Czy eventy zabiją Kościół w Polsce? [WYWIAD]

Roman Groszewski SJ Roman Groszewski SJ / Piotr Kosiarski
data28.01.2019 11:17

(fot. Marcin Mazur / ©episkopat.pl)

My tego nie powstrzymamy, jeśli sami nie będziemy się karmić żywym Bogiem, a jedynie pielęgnować tradycję" - o zagrożeniach dla wspólnoty katolików w Polsce mówi Roman Groszewski SJ.

 

Przeczytaj wywiad:

 

Piotr Kosiarski, DEON.pl: Spotkania chrześcijan można podzielić na te "tradycyjne", na przykład piesze pielgrzymki na Jasną Górę i rekolekcje adwentowe, oraz te bardziej "otwarte", a więc Europejskie Spotkania Młodych Taizé czy konferencje grup charyzmatycznych. Wydaje się, że kontrowersje wywołują bardziej te drugie. Dlaczego tak jest?


Roman Groszewski SJ: Chyba dlatego, że są charyzmatyczne. Problemem nie jest sam "event", ale to, że jest charyzmatyczny. Osoby, które są przeciwnikami takiej duchowości, mają problem przede wszystkim z tym, że zasięg takich wydarzeń zwiększa pewien rodzaj wpływu. Ale jak sam powiedziałeś, mamy wiele "eventów" i nie wszystkie spotykają się z krytyką.


Wiele lat temu uczestniczyłem w forum charyzmatycznym organizowanym przez Mocnych w Duchu. Było to jeszcze zanim organizowanie takich spotkań stało się modne. Wtedy nie było jeszcze problemu z krytyką. Teraz takich spotkań jest dużo więcej, są liczniejsze i powodują duży opór wśród przeciwników duchowości charyzmatycznej.


Skąd się bierze popularność "eventów" chrześcijańskich?


Po pierwsze, ludzie bardzo wiele przeżywają we wspólnocie. Dlatego od samego początku gromadzenie się na wspólnej modlitwie było czymś naturalnym. Po drugie, ważny jest religijny kontekst zgromadzeń. To jest coś, co się wpisuje w kulturę, w której żyjemy. Czymś normalnym jest to, że chcemy mieć dostęp do tego, co uważamy za wartościowe dla naszej wiary - może to być jakaś treść, przesłanie konkretnego mówcy, duchowość lub rodzaj modlitwy. Z kolei, jeśli jesteśmy twórcami tego typu wydarzeń, to pragniemy zapewnić do nich dostęp innym.


Jezus powiedział, że gdzie dwóch albo trzech się modli, tam On jest obecny. Czy jeśli jako Kościół stajemy w uwielbieniu w czasie takiego "eventu" i jest nas, załóżmy, kilka tysięcy, to czy Bożej Obecności jest więcej?


I tak, i nie. Na pewno obecność ludzi, którzy wierzą tak jak my, inspiruje naszą wiarę. To nas buduje. W takim miejscu jest trochę więcej wiary w nas - osobiście, nie jako suma wiary wszystkich tam obecnych. Jesteśmy bardziej skłonni wierzyć, widząc świadectwo ludzi wokół. A jeśli jest takich osób dużo, czujemy się w naszej wierze bardziej zbudowani. Jest w nas więcej wiary i jest w nas więcej dyspozycji do tego, żeby Pan Bóg mógł w nas działać. W konsekwencji jesteśmy bardziej otwarci na Boga i na Jego obecność.

 

Ale Bóg jest tak samo dostępny na spotkaniu, w którym bierze udział na przykład dwa tysiące osób, jak również wtedy, kiedy jestem sam i modlę się w swoim pokoju. Wydaje mi się, że powinniśmy się nauczyć pielęgnować w nas i jedno, i drugie.

 

My, jezuici, mieliśmy kiedyś taką zasadę, że jak wysyłaliśmy ludzi na misję, to zawsze po dwóch. Jeden był lepszy w głoszeniu kazań, a drugi w spowiadaniu i rozmowach indywidualnych. Dla wewnętrznej przemiany człowieka było ważne i jedno, i drugie. Nie wystarczy samo słuchanie Słowa. Bardzo ważne było jego pogłębione i wewnętrzne przeżywanie.


