Do grobu świętej Rity szedł pieszo z Polski przez 41 dni. Ze sobą niósł konkretne intencje

tarnow.gosc.pl / jb
data04.07.2019 07:00

(fot. archiwum Włodzimierza Oleksego)

Wcześniej trzykrotnie wędrował do papieża, teraz chciał odwiedzić świętą Ritę. To niesamowita historia.

 

O pielgrzymce pana Włodzimierza Oleksego informuje tarnowski "Gość Niedzielny".

 

Pokonał około 1600 km pieszo w ciągu 41 dni. Wszystko po to, żeby z sanktuarium św. Rity w Nowym Sączu dotrzeć do jej grobu w Cascii. Pan Włodzimierz Oleksy po drodze niósł konkretne intencje.

 

Przed wyjściem otrzymał błogosławieństwo od biskupa.

 

(fot. Beata Malec-Suwara / Foto Gość)

 

Pan Włodzimierz poznał swoją przyszłą żonę we wspomnienie św. Rity, 22 maja. Teraz mówi: "Po tylu latach wiem, komu zawdzięczam to, że żona jest dobra, spokojna i cierpliwa. Będę w czasie pielgrzymki dziękował także za nią, za swoją rodzinę, za to, że mieszkam w górach, że wypasamy owce i mamy piękną bacówkę".

 

Przyznaje, że szedł także w intencji młodych ludzi, zwłaszcza tych, którym jest trudno i myślą o samobójstwie. "Trzeba im pomóc".

 

To nie pierwsza jego pielgrzymka, wcześniej już trzykrotnie wędrował pieszo do Rzymu. 40 lat temu, kiedy Jan Paweł II był w Polsce, pan Włodzimierz nie miał okazji, żeby się z nim spotkać. Postanowił w ramach zadośćuczynienia pójść do niego pieszo. Wyruszył w ferie zimowe, mając zaledwie 10 dolarów w kieszeni, do Ojca Świętego dotarł po 33 dniach. Papież żartował sobie z niego, że przyszedł do Rzymu na wagary.