Te 22-tygodniowe bliźniaki mówią nam o aborcji coś bardzo ważnego

jp
data31.08.2017 07:00

(fot. facebook.com/chaseandcooper)

"Kiedy trzymałam moje dzieci na rękach, z nadzieją na przetrwanie, pomyślałam, że maleństwa w tym samym wieku, które mają szanse na przeżycie, są zabijane" - mówi mama 22-tygodniowych bliźniaków.

 

Heather Ellis i jej mąż, Josh, zawsze chcieli mieć kolejne dzieci po swoim pierwszym synu, Casonie. Niedługo później dowiedzieli się, że spodziewają się bliźniaków, dwóch chłopców. W 18. tygodniu ciąży Ellis poczuła, że coś jest nie tak.

 

Lekarze przeprowadzili badanie USG i na jego podstawie stwierdzili, że wszystko jest w porządku, ale Ellis ciągle miała wrażenie, że dzieje się coś niedobrego.

 

Postanowiła udać się do innych lekarzy, żeby móc skonfrontować ich diagnozy z poprzednią. Specjalistyczna diagnoza wykazała niewydolność szyjki macicy, która była już gotowa do zmian, prowadzących do porodu, a było na to o wiele za wcześnie.

 

Lekarze przyznali, że nie wygląda to dobrze i zaproponowali aborcję. "Nie zgodziłam się" - wspomina Ellis.

 

Drugim rozwiązaniem była operacja polegająca na opierścienieniu szyjki macicy, dzięki czemu na pewien czas zostanie ona zamknięta. Wiązało się to ze sporym ryzykiem, ponieważ szyjka mogła ponownie zacząć się otwierać oraz istniało niebezpieczeństwo infekcji albo nawet pęknięcia szyjki. Nie było żadnej pewności, ale wciąż pozostawała szansa na uratowanie życia bliźniaków.

 

Ellis pozostała kilka dni po operacji w szpitalu. Kiedy wróciła do domu, zaledwie po półtorej dnia, zaczęły odchodzić jej wody, więc ponownie wróciła do szpitala. Próbowano zatrzymać poród, ale ostatecznie się nie udało.

 

Pojawiła się również infekcja, więc postanowiono usunąć opierścienienie. Ellis urodziła dwóch chłopców. Chase i Cooper mieli wówczas 22 tygodnie. Niestety, przeżyli zaledwie pół godziny.

 

Rok później matka zdecydowała się podzielić ich zdjęciem na Facebooku.

 

Poniżej napisała dlaczego zdecydowała się na urodzenie bliźniaków:

 

"Przy tych wszystkich dyskusjach o aborcji, chciałam pokazać ludziom, jak wygląda dziecko w wieku 22 tygodni. To były zaledwie minuty, 30 minut życia i oddechu, zanim moje dzieci odeszły. W wielu miejscach aborcja w tym tygodniu jest jeszcze legalna. Kiedy trzymałam moje dzieci na rękach, z nadzieją na przetrwanie, pomyślałam, że maleństwa w tym samym wieku, które mają szanse na przeżycie, są zabijane. Bardzo mnie to smuciło. Przecież jest tyle lepszych rozwiązań (np. adopcja). Te maleństwa są dziećmi Boga. Kocham was, Chase i Cooper. Mam nadzieję, że ktoś zobaczy te zdjęcia i zastanowi się nad swoim wyborem".

 

Wkrótce później internauci przesłali wyrazy współczucia i wsparcia z całego świata. Zdjęcie dzieci udostępniło na portalach społecznościowych 81 tysięcy osób, a sama autorka otrzymała 300 wiadomości od osób, które chciały wyrazić współczucie albo opowiedzieć o swoich historiach straty dzieci.

 

"Początkowo robiłam to, żeby uświadomić innym, jak wyglądają dzieci w tym wieku oraz zachęcałam do odpowiedzialnego planowania rodziny" - mówi Ellis - "Chciałam, żeby wiedzieli, że są inne rozwiązania i żeby mieli przestrzeń, w której mogą dzielić się swoim smutkiem. Ludzie boją się, że inni nie chcą słuchać historii o straconych dzieciach, a tymczasem oni chcą o tym opowiadać, ponieważ to są ich dzieci. Większość nigdy nikomu nie pokazała zdjęć swoich dzieci ani nie opowiedziała o stracie."

 

Niedługo później założyła bloga, aby zachęcić mamy do dzielenia się swoimi historiami, ale także pokazać światu, że są lepsze rozwiązania niż aborcja.

 

"Kilka osób, które się wahały przed wyborem rozwiązania, powiedziało, że dałam im do myślenia i dziękowali mi" - mówi Ellis - "Ci, którzy zdecydowali się na aborcję wspominali, że bardzo tego żałują, płaczą kiedy widzą te zdjęcia i czują się winni".

 

Ellis zaznacza, że nie szuka współczucia ani nie chce nikogo urazić, czy wzbudzać w nim poczucia winy, ale czuje, że to jest coś ważnego, że jej świadectwo może pokazać, że nawet w 22 tygodniu ciąży dziecko może już przeżyć. Przyznaje, że była zaskoczona tak licznymi odpowiedziami i szerokim zainteresowaniem.

 

"Bardzo przyjemnie słucha się historii innych ludzi" - mówi - "Usłyszałam wiele pozytywnych rzeczy, ludzie mówią, że zdjęcia moich dzieci bardzo ich wzruszają".