Podobno na ostatniej Strefie Zero, mimo zaproszeń od liderów, było tylko kilku księży. Spowiadało dwóch, a kolejki były ogromne. Zdecydowanie nie można tego samego powiedzieć na przykład o pielgrzymkach do Częstochowy. Dlaczego kapłani tak mało chętnie uczestniczą w "eventach" charyzmatycznych?


Odpowiadam jako kapłan i myślę o dwóch czynnikach. Po pierwsze, wydarzenia te są organizowane przez osoby świeckie i dla osób świeckich. To świeccy są "na pierwszym miejscu". Ksiądz może sobie pomyśleć, że nie jest tam potrzebny. "Skoro nie mam tam zbyt wiele do roboty, to nie muszę tam jechać".


Podczas Serca Dawida jest organizowany wieczór spowiedzi i księża są proszeni, żeby przyjechać tam właśnie na spowiedź. To jest dla nich konkretne zadanie. Jadą tam po to, aby służyć sakramentem. W zaproszeniu dla księży musi być wyraźny komunikat: "Potrzebujemy księdza w takim a takim wymiarze".


Powiedziałeś o "czynnym" uczestniczeniu w takich wydarzeniach. A co z "biernym"?


Wielu księży uważa, że nie potrzebuje formacji proponowanej na takich "eventach", bo albo wszystko dostali w seminarium, albo mają magistra z teologii. Opór może być również w tej kwestii, że to nie jest dla nich. To wynik naszej mocno sklerykalizowanej mentalności i dotyczy zarówno świeckich, jak i duchownych.


Jest coś jeszcze?


Ja na część wydarzeń nie jeżdżę z tego względu, że nie mam czasu. Brakuje go często pomimo dobrej woli. Posługa duszpasterska jest bardzo angażująca. Wiem, że jeśli pojadę na konferencję, to nie wyrobię się z moimi obowiązkami. Te wydarzenia często odbywają się w weekendy, a wtedy księża mają najwięcej pracy.


Jak sprawić, by "eventy" chrześcijańskie, bez względu na to, czy są bardziej tradycyjne czy nie, "procentowały" i dawały faktyczny rozwój wiary ludziom w nich uczestniczącym?


W ogóle nie byłoby takiego pytania, gdyby w Kościele standardem było pogłębione życie duchowe. Gdyby ludzie otrzymywali odpowiednią formację w parafiach, wtedy wiedzieliby, co zrobić z "zastrzykiem duchowej adrenaliny", który otrzymują na "eventach".


Czyli to jest wina formacji, a nie samych "eventów"?


O kogo bardziej się martwimy? O tych, którzy jeżdżą na spotkania i szukają żywego Boga, czy o tych, którzy przychodzą w każdą niedzielę do kościoła, ale wychodzą z niego bez spotkania z Bogiem? Niestety, duchowość mistyczna nie jest w Kościele powszechna. Chociaż Sobór Watykański II pokazuje, że głębsze życie duchowe w Kościele jest możliwe i staje się coraz bardziej powszechne, to jest go wciąż za mało.


Co rozumiesz przez określenie "pogłębione życie duchowe"?


To życie, które mnie rozwija i prowadzi w głąb. Sprawia, że dojrzewam wewnętrznie, że są we mnie owoce działania Ducha. Ważne jest w tym wszystkim moje wewnętrzne pragnienie formacji. Święty Paweł wspomina, że to nie jest coś, co się wydarza w jakimś jednym momencie, ale dokonuje się ciągle, każdego dnia - stary człowiek umiera, rodzi się nowy.


Co w życiu ludzi mogą zmieniać "eventy"?

Trzeba posłuchać świadectw tych, którzy w nich uczestniczą. Ludzie są dotykani, poruszani i uzdrawiani, coś się w ich życiu zmienia. Rodzi się w nich nowa świadomość tego, co mogą zrobić ze swoim życiem albo czym może stać się dla nich relacja z Bogiem.

 

JUŻ WKRÓTCE SPOTKANIE Z ROMANEM GROSZEWSKIM W KRAKOWIE >>


Tak jak to zostało zaznaczone na początku, mamy różne rodzaje "eventów". Bez względu na to, czy mówimy o rekolekcjach adwentowych, parafialnych misjach świętych czy odpustach - to wszystko ma na celu inspirować i pogłębiać naszą wiarę.


