Język nienawiści wobec osób LGBT to antyewangelizacja

Angelika Szelągowska-Mironiuk Angelika Szelągowska-Mironiuk
data29.07.2019 13:55

(fot. 🇨🇭 Claudio Schwarz | @purzlbaum / Unsplash)

Fakt, że Kościół katolicki uznaje czyny homoseksualne za grzeszne, chyba już przyswoiliśmy - teraz nadszedł czas, by "zakorzeniła" się także ta część nauczania Kościoła, która wzywa nas do delikatności.

 

Cytowanie nauczania Kościoła, zgodnie z którym katolicy mają nienawidzić grzechu, ale nigdy nie przestawać kochać grzeszników, przychodzi nam całkiem łatwo. Odkąd jednak świadomie analizuję przekazy medialne z czasopism i portali katolickich, towarzyszy mi wrażenie, że istnieje grupa, wobec której katolicy odnoszą się z ogromną niechęcią, a czasem nawet pogardą. Mam oczywiście na myśli osoby nieheteroseksualne, które - oczywiście w imię "braterskiego upomnienia" - niektórzy katoliccy publicyści, duchowni i "zwykli" katolicy nierzadko mieszają z błotem.

 

Nie mówmy fałszywego świadectwa

 

Rozpocznijmy od analizy porównawczej dwóch wypowiedzi na temat osób nieheteroseksualnych. Pierwsza z nich: "Jeśli ktoś jest homoseksualistą i z dobrą wolą poszukuje Boga, kimże jestem, by go oceniać?". Druga: "Członkowie LGBT nie są wcale naszymi braćmi i siostrami, tylko wrogami szerzącymi antykulturę". Autorem cytatu o braku podstaw do oceniania szukającego Boga homoseksualisty jest papież Franciszek. Drugi pochodzi od księdza Sławomira Marka, który postanowił odnieść się do agresji wobec uczestników Marszu Równości w Białymstoku - i zrobił to, przyznajmy, w niezwykle brutalny sposób. Fakt, że najważniejszy hierarcha naszego Kościoła mówi o osobach nieheteronormatywnych w sposób wyważony i delikatny, na pewno może być znakiem zmian na lepsze w Kościele - analogicznie do ryby, która ponoć psuje się od głowy, Kościół również jest w znacznej mierze kształtowany przez swoją "głowę".

 

Z drugiej strony jednak nie możemy udawać, że w Kościele nie istnieje problem hejtu wobec gejów i lesbijek. Z agresją wobec osób LGBT można spotkać się na katolickich grupach na portalach społecznościowych (ostatnio na jednym z nich pewna pani podzieliła się bardzo wulgarnym i niestety rozpowszechnionym w sieci porównaniem homoseksualnego seksu do samochodowego tłoka, który pracuje nie tu, gdzie powinien), w katolickiej publicystyce (zwłaszcza tej prawoskrętnej), ale także podczas kazań i wypowiedzi osób duchownych w mediach. Słowa, jakie idą wówczas w ruch, nie mają nic wspólnego z delikatnością, z która - według Katechizmu - powinniśmy traktować osoby homoseksualne.

 

Zamiast tego obecne jest w nich przypisywanie osobom LGBT złych intencji (tutaj oczywiście dobrze się mają wszelkie teorie spiskowe, "ujawniające" źródła pochodzenia bądź finansowania "gejowskich spisków"), snucie opowieści o tym, że homoseksualizm to choroba (mimo że wiemy już od dawna, że nią nie jest - i nie ma tu mowy o żadnym spisku lewackich psychiatrów), albo, co jest już zwykłym oszczerstwem, zarzucanie homoseksualistom skłonności pedofilskich. Akcję "przestrzegającą" przed molestowaniem dzieci przez homoseksualistów swojego czasu zorganizowała Fundacja "PRO - Prawo do Życia", mająca w swoich szeregach wiele osób wierzących. Należy jednak powiedzieć jasno: wzniecanie nieuzasadnionego strachu przed określoną grupą, a także próba wmawiania komuś choroby są rodzajami indukowania w społeczeństwie nienawiści wobec tych osób. Posługiwanie się takim językiem po prostu nie przystoi katolikowi - ósme przykazanie obowiązuje wobec wszystkich bliźnich - czyli także wobec osób LGBT.

 

"Wtedy czuję, że będę potępiony, a w Kościele nie ma dla mnie miejsca"

 

Parę tygodni temu katolicka opinia publiczna (i w sumie nie tylko katolicka) została poruszona listem autorstwa młodej katoliczki i jednocześnie lesbijki, który został opublikowany w "Tygodniku Powszechnym". Dziewczyna ta zdobyła się na opowieść o tym, jak bardzo trudne i raniące są dla niej słowa, które na temat osób LGBT wypowiadają niektórzy ludzie Kościoła. Części katolików lektura listu (lub jego fragmentów, które były cytowane w wielu mediach) zapewne dała do myślenia - dla innych stała się punktem wyjścia dla niewybrednych żartów. Nie lubię używać zbyt patetycznego słownictwa, ale w tym wypadku muszę przyznać, że naigrywanie się z autorki listu oraz innych osób w podobnej sytuacji zakrawa już o zatwardziałość serca, którą ganił przecież sam Jezus. To naprawdę nie jest tak, że wypowiedzi, w których homoseksualistów zrównuje się z pedofilami bądź określa mianem dewiantów trafiają w próżnię - te osoby mają dostęp do internetu, czytują katolicką prasę, a wiele z nich regularnie uczęszcza do kościoła. Obraźliwe słowa i komentarze nie są przez nie odbierane jako wezwanie do nawrócenia, ale jako atak ad personam, wykluczenie i deprecjonowanie ich wartości.

