Szaman, który został katechetą

Szymon Żyśko Szymon Żyśko
data21.11.2017 09:00

(fot. shutterstock.com / sz)

Szaman z plemienia Siuksów już niedługo może zostać ogłoszony błogosławionym. Historia Czarnego Łosia mogłaby być wspaniałym scenariuszem filmu.

 

Czarny Łoś, nazywany w języku swojego plemienia Heȟáka Sápa, urodził się 1 grudnia 1863 r. na granicy stanów Wyoming i Dakoty Południowej. Według indiańskiej rachuby czasowej urodził się on "zimą, gdy cztery wrony zostały zabite w Tongue River". Jego rodzimym szczepem było Ogala Lakota, należący do wielkiego plemienia Siuksów. Razem z Dakotami i Nakotami tworzyli oni ten potężny północnoamerykański lud. Czarny Łoś przyszedł na świat na brzegu rzeki Little Powder.

 

Wizje, które prowadziły do Chrystusa

 

Gdy był małym chłopcem, wpadł w dziwny trans. Na początku myślano, że jest chory, on jednak tak naprawdę miał wtedy wizję. Leżał sparaliżowany na ziemi przez kilka dni. Modlili się nad nim szamani, ale to nie pomagało. Po jakimś czasie wrócił do świadomości. O wizji, którą miał, zdecydował się mówić dopiero po latach. Mając 16 lat, zdradził swój sekret szamanowi Czarna Droga. Podczas transu został nawiedzony przez Istoty Gromu (Wakinyan), duchy pod postacią ptaków, które były charakterystyczne dla wierzeń tego plemienia. Zabrały go one do duchów zmarłych wodzów i przodków, którzy uosabiali 6 znanych Indianom kierunków (wschód, zachód, północ, południe, góra i dół). Podzielili się oni z Czarnym Łosiem darem miłości, mądrości i życzliwości. Treść tego widzenia była oszałamiająca dla starszyzny plemienia Lakota. Uznali, że Czarnego Łosia czeka wielka przemiana i piękna droga.

 

Czarny Łoś (z lewej) / (fot. Elliott & Fry - London, England [Public domain], via Wikimedia Commons)

 

Dzięki tej wizji Czarny Łoś poczuł wyjątkowe powołanie, by zostać uzdrowicielem i szamanem swojej wioski. Indianie wierzyli, że zostały mu powierzone wielkie moce, którymi może się dzielić i uzdrawiać braci. Czarny Łoś wpisał się dzięki temu w tradycję swojej rodziny, gdyż jego dziadkowie i ojciec również byli szamanami. Przez lata zgłębiał wiedzę i uczył się właściwości roślin, a nade wszystko modlił się, szukając prawdy. Jako trzynastolatek oglądał słynną bitwę z kawalerią gen. Custera nad rzeką Little Bighorn, a w r. 1890 uczestniczył również w starciu z armią Stanów Zjednoczonych nad strumieniem Wounded Knee, gdzie miała miejsce masakra Siuksów. Te wydarzenia miały na niego wielki wpływ. Był od tego momentu nie tylko orędownikiem pokoju, ale także obrońcą Ziemi. W jego wizjach często pojawiała się jej zagłada i ostrzeżenia, by żyć w zgodzie z naturą.

 

Przez całe życie miał wiele wizji. Jedną z nich opisywał w ten sposób: "Gdy tam stałem, zobaczyłem więcej niż mógłbym opisać i zrozumieć, zobaczyłem więcej niż byłem w stanie widzieć, bo ujrzałem w przedziwny sposób w duchu święte formy wszystkich rzeczy, ich prawdziwe kształty i to, że musiały żyć razem, bo pochodziły od jednej Istoty. Zobaczyłem mój święty lud jako obręcz, ale była ona tylko jedną z wielu obręczy, które razem tworzyły okrąg. Szeroki i jasny niczym światło gwiazd. W centrum zaś rosło kwitnące drzewo i dawało schronienie wszystkim dzieciom jednej Matki i jednego Ojca. Wiedziałem, że to było święte". Te wizje doprowadzą w końcu młodego szamana do poznania Jezusa.

 

Porażony zepsuciem Europy

 

W 1887 r. Czarny Łoś wyruszył na pokładzie statku do Europy. Razem z kilkoma innymi Lakotami zostali zaproszeni do udziału w trasie pokazowej Wild West grupy Buffalo Bill’s. Byli atrakcją, gdyż wcześniej w Europie nie widziano prawdziwych Indian północnoamerykańskich. Podczas pobytu w Europie Czarny Łoś miał okazję poznać zwyczaje i życie "białego człowieka". Był zafascynowany, ale również przerażony systemem wartości, z jakim się zetknął. Nauczył się również mówić po angielski, co później mu się przydało. Czarny Łoś nie chciał występować w pokazach gloryfikujących przemoc i wojnę, pokazujących Indian wyłącznie jako wrogów białego człowieka. Dlatego Indianie stworzyli własne minishow, w którym przybliżali kulturę i wierzenia plemienia Lakota.

 

Bardzo pragnął wrócić do swojej rodzinnej Dakoty. Niestety nie zdążył na powrotny statek, który odpłynał wiosną 1888 r., gdyż wraz z trzema innymi Lakotami oddzielił się od grupy. Byli zmuszeni do wędrówki po Europie, występując w show przez kolejne kilka miesięcy. Prócz Anglii odwiedzili również Niemcy, Francję i Italię. Dopiero w Paryżu udało im się zdobyć bilety na rejs i jesienią 1889 r. powrócić do Ameryki Północnej.

 

Szaman katolicki

 

Swoją pierwszą żonę, Wojenną Maskę, Czarny Łoś poślubił w 1892 r. Niewiele więcej o niej wiadomo. W pewnym momencie przeszła ona razem z trójką ich dzieci na katolicyzm i przyjęła imię Katie. Wszyscy prócz ojca zostali ochrzczeni przez misjonarzy przybyłych do Ameryki Północnej. Czarny Łoś nie protestował, był bardzo otwarty. Jego wizje sprawiły, że był przekonany, iż wszyscy pochodzimy od Jednego Stwórcy. Sam poszukiwał Absolutu. Krótko po tym wydarzeniu Katie zmarła. Czarny Łoś nie popadł w rozpacz, ale ta sytuacja dała mu wiele do myślenia. W 1904 r. dojrzał do decyzji, która odmieniła jego życie. Poprosił kapłana o chrzest i stał się członkiem Kościoła katolickiego, przyjmując imię Mikołaj Czarny Łoś.

 

Od tego momentu jeszcze bardziej poszukiwał wiary. Kochał czytać Pismo Święte. Odkrycie Jezusa sprawiło, że Czarny Łoś pragnął uzdrawiać swoich braci Lakota w Jego imię. Postanowił zostać katechetą. Najpierw nauczał w małym kościele w mieście, a później robił to wśród Indian Lakota. Bardzo chciał się dzielić swoim odkryciem. Jednocześnie był też mocno zaangażowany w przywrócenie w swoim plemieniu tradycji, tańców i modlitw, które powoli zanikały, gdy Indianie zostali zepchnięci do rezerwatów. Tak przywrócił m.in. taniec słońca, którego kroki do dziś są praktykowane przez rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. Był przekonany, że bez zrozumienia własnej tożsamości i wdzięczności za to, że urodzili się Indianami, nie będą w stanie zrozumieć uniwersalnej ofiary Jezusa, który oddał się za wszystkie ludy i narody. Chciał, żeby Indianie zostali odkupieni i zbawieni, będąc prawdziwymi Indianami.

 

W 1905 r. poznał i poślubił swoją drugą żonę, Dającą Biel. Była ona wdową i miała dwie córki. Dzięki poznaniu Czarnego Łosia nawróciła się i przyjęła na chrzcie imię Anna. Jej dzieci z pierwszego małżeństwa pozostały w wierze przodków. Z Czarnym Łosiem miała jeszcze trójkę dzieci, które razem ochrzcili.