Niektóre spotkania "przyciągają" obecnością znanych charyzmatyków. Inne - dobrym klimatem i fajną atmosferą. Co jeśli Chrystus schodzi na drugi plan?


Kiedyś moja znajoma sprzedawała książki przed Mszą o uzdrowienie i usłyszała pytanie od wchodzącej osoby: "Kto dzisiaj uzdrawia?". Nie wiem, czy pytała o skład zespołu muzycznego, czy o księdza, czy o charyzmatyków, ale moja znajoma doznała szoku.

 

Zrozumiała, że ludzie przychodzą z bardzo małą świadomością wiary. Brak pogłębionej formacji religijnej w Kościele jest największym problemem. To powinien być punkt wyjścia. Ludzie muszą zrozumieć, że nie chodzi o żadne "czary mary", ale o Jezusa, który uzdrawia.


Co musi się zmienić, żeby ludzie zaczęli tak myśleć?


Najpierw my, jako księża, sami musimy pogłębić nasze życie duchowe. Papież Franciszek nazywa to nawróceniem pastoralnym. Niestety, większość duchownych, ale również osób świeckich, odpowiedzialnych za różne rzeczy w Kościele, nie prowadzi takiej formacji. Jeśli pozostaną tylko "funkcjonariuszami kultu", nic się nie zmieni.


Kolejna kwestia to formacja osób, które wciąż jeszcze przychodzą do Kościoła. Zapominamy, że kolejnym krokiem po kerygmacie i katechezie powinna być mistagogia, czyli wprowadzenie w życie sakramentalne, przeżywane jako misterium. Nie chodzi o sam obrzęd, ale o coś więcej, coś, w czym biorę czynny udział, co staje się moją tajemnicą. Tajemnica Męki i Zmartwychwstania Chrystusa staje się moim umieraniem i moim zmartwychwstaniem.


Dlaczego powiedziałeś o ludziach, którzy "jeszcze przychodzą" do Kościoła?


Karl Rahner powiedział, że chrześcijaństwo XXI wieku będzie albo mistyczne, albo go w ogóle nie będzie. Moim zdaniem ten mistyczny wymiar chrześcijaństwa nie jest często wykorzystywany i umiera. W Ewangelii św. Jana czytamy, że latorośl, która nie przynosi owocu, jest ucinana i spalana w ogniu. Dlatego to, co na Zachodzie umarło, umiera teraz w Polsce. I my tego nie powstrzymamy, jeśli sami nie będziemy się karmić żywym Bogiem, a jedynie pielęgnować tradycję.


Czy "eventy", bez względu na to, czy mówimy o modlitwie charyzmatycznej, czy Pielgrzymce Rodziny Radia Maryja, mogą być szansą, która ocali Kościół?


Tak, bo są one oznaką żywotności. W Kościele mówi się, że ludzie głosują nogami, bo idą tam, gdzie dostają dobry pokarm, gdzie znajdują życie - to jest naturalny odruch. Nikt zdrowy nie wybiera tego, co niesie śmierć.

 

Niektóre spotkania cieszą się taką popularnością, że bilety na nie znikają w kilka minut.


A potem na organizatorów wylewa się fala hejtu, bo nie wystarczyło dla wszystkich miejsc.


Atmosfera napięcia i świadomość, że "kto pierwszy, ten lepszy", nie pasują do otwartości Kościoła.


Dobrze powiedziałeś, ale takie są realia.


Jak pogodzić jedno z drugim?


Nie wiem (śmiech). Można robić takie rzeczy w kościołach, ale również one mają swoją pojemność. Poza tym to wiązałoby się z zakłóceniem życia parafialnego. Wielu księży nie jest w stanie się na coś takiego zgodzić. Poza tym kościoły nie mają zaplecza, które umożliwiałoby robienie takich wydarzeń. Dlatego konieczne jest wynajmowanie większych i lepiej przystosowanych do tego miejsc.


A to wiąże się z pieniędzmi.


Nie da się tego wszystkiego zrobić za darmo, nawet w Kościele. Energia elektryczna, wynajęcie konkretnego sprzętu, złożenie ofiary osobom, które mają posługiwać - to wszystko kosztuje. Ale ludzie są hojni i chcą dawać na takie cele pieniądze. Myślę, że z tym nie ma problemu.


