Bóg uzdrawia. Uwierzmy w to wreszcie

Szum z Nieba Marcin Zieliński
data03.08.2017 17:10

(fot. Wspólnota Głos Pana / youtube.com)

Czy pierwszą myślą, która pojawia się w naszej głowie, gdy dowiadujemy się o własnej lub czyjejś chorobie, jest: "Trzeba z tym iść do kościoła!"? Pewnie niektórzy w tym momencie stwierdzą: "Bez przesady".

 

Dzieje Apostolskie pełne są historii i świadectw tych, którzy odzyskiwali zdrowie po zetknięciu się nie tylko z Apostołami, ale i "zwykłymi" uczniami Chrystusa.

 

Już w drugim rozdziale tej księgi, zaraz pod tytułem Życie pierwotnego Kościoła, sugerującym, że za chwilę nastąpi opis normalnego dnia uczniów Jezusa, czytamy, że "bojaźń ogarniała każdego, ponieważ Apostołowie czynili wiele znaków i cudów, a Pan przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia". W kolejnym rozdziale Piotr i Jan stawiają na nogi chromego od urodzenia.

 

W czwartym rozdziale z kolei cały Kościół znajduje się w tarapatach, uczniowie są prześladowani za Ewangelię, którą głoszą, i cuda, których dokonują w imię Jezusa. Jednak zamiast prosić o spokojne życie i szczęśliwą śmierć wybierają modlitwę, która ściągnie na nich kłopoty: "A teraz spójrz, Panie, na ich groźby i daj sługom Twoim głosić słowo Twoje z całą odwagą, gdy Ty wyciągać będziesz swą rękę, aby uzdrawiać i dokonywać znaków i cudów przez imię świętego Sługi Twego, Jezusa" (Dz 4,29-30).

 

Czy nie przesadzacie z tymi uzdrowieniami?


Czemu mówicie o nich tak dużo? Dla mnie odpowiedź jest prosta. Skoro pierwszy Kościół modlił się o więcej przejawów Bożej mocy, to nasza modlitwa również ma tak wyglądać.


Przebieg akcji w Dziejach Apostolskich nie powinien nas dziwić, ponieważ Jezus przed wniebowstąpieniem powiedział: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!" (Mk 16,15). Temu głoszeniu miały jednak towarzyszyć znaki. Dlaczego? Ponieważ człowiek ich potrzebuje. To jest zamysł samego Stwórcy. Jezus zostawił nam obietnicę: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca" (J 14,12).


Trudno się więc dziwić, że pierwsza księga poewangeliczna, czyli Dzieje Apostolskie, pokazuje nam to wszystko, czego możemy spodziewać się, gdy będziemy prowadzeni przez Bożego Ducha. Czy fakt, że Jezus chce dziś uzdrawiać, oznacza, że w naszym życiu nie ma miejsca na cierpienie? Apostołowie modlili się o znaki i cuda, wiedząc, że za chwilę będą prześladowani! Nie wyrzekli się krzyża, który musieli nieść, ale nie przeszkadzało im to w uzdrawianiu chorych i głoszeniu Ewangelii w mocy.

 

Od 2000 lat bez zmian


Pan pragnie czynić te same rzeczy przez nas dzisiaj, ponieważ On się nie zmienił i nigdy nie odwołał swoich słów. To jest nasze zadanie! Odważę się nawet stwierdzić, że ewangelizacja i działanie misyjne Kościoła bez mocy są niebiblijne i niezgodne z tym, co możemy przeczytać we wczesnochrześcijańskiej Tradycji czy zapiskach świętych. Co jeśli my, jako Kościół, nie realizujemy zadania, do którego zostaliśmy wezwani? Co jeśli nie weźmiemy na poważnie słów Jezusa, który już posłał nas do głoszenia Ewangelii w mocy Jego Ducha?


Historia, która może nas czegoś nauczyć, znajduje się w ósmym rozdziale Dziejów Apostolskich. Jest tam mowa o Filipie, który przybył do Samarii, by głosić Ewangelię o królestwie Bożym.

 

Głoszeniu Filipa przysłuchiwały się tłumy, ponieważ towarzyszyła temu Boża moc, która uwalniała zniewolonych i uzdrawiała chorych. Przed jego przybyciem do Samarii, człowiekiem, który wprawiał w zdumienie całą okolicę, był Szymon Mag. Jednak moc, która towarzyszyła przepowiadaniu Filipa, była tak wielka, że skłoniła Szymona Maga do nawrócenia i uznania Chrystusa za Pana.

 

Ta historia ukazuje nam jasno, że jeśli my jako Kościół nie będziemy przepowiadać Ewangelii w mocy Ducha Świętego, to wiele współczesnych miast, takich jak niegdyś Samaria, pozostanie pod wpływem mocy demonicznej. Dlaczego tak wielu ludzi korzysta dzisiaj z usług bioenergoterapeutów? Dlaczego tak wielu z nich szuka ratunku w religiach Wschodu? Ponieważ Kościół jest ostatnim z miejsc, w których spodziewają się otrzymać uzdrowienie. Smutne, ale prawdziwe!

 

Ciebie również to dotyczy


To my reprezentujemy Jezusa na ziemi, to dzięki naszemu świadectwu ludzie żyjący na zewnątrz mają usłyszeć o Chrystusie, który dalej uzdrawia i chce to robić przez każdego zwykłego wierzącego. "Czy na pewno przez każdego?" - bardzo często pojawia się takie pytanie.


Św. Ireneusz, żyjący w pierwszych wiekach chrześcijaństwa, twierdził, że każdy przeciętny wierzący może uzdrawiać w imię Jezusa. Zapiski wczesnochrześcijańskie mówią również o historiach, gdy z powodu epidemii zamykano wioski, zostawiając chorych na pastwę losu i pewną śmierć. Z pomocą wielokrotnie przychodzili chrześcijanie, którzy swoją modlitwą przynosili uzdrowienie całym społecznościom. To jest nasza tradycja, która pokazuje, jak wielkie dziedzictwo zostało wykupione dla nas na krzyżu Golgoty.


Na warsztatach posługi uzdrowienia, które prowadzę w całej Polsce, widzimy, jak "zwykli" wierzący zaczynają kłaść ręce na chorych, a ci odzyskują zdrowie. Do tego potrzebna jest jedynie dziecięca wiara.


Na jedne z takich warsztatów na Mazurach przyjechała Kasia - młoda dziewczyna, która nigdy wcześniej nie modliła się o uzdrowienie. Jak mówi, wierzyła, że Bóg może uzdrawiać, ale na pewno nie przez nią. Gdy dojechała na miejsce, okazało się, że nie ma dla niej noclegu, gdyż na warsztaty zapisało się zbyt wiele osób. Jednak pomoc zaoferowała jej dobra koleżanka, która, jak się okazało, miała duży problem ze wzrokiem.

 

Rodzice dziewczyny, wykształceni medycznie, wytłumaczyli jej, że guz, który miała niegdyś ich córka, uciskał nerwy na tyle mocno, że do dziś jej jedno oko jest skierowane na zewnątrz, gdy drugie patrzy w przód. Kasia zaproponowała, że gdy następnego dnia będzie już po warsztatach, pomodli się za jej oko. Jak sama później wspomniała, ta propozycja wynikała bardziej z grzeczności niż wiary. Gdy nastał sobotni wieczór, dziewczyny razem z mamą chorej koleżanki usiadły do modlitwy. Kasia położyła ręce na chore oko i pomodliła się, by w imię Jezusa wróciło ono do doskonałego zdrowia... Nie stało się nic. Zachęcona jednak wskazówką daną na warsztatach, by modlić się drugi lub trzeci raz, tak właśnie zrobiła. Gdy pomodliła się trzