Pies wojny

TakRodzinie Andrzej Łukasiak / pk
data16.06.2015 12:38

(fot. shutterstock.com)

Obrona brytyjskiego nieba była jednym z najważniejszych punktów zwrotnych II wojny światowej. Zmusiła Rzeszę do zaatakowania Rosji Sowieckiej z niezabezpieczonymi tyłami. Zniszczyła połowę Luftwaffe. Zachwiała mitem niezwyciężonych zastępów Hitlera. Prawdopodobnie nie udałoby się to bez udziału polskich pilotów.


Do dziś historycy spierają się, który z dywizjonów myśliwskich walczących w tej kampanii był najskuteczniejszy. Jeśli wziąć pod uwagę zaledwie 17 dni walk, w których uczestniczył Dywizjon 303, oraz to, że konkurujące z nim angielskie dywizjony latały na nowocześniejszych Supermarine Spitfire’ach, podczas gdy Polacy mieli do dyspozycji tylko starsze Hawker Hurricane’y, w ogóle nie ma czego porównywać. Po prostu uratowaliśmy tę "przeklętą" wyspę! Pośród tych najskuteczniejszych szczególnie wyróżnił się Jan Zumbach - "Kaczor Donald", nazywany tak z powodu emblematu wymalowanego na pokrywie jego Hurricane’a.

 

Piloci Dywizjonu 303 (fot. Oldphotosincolor / Wikimedia Commons / Domena publiczna)

 

Kaczor Donald


Jan Zumbach był formalnie obywatelem Szwajcarii (podobnie jak Eugeniusz Bodo czy Gabriel Narutowicz), więc musiał podstępem kończyć Szkołę Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie zastrzeżoną dla Polaków. Wypadek podczas lądowania w maju 1939 roku uziemił go do połowy września. Przez Rumunię, Bejrut i Francję, gdzie Zumbach latał w wojnie obronnej, trafił do polskiego Dywizjonu 303 w Wielkiej Brytanii. Pierwsze zwycięstwo odniósł 7 września 1940 roku, zestrzeliwując dwa bombowe Dornier Do 17. W ciągu trzech tygodni zestrzelił jeszcze 5 myśliwców Messerschmitt Bf 109 i bombowiec He 111. Był to jednak dopiero wstęp do pojedynków kołowych, które toczył podczas wojny. Po krótkiej przerwie spowodowanej służbą w jednostce treningowej wrócił do dywizjonu w stopniu kapitana i objął najpierw jedną z eskadr, a 17 maja 1942 roku został dowódcą całego Dywizjonu 303.

 

Jan Zumbach (fot. Tomasz Wachowski / Wikimedia Commons / Domena publiczna)


"Na ziemi i w powietrzu miał swój szczególny humor - wspominał Bolesław Drobiński, inny polski as lotnictwa - który w wielu przypadkach był zupełnie rozbrajający. Słyszałem w powietrzu podczas lotu, jak jeden z młodych pilotów w drodze powrotnej z Francji, w połowie kanału krzyknął przez radio: «mało mam benzyny; nie wystarczy do brzegu». Na to Zumbach odpowiedział: «to wyłącz silnik». Wszyscy piloci dotarli do swojej bazy. Innym razem, też w powietrzu, usłyszałem jak jakiś pilot, w drodze powrotnej, także gdzieś w połowie kanału zameldował: «mam tylko 20 galonów, co zrobić?» natychmiastowa odpowiedź od Zumbacha: «wylej połowę, bo masz za dużo»".


Wojnę zakończył, mając na koncie 13 strąconych maszyn wroga i kilka prawdopodobnie. A później w tej kłującej uszy głuchej ciszy zaczął się zastanawiać, co dalej. "Podczas wojny towarzyszyły nam tu zazwyczaj piękne, czule nas obejmujące damy. (...) Dawni weseli bohaterowie mają teraz kłopoty" - wspominał po latach Zumbach.

 

Firma


Zumbach nie pchał się w łapy Sowietów i ich komunistycznych pachołków, którzy w Polsce mordowali polskich żołnierzy. Postanowił założyć z kolegami firmę przewozową. "Pod koniec wojny przemyt z kontynentu na Wyspy Brytyjskie był dla wielu lotników RAF świetnym sposobem na dorobienie do żołdu" - pisał dr Jerzy Pawlak, historyk. I to była prawda. Firma przewozowa Flyaway Ltd. przemycała funty i zegarki ze Szwajcarii, złoto na bliski wschód i ludzi do Palestyny. Johnny "Kamikaze" Brown, jak wówczas nazywał się Zumbach, przeniósł powoli interesy do Tangeru. Przez jakiś czas prowadził dyskotekę i restaurację w Paryżu, gdzie ożenił się z kobietą dwukrotnie młodszą od siebie. Ale to nie było życie dla Jasia.


Na początku 1962 roku na prośbę Mojżesza Czombe, prezydenta Katangi, został najemnikiem - psem wojny wyjętym żywcem z kart powieści Fredericka Forsytha - który z powodzeniem bombardował pozycje wojsk Konga. Później trafił do Biafry, która ogłosiła secesję od Nigerii. I znów na niebie pojawił się zdezelowany bombowiec z wymalowaną na nosie zębatą paszczą rekina. "Jedyny bombowiec posiadany przez rebeliantów z Biafry pilotuje John Kamikaze Brown, najemnik niewiadomej narodowości" - napisał 11 sierpnia 1967 roku amerykański magazyn "Time".


Jan Zumbach zmarł w Paryżu 3 stycznia 1986 roku, zaangażowany w ciemne interesy z polską bezpieką i światowymi terrorystami, jak każdy handlarz bronią. Jego brat powiedział tylko: "Mój brat zajmował się rzeczami, o których nie chcę nic wiedzieć; mogę tylko powiedzieć, że zmarł we własnym łóżku, ale strasznie poraniony".

 

Zakręty historii


Dlaczego warto pamiętać o tak dziwnej i niejednoznacznej postaci? Podczas wojny Jan Zumbach był bezsprzecznie wielkim bohaterem lotnictwa. A jego dalsza działalność? Kim, jeśli nie najemnikami, byli Kościuszko, Pułaski czy Dąbrowski? Zumbach, jak by nie patrzeć, występował zawsze przeciwko interesom wielkich mocarstw mających udziały w miedzi i złocie Katangi czy w ropie nigeryjskiej Biafry. Ponadto, kogo nie fascynuje historia Aleksandra Lisowskiego, Francisa Drake’a czy Thomasa Edwarda Lawrence’a, lepiej znanego jako Lawrence z Arabii, wiecznych chłopców, Kmiciców, Robin Hoodów, Lancelotów? Spiżowy bohater to często nudny pomnik i daty w biografii, a realna historia to zbiór drobnych faktów składających się na niepowtarzalną tożsamość i drażniących wyobraźnię.