Wiele razy przekonałem się o tym, że ludzie, którzy nie ponoszą żadnych kosztów, nie korzystają w pełni z tego, w czym uczestniczą. To jest taki dodatkowy, psychologiczny motywator, nawet jeśli jest płytki.

 

Opowiesz o swoich doświadczeniach z "eventów" w jakich uczestniczyłeś?


Pozytywnych czy negatywnych?


Zacznij od negatywnego.


Nie da się powstrzymać tego, że wiele osób przyjeżdża na "eventy" ze względu na mówców. Skupiają się na tym, że jeśli ktoś inny się nad nimi pomodli, to modlitwa nie zadziała. Pamiętam, że kiedyś przyszła do mnie pewna osoba i poprosiła, żebym się nad nią pomodlił. Było po niej widać, że czegoś bardzo chce, ale nie widziałem dokładnie czego. Pomodliłem się, a potem zobaczyłem, że wstała i podeszła do kogoś innego, bo akurat tak się złożyło, że u tej drugiej osoby było więcej spoczynków w Duchu Świętym. Chyba poszła "poprawić" (śmiech), bo moja modlitwa była nieskuteczna.


To teraz coś pozytywnego.


Mam bardzo dobre doświadczenie z Forum Charyzmatycznego Mocnych w Duchu, na którym gościł Neal Lozano. Było to jedno z najlepszych spotkań dotyczących modlitwy charyzmatycznej, w jakich brałem udział. Kontakt z Nealem Lozano był dla mnie rewolucją i całkowicie zmienił moje myślenie. Do dzisiaj korzystam z owoców tamtego masowego "eventu". On ukształtował dużą część mnie jako księdza, moje rozumienie posługi, spowiedzi… Niech to będzie moje świadectwo, że "eventy" mogą bardzo pozytywnie oddziaływać na człowieka.


Drugie pozytywne doświadczenie to możliwość spotkania się z różnymi ludźmi. W czasie ostatniego Serca Dawida najważniejszą rzeczą, jakiej doświadczyłem, było spotkanie z Jeffem Eggersem z Domu Modlitwy w USA i z Christiną Hawer z Domu Modlitwy w Hamburgu. Obydwoje byli protestantami. Ale cudowne było to, że mamy bardzo podobne doświadczenia w naszej posłudze, spotykamy się z podobnymi problemami i wszyscy otrzymujemy tę samą Łaskę, niezależnie od denominacji.

 

Roman Groszewski SJ - Jezuita, duszpasterz akademicki, opiekun wspólnoty Dom w ramionach Ojca. W swojej posłudze skupiony jest na przywracaniu tożsamości dzieci Bożych w wierzących. Wieloletni przyjaciel Fundacji 24/7

 

Piotr Kosiarski - redaktor portalu DEON.pl. Autor cyklu Film na weekend i Ojcostwo. Sport ekstremalny. Prowadzi bloga Mapa bezdroży 

 
* * *
 
Już wkrótce spotkanie z Romanem Groszewskim SJ w Krakowie. Zobacz jak możesz zdobyć zaproszenie.
 
 

 trzy etapy budowania dojrzałej relacji z Bogiem. Przechodzi przez nie każdy z nas niezależnie od naszej indywidualnej drogi. Jeśli chcesz je poznać, zrozumieć i wykorzystać do pogłębienia tej relacji, przyjdź posłuchać naszego gościa.

 

  • Czy żyjąc w centrum wielkiego miasta, można być pustelnikiem?
  • Jak zostawić w nim przestrzeń dla Boga?
  • Co to znaczy być mistykiem dzisiaj i jak wejść w Modlitwę Jezusową?
 

JAK ZDOBYĆ ZAPROSZENIE?

 

1) Wyślij e-mail na adres: szkola.duchowosci[at]deon.pl ()

 

2) Po uzyskaniu potwierdzenia odbierz zaproszenie w księgarni wydawnictwa WAM, przy ul. Kopernika 26 w Krakowie

 

3) Zaproś znajomych i (jeśli chcesz) dołącz do wydarzenia na Facebooku

 

Zachęcamy was również do zadawania pytań, na które odpowie nasz gość. Przesyłajcie je na podany wyżej adres mailowy.