Decyzję o aborcji podjęli razem. Potem w modlitwie poprosił o pomoc św. Jana Pawła II

gosc.pl / jp
data25.02.2019 07:00

(fot. pl.depositphotos.com)

W duchu powiedział do niego: "Ja nie będę się modlił za ciebie, ale ty pomódl się za mnie". "Z czasem zyskiwałem świadomość, że to było zabijanie dzieci. Że to była moja decyzja". 

 

"Pochodzę z rodziny wielodzietnej. Mama była w domu, tata w pracy. Relacje z tatą miałem niedobre. Przemoc" - tak zaczyna swoje anonimowe świadectwo na łamach Gościa Niedzielnego.

 

Kiedy skończył 18 lat, wyprowadził się z domu. Szybko zaczął dorosłe życie. Praca, alkohol, potem kradzieże i rozboje, współżycie seksualne. Narkotyki, kolejne dziewczyny, pierwsza ciąża. 

 

Wspomina: "Zastanawialiśmy się, co zrobić. W którymś momencie dziewczyna powiedziała, że jej koleżanka TO zrobiła. Zaczęliśmy TO rozważać" - wspomina. Ostatecznie decyzję o aborcji podjęli razem. Po niej przyszła ulga i wewnętrzne rozdarcie. 

 

Od tego czasu zaczęli bardziej uważać, niestety sytuacja się powtórzyła kolejne trzy razy, rozwiązanie było takie same. 

 

"Ja nie będę się modlił za ciebie, ale ty pomódl się za mnie"

 

Wszystko zmieniło się po śmierci Jana Pawła II. Kiedy odprowadził dziewczynę do domu, w duchu poprosił papieża, żeby modlił się za niego. Sam zaczął prosić o zmianę w swoim życiu. Po pewnym czasie się rozstali, zaczął chodzić do agencji towarzyskich. Powoli zaczął się nawracać, chodzić do spowiedzi.

 

Kiedy powiedział o czterech aborcjach, dostał rozgrzeszenie. "Czułem się jak trędowaty, którego Jezus uzdrowił".

 

"Czemu ja tak żyłem jak pies?"

 

Potem zaczęły się pojawiać pytania do Boga i wspomnienia: wykorzystywanie seksualne, masturbacja, pornografia. Kiedy poszedł na adorację, poprosił: "Panie Jezu, daj mi kopa, żebym wyszedł z domu. Trafiłem na ewangelizacyjny kurs Alpha, potem do wspólnoty. Czułem, że wychodzę na prostą, ale wciąż miałem w sobie jakąś zadrę".

 

Potem pojawiły się rekolekcje dla poranionych seksualnie i psychoterapia. "Z czasem zyskiwałem świadomość, że to było zabijanie dzieci. Że to była moja decyzja". 

 

"Ofiarowałem moje dzieci Bogu"

 

Najbardziej przełomowe były rekolekcje Winnica Racheli, podczas których ofiarował swoje dzieci Bogu, symbolicznie je chowając i pisząc do nich list. "Skontaktowałem się z dawną dziewczyną, ale nie nachalnie. Ona ma teraz swoją rodzinę, dzieci. Napisałem do niej list. Przeprosiłem ją. Ona mnie też przeprosiła".

 

"Masz jeszcze coś do zrobienia"

 

Wspomina sen, w którym Jezus siedział na trybunale, a on bardzo się bał, że zapyta go o aborcje. Jezus powiedział: "Masz jeszcze coś do zrobienia". "Sam nie dałbym sobie z tym rady. Ale jest Ktoś, kto za mnie umarł. Szkoda byłoby to zmarnować".

 

Dzisiaj sam ma żonę, nie mają dzieci, nie wiedzą, jak będzie.