Sakrament pojednania to nie psychoterapia

Życie Duchowe Ks. Michał Damazyn
data08.09.2012 08:10

(fot. Morgennebel/flickr.com)

Nie dziwi ogromna ostrożność Kościoła przed zachwytem, jaki towarzyszył na początku XX wieku rozwojowi psychologii. Zbyt pochopnie bowiem starano się wówczas tłumaczyć doświadczenie religijne jako element życia psychicznego człowieka, a Boga - przez przeniesienie i sublimację - jako jego nieuświadomione cechy i atrybuty. Sens ludzkiego życia interpretowano wyłącznie na drodze introspekcji psychologicznej. Zygmunt Freud, twórca psychoanalizy, twierdził: "Religia byłaby zatem ogólnoludzką nerwicą natręctw i tak jak dziecięca nerwica natręctw pochodziłaby z kompleksu Edypa - ze stosunku do ojca".

 

W takim rozumieniu spowiedź idealnie pokrywałaby się z psychoterapią, gdyż jest leczeniem ludzkich "niematerialnych schorzeń", a spowiednik stałby się najwyższym autorytetem w dziedzinie introspekcji, czyli psychoanalitykiem. Grzech wówczas nie byłby obiektywnie wyrządzoną wobec Boga i człowieka krzywdą, ale rodzajem nierozwiązanych konfliktów psychologicznych, zaburzeń emocjonalnych czy też przeniesieniem nieuświadomionych treści do realności, od których można uwolnić człowieka podczas sesji terapeutycznych.

 

Zbędna jest wówczas spowiedź rozumiana jako przyznanie się do winy, poddanie karze, ze zobowiązaniem do poprawy, a konieczna terapia, pozwalająca na scalenie człowieka, której owocem byłby brak konfliktów wewnętrznych, czyli rozwój psychologiczny. Nurty mniej radykalne rozumiały psychoterapię jako działanie poza sferą religijności, sam zaś proces - jako światopoglądowo neutralny i niedotyczący świata wartości.


Wzajemne relacje

 

Dziś na podstawie obserwacji i badań wiemy, iż zbieżność światopoglądowa terapeuty i pacjenta ma istotny wpływ na skuteczność procesu leczenia. Rozwój nauk psychologicznych wpisywał się w nasilający się kryzys sakramentu spowiedzi, który miał również swoje podstawy w utracie przez współczesnego człowieka poczucia grzechu.

 

Obserwowano, iż penitent, przystępując do sakramentu pojednania, nie wykazywał skruchy za grzech, który werbalizował, gdyż nie dostrzegał w swoim postępowaniu łamania przymierza z Bogiem. Wspierał się nurtami psychologii, które kwestionowały istnienie obiektywnego zła, odwoływał się do nauki teologów podważających możliwość popełnienia przez człowieka grzechu śmiertelnego, który obligowałby go do przystąpienia do spowiedzi i pokuty. Zauważono, iż tam, gdzie zmniejszała się liczba korzystających z sakramentu pojednania, wzrastała niemal wprost proporcjonalnie liczba osób szukających pomocy psychoterapeuty. Dlatego ważnym i ciekawym zagadnieniem jest określenie wzajemnych relacji oraz podobieństw i różnic pomiędzy tymi dwiema posługami wobec człowieka.
 

Wbrew obiegowym opiniom, w oficjalnych dokumentach Kościół nigdy nie potępił teorii Zygmunta Freuda. Papież Pius XII, przemawiając do delegatów Międzynarodowego Kongresu Psychoterapii i Psychologii Klinicznej w kwietniu 1953 roku, negatywnie ocenił jedynie teorię panseksualistyczną, występującą w jednej ze szkół psychoanalizy. Natomiast dekret Świętego Oficjum z 23 stycznia 1956 roku potępił francuskiego psychoanalityka i psychiatrę Angelo Hesnarda wyłącznie za treści prezentowane w książce jego autorstwa pt. Moralność bez grzechu. W połowie 1962 roku Święte Oficjum wydało również Monitum, w którym zalecano duchownym ostrożność w poddawaniu się lub wykonywaniu psychoanalizy.


Pod koniec XX wieku nauki psychologiczne wyzbyły się swoistego "kompleksu wszechmocy", dlatego dziś coraz dokładniej i precyzyjniej potrafimy określić różnice między sferą psychiczną a moralną i duchową człowieka, a co za tym idzie - między sakramentem pojednania a psychoterapią. Jednocześnie dostrzegamy także ich pewnego rodzaju relacyjność, współistnienie i zależności.