 

Szczególnie bolesne jest to dla tych osób, które dopiero odkrywają, że nie są zainteresowane osobami przeciwnej płci, oraz tych, które nie mają wsparcia i zrozumienia ze strony najbliższych. Jeden z uczestników terapii na krótko po tym, jak uświadomił sobie to, że jest osobą homoseksualną, usłyszał podczas kazania, że osoby LGBT chcą zabić polską tradycję i nienawidzą religijności. Po tych słowach długo nie mógł dojść do siebie. Stwierdził, że kiedy słyszy tego rodzaju wypowiedzi, to czuje, że cokolwiek by zrobił, to i tak będzie potępiony, a w Kościele nie ma dla niego miejsca. Jako psychoterapeuta wiem, że nie jest on w swoich odczuciach odosobniony. Dlatego więc, zanim ulegniemy pokusie atakowania kogoś i dzielenia się teoriami spiskowymi - czy to z pozycji głoszącego kazanie, czy z pozycji zaangażowanego publicysty - warto zadać sobie pytanie: co poczuje gej lub lesbijka, kiedy dotrą do nich moje słowa…?

 

Stick and stones may break your bones, but words can break your heart (and soul)

 

Stare angielskie powiedzenie poucza nas, że kije i kamienie mogą połamać kości, ale słowa mogą złamać serce. Osobiście do listy możliwych "obrażeń", jakie mogą wystąpić u człowieka, który został zaatakowany pełnymi jadu słowami, dodałabym rany duchowe. Jeśli bowiem hejtem wobec osób LGBT posługują się ludzie Kościoła, to ma to wpływ także na wiarę i poczucie sensu własnego istnienia u tych osób. Używanie wykluczającego języka i rozpowszechnianie nieprawdziwych przekonań na temat gejów i lesbijek może przyczyniać się do tego, że wiele takich osób odpychamy od Kościoła - a przecież naszym celem jest coś wprost przeciwnego!

 

Ponieważ tekst ten piszę już po dramatycznych wydarzeniach w Białymstoku, to chciałbym również zwrócić uwagę na rzecz, o której chyba czasami zapominamy: mowa nienawiści może całkiem łatwo przejść w nienawistne czyny. Internetowy hejt pobudza przecież do działania tych, którzy naprawdę są w stanie wziąć do ręki wspomniane już kije i kamienie, a także race i inne niebezpieczne narzędzia. Gordon Allport, twórca koncepcji znanej jako "piramida nienawiści", zwracał uwagę, że słowny brak akceptacji może być "wstępem" do unikania, aktów dyskryminacji oraz aktów fizycznej agresji. Ostatnim piętrem nienawiści jest jego zdaniem eksterminacja. Jako wspólnota, powinniśmy wyciągnąć z tego całkiem prosty wniosek: skoro hejt wobec osób LGBT z jednej strony dociera do osób nieheteroseksualnych i je rani, a z drugiej - do potencjalnych agresorów, u których wzmaga nienawiść, to nie tylko nie powinniśmy sami go stosować, ale także mamy obowiązek reagować na jego obecność w sieci, miejscu pracy czy w Kościele. Uważam też, że powinniśmy nauczyć się doceniać te osoby homoseksualne, które starają się żyć zgodnie z nauczaniem Kościoła (ja wobec tych ludzi czuję ogromny podziw!), a tym, dla których jest to zbyt trudne - towarzyszyć w drodze, tak samo jak towarzyszymy osobom rozwiedzionym czy po prostu poszukującym wiary.

 

Tutaj u niektórych osób może pojawić się wątpliwość, czy przypadkiem nie jest to krok w stronę odrzucenia nauczania Kościoła, które przecież stwierdza, że czyny homoseksualne to grzech. Absolutnie nie. Nie jest moją rolą ani celem "majstrowanie" przy Magisterium. Chcę jednak zwrócić uwagę na to, że języka pogardy i wykluczenia wobec gejów i lesbijek nie da się usprawiedliwić Ewangelią. Fakt, że Kościół katolicki uznaje czyny homoseksualne za grzeszne, chyba już przyswoiliśmy - teraz nadszedł czas, by w naszych umysłach "zakorzeniła" się także ta część nauczania Kościoła, która wzywa nas do delikatności względem osób homoseksualnych.

 

Oby nie była to, jak mawiał ksiądz Kaczkowski, "delikatność drwala".

 

Angelika Szelągowska-Mironiuk - psycholog i copywriter. Wierząca i praktykująca. Prowadzi bloga katolwica.blog.deon.pl