 

Czarny Łoś ze swoją drugą żoną Anną i córką (fot. [Public domain], via Wikimedia Commons)

 

Zbawienie i życie wieczne dla Indian

 

Niestety bycie prorokiem wśród bliskich okazało się trudnym zadaniem. Ewangelizacja wśród Indian Lakota była bardzo ciężka. Indianie byli niechętni i podejrzliwi wobec chrześcijaństwa, ponieważ europejscy misjonarze często nawracali ich siłą i z wyraźną pogardą dla ich pierwotnych wierzeń i kultury. Czarny Łoś stracił wielu przyjaciół i pozycję, ale nie wyrzekł się wiary.

 

Na początku lat trzydziestych XX wieku Czarny Łoś zaprzyjaźnił się z Johnem Neihardtem. Pisarz i podróżnik postanowił namówić go do zwierzeń, aby spisać jego wspomnienia. Tak powstała książka "Black Elk Speaks", która jako jedna z pierwszych i nielicznych przybliżyła Amerykanom duchowość i kulturę Indian Lakota. W swoich zwierzeniach Czarny Łoś opowiedział również o wizjach. Był przekonany, że jeszcze jako Indianin został powołany do tego, by nauczać swój lud i prowadzić go do zrozumienia prawdziwej wiary. Nazywał siebie "szóstym dziadkiem", który według lokalnych legend miał być ostatnim mędrcem, reprezentantem ziemi i ludzkości przed Bogiem. Podczas tych wywiadów zaprzyjaźnił się z Johnem Neihardtem do tego stopnia, że adoptował go wraz z jego siostrą i dziećmi, nadając im indiańskie imiona.

 

Czarny Łoś niechętnie mówił o swoim przejściu na chrześcijaństwo. Do końca starał się pogodzić te dwa światy. Z różnym skutkiem, będąc często wykluczanym przez jednych i drugich. Zawsze było trochę "nie swój". Nie da się jednak odebrać mu zasług w tym, byśmy mogli się wzajemnie zrozumieć. My zrozumieliśmy kulturę Indian, a Indianie mogli zrozumieć chrześcijaństwo i białego człowieka. Jeśli dzisiaj potrafimy się dogadać, to głównie dzięki niemu i temu, co zrobił kosztem osobistego wykluczenia.

 

Umierając, poprosił o nabicie jego indiańskiej fajki. Pół żartem, pół serio powiedział wtedy swojej córce Lucy, że "jedyną rzeczą, w którą naprawdę wierzy, jest religia fajki". Według Indian fajka była przede wszystkim narzędziem dialogu i kontemplacji. Czarny Łoś zmarł spokojnie 19 sierpnia 1950 r. wśród najbliższej rodziny.

 

Indiański chrystocentryzm

 

W lutym 2017 r. bp Robert Dwayne Gruss, ordynariusz diecezji Rapid City w Dakocie Południowej, podjął decyzję o otwarciu procesu beatyfikacyjnego Mikołaja Czarnego Łosia. Od tego momentu stał się on Sługą Bożym. W tej chwili badane jest jego życie, pisma i świadectwa różnych osób. Kościół modli się również o cud za jego wstawiennictwem.

 

"Życie Czarnego Łosia jako oddanego katechisty, duchowego przywódcy i przewodnika zainspirowało wielu ludzi do życia dla Chrystusa i do bycia wiernym swojej osobistej historii" - powiedział bp Gruss. "Czarny Łoś pokazał swojemu ludowi, że nie musi wybierać między byciem Indianinem a wiarą w Jezusa, można to połączyć. Nie porzucił swoich rodzinnych tradycji, gdy został chrześcijaninem. Łączył to, modląc się do jedynego Boga. Taka była jego tożsamość" - dodał. Czarny Łoś może już niedługo być pierwszym północnoamerykańskim Indianinem wyniesionym na ołtarze w Kościele katolickim.

 

Szymon Żyśko - redaktor DEON.pl, grafik, autor bloga nothingbox.pl