Jestem rozwiedziona. Tak przystępuję do komunii

Niesakramentalni w Kościele / ml
data22.08.2016 07:00

(fot. shutterstock.com)

Nie rozpaczaj z powodu braku możliwości karmienia się chlebem eucharystycznym, ale bierz to, co masz na wyciągnięcie ręki.

 

"Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma" - te słowa zna pewnie każdy z nas. Jak bardzo wymowne są one dla małżeństw niesakramentalnych, kiedy wszyscy podążają do stołu eucharystycznego, a my zostajemy na swoim miejscu. Co wtedy? Rozpacz, żal, ból, a czasem nawet złość.

 

Są dwa wyjścia. Pierwsze: zanurzyć się w tych uczuciach, pielęgnować je i niejednokrotnie wyjść z kościoła ze słowami "nie przyjdę tu więcej".

 

Drugie: skupić się na Chrystusie, który tak jak my odczuwa głód, głód miłości do człowieka. Osobiście polecam skupić się na drugim rozwiązaniu. Daje zdecydowanie lepsze owoce. 
 

Nam, niesakramentalnym, nie wolno przyjmować Chrystusa w komunii świętej w postaci hostii, ale możemy przyjmować Go w komunii duchowej. Czym ona jest?

 

Teoria mówi, że to zjednoczenie duchowe z Jezusem, którego źródłem jest wiara. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że warto, a nawet trzeba korzystać z możliwości, jakie daje Kościół. Jest to piękne, kiedy klęcząc, mówię: "Jezu, Ty wiesz, jak bardzo Cię pragnę, jak tęsknię za Tobą w eucharystycznym chlebie. Przyjdź, proszę, i nasyć duszę moją". Czuję Jego obecność. Jesteśmy wtedy razem - On, król świata, i ja, która cisnę się wśród tłumu do Jego płaszcza, aby uchwycić choć rąbek.

 

Właśnie z komunii duchowej czerpię siły do życia, umocnienia wiary i nadziei na spotkanie z Jezusem w dniu, który On sam wybierze.

 

Świadectwo pochodzi ze strony "Niesakramentalni w Kościele"