Jezus wybrał życie bezdomnego

bp Grzegorz Ryś
data24.12.2016 13:00

(fot. youtube.com)

To jest mocne doświadczenie: odkrywać tę prawdę o Jezusie w gronie bezdomnych. Jeszcze raz można wtedy przeżyć całą prawdę o Jego przyjściu, o jego sensie i znaczeniu dla człowieka.

 

Przy wszystkich wahaniach nie mogę jednak tego nie napisać. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia dwa razy odprawiałem Eucharystię dla bezdomnych, którzy znaleźli schronienie u braci albertynów. I dwa razy jako pierwsze czytanie liturgia podaro­wała nam fragment z 7 rozdziału Drugiej Księgi Samuela: oto Dawid, po uzyskaniu szczęśliwej stabilizacji (wewnątrz i na ze­wnątrz swojego państwa), zdradza się przed prorokiem Nata­nem, iż zamierza postawić Bogu świątynię w Jerozolimie.

 

Pro­rok w pierwszej chwili jest zachwycony, następnego dnia jednak - pouczony przez Boga - przychodzi powiedzieć królowi: nie!

 

Bóg nie chce, by Dawid stawiał Mu dom z kamienia i drew­na, woli "mieszkać" - jak do tej pory - w namiocie. Jak nomada. Jak Izrael z czasów Wyjścia - wędrujący po pustyni. Pielgrzym wśród pielgrzymów. Bez stałego domu.

 

Rzadko zwraca się uwagę na ten fragment mesjańskiego pro­roctwa Natana. Uwagę komentatorów z reguły przykuwają dal­sze jego słowa: o Potomku Dawida ("Ja będę mu ojcem, a on bę­dzie Mi synem"), dzięki któremu dom i królestwo Dawida będą "trwać na wieki" (zob. 2 Sm 7, 15-16).

 

Tymczasem również ten pierwszy fragment Natanowej od­powiedzi w niezwykły sposób wypełnia się w Jezusie. Mówi o tym zdanie, być może najczęściej przez nas wyśpiewywane w okresie Bożego Narodzenia: "Słowo stało się ciałem i zamiesz­kało między nami" (J 1, 14). W oryginalnym tekście greckim pada tam słowo eskenosen - to znaczy (dosł.) "rozbiło namiot"!

 

Wiemy, że to nie jest wcale przenośnia literacka. Jezus uro­dził się "nie u siebie". Chociaż między swoimi - w rodowej miej­scowości Józefa - ale w grocie, zabrakło bowiem miejsca dla Niego w którymkolwiek z domów. Bezdomny u zarania życia, już jako dorosły człowiek, w swej publicznej działalności, wybrał (!) życie bezdomnego. Mówi o tym wyraźnie do ucznia, który deklaruje swoją wolę pójścia za Nim: "Lisy mają nory, a ptaki powietrzne gniazda; Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł skłonić...".

 

Bezdomny. Ciągle w drodze. Ciągle nie "u siebie". To ude­rzające, że do dziś "Miastem Jezusa" nie jest nazywany Nazaret (skąd pochodził), ale raczej Kafarnaum (gdzie kątem zatrzymy­wał się u św. Piotra).

 

To jest mocne doświadczenie: odkrywać tę prawdę o Jezu­sie w gronie bezdomnych. Jeszcze raz można wtedy przeżyć całą prawdę o Jego przyjściu, o jego sensie i znaczeniu dla człowieka. Jezus nie jest czarodziejem.

 

Nie przychodzi do naszego życia po to, by machnięciem różdżki i dwoma słowami zaklęcia usunąć z niego wszystkie problemy. Nie usuwa ich, ale w nie wchodzi. Jakiekolwiek by nie były. Staje się Bezdomnym z bezdomnymi, Ubogim z ubogimi, Opłakującym śmierć bliskich z płaczącymi z tego samego powodu, Zdradzonym ze zdradzonymi, Oplutym z oplutymi, Zabitym z zabijanymi...

 

Jest blisko, jest razem z nami, jest Emmanuelem w samym środku naszych problemów. Jego bliskość, miłość i zrozumienie przeprowadza nas przez nie. Jego obecność wszystko zmienia. Od samego Jego poczęcia i narodzenia jest paschalna!

 

Tekst pochodzi z książki bp. Rysia, "Moc Słowa".