sprawiła, że Bóg stał się dla nich ważniejszy, niż ten świat. Dlatego chcieli odrzucić wszystko, co występuje przeciw Niemu.

 

Często zapominamy, że Ewangelia jest Bożą mocą. Uczniowie Jezusa opisani w Dziejach Apostolskich głosili Ewangelię i na ich drodze ciągle działy się cuda. Gdybyśmy wykreślili to, co ponadnaturalne z tej Księgi, straciłaby ona dla nas cały swój sens. Cuda, które były potwierdzeniem głoszonej Ewangelii, były dla apostołów - obok prześladowań - na porządku dziennym. Prześladowania czyniły ich całkowicie zależnymi od Boga. Wiedzieli, że albo zginą, albo wkroczy Bóg. Dlatego z serca wołali o Jego obecność. Byli zdesperowani. Dziś ludzie nie potrzebują Boga. Nawet wierzący żyją w bezpieczeństwie i komforcie, nosząc przekonanie, że w chrześcijańskim życiu wystarczy dobra porcja pobożności. Nie wystarczy. Powiedziano nam, że przyjdzie czas, kiedy wokół nas pojawią się ludzie okazujący pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I co Słowo o nich mówi? "Od takich stroń".

 

Karol Sobczyk - założyciel i prezes Chrześcijańskiej Fundacji Głos na Pustyni, podejmującej działania na rzecz jedności, wzrostu i odnowy Kościoła. Psycholog, mówca, członek Sekretariatu ds. Nowej Ewangelizacji Archidiecezji Krakowskiej. Wraz z żoną Gosią prowadzi Wspólnotę Głos na Pustyni, której członkowie od kilku lat ewangelizują i posługują modlitwą w całej Polsce. Szczęśliwy i dumny ojciec Daniela i Zuzi.

 

Edyta Drozdowska - dziennikarka i redaktorka DEON.pl, prowadzi dział Inteligentne Życie >>  i projekt W życiu chodzi o #Coś Więcej >>