 

Cytowany wcześniej Zygmunt Freud, sam pozostając człowiekiem niereligijnym, porównując różne sposoby oddziaływania terapeutycznego na człowieka, w liście do pastora Oskara Pfistera pisał:

 

"Znajduje się Pan w tej szczęśliwej sytuacji, że może Pan prowadzić to przeniesienie [erotyczne na osobę terapeuty] w kierunku Boga i odtworzyć te szczęśliwe warunki czasów minionych, w których wiara religijna tłumiła nerwicę. Dla mnie ta możliwość likwidowania nie istnieje. […] Dlatego też moja terapia prawie zawsze zamyka się w poszukiwaniu zadowolenia".

 

Uznawał przez to swoistą wyższość "terapii chrześcijańskiej", prowadzonej w oparciu o nadprzyrodzoną miłość, która jest atrybutem Boga.


Terapeuta i spowiednik - rozbieżność celów i ról

 

Życie religijne nie zakłada jednak dojrzałości psychicznej człowieka, który je prowadzi, choć jej osiągnięcie może urealnić wiarę i akty pobożności. Istotną różnicą pomiędzy spowiedzią a psychoterapią jest natura problemów konkretnego człowieka. Neurotyk jest osobą chorą, ale nie grzesznikiem, chociaż być może u początków jego choroby psychicznej znajduje się błąd, który dziś prowadzi go do uczynków obiektywnie niemoralnych: przekleństwa osoby obsesyjnej czy kłamstwa histeryka. Dlatego neurotyk jako taki nie jest grzesznikiem, gdyż grzech jest głównie faktem moralnym, który ma następstwa w ludzkiej psychice. Nerwica zaś jest przeszkodą w życiu religijnym, chociaż czasami wyraża się przez postawy o charakterze pozornie moralnym (skrupulanctwo, układność).

 

Błędne rozpoznanie natury problemów przyczynia się więc do niepowodzenia prowadzonej terapii, gdy problem religijny odczytany jest jako nerwica lub pogłębiająca się frustracja przy kolejnych spowiedziach, kiedy człowiek nie jest w stanie kontrolować własnych czynów wymagających przemiany, a będących de facto objawami neurotycznymi.
 

To może prowadzić do rezygnacji z korzystania z sakramentu pojednania lub też nawet zarzucenia praktyk pobożnościowych. Rozbieżne są bowiem również cele: dla psychoterapii jest nim szczęście człowieka, dla religii - jego zbawienie. W językach psychoterapii, na określenie celu psychoterapii, używa się pojęcia zmiany, które jest jednak różnie określane w zależności od szkoły. Sferą zainteresowania psychoterapii, rozumianej jako "świadome, planowe i systematyczne oddziaływanie metodami psychologicznymi przez terapeutę […] na psychikę osoby, u której występują zaburzenia osobowości", jest psychika człowieka w połączeniu ze światem przeżyć nieświadomych i jego emocjonalnością, a celem oddziaływania - "poprawa funkcjonowania psychicznego, fizycznego i społecznego osoby, która się poddaje psychoterapii".

 

Podmiotem zainteresowania spowiednika jest człowiek, szczególnie w jego sferze duchowej, który żałując, wyznaje Bogu w obecności kapłana te elementy swego świadomego i dobrowolnego działania, które stoją w sprzeczności z obiektywnym Prawem Bożym. Bardzo istotne jest zatem rozróżnienie stanów chorobowych od grzechów.
 

Rozbieżności dotyczą również roli, jaką przyjmuje terapeuta i spowiednik. Ten pierwszy jest swoistym przewodnikiem po nieświadomości i świecie emocji, a jednocześnie "lustrem" psychiki pacjenta, z którym się konfrontuje. O roli, jaką w sakramencie pełni spowiednik, tak pisze Papież Jan Paweł II w adhortacji apostolskiej Reconciliatio et Paenitentia:

 

"Oskarżenie się z własnych grzechów jest konieczne przede wszystkim po to, by grzesznik mógł być poznany przez tego, kto pełni w Sakramencie rolę sędziego, i by spowiednik mógł ocenić zarówno ciężar grzechów, jak i skruchę penitenta, a jako lekarz poznać stan chorego, aby go leczyć i uzdrowić".

 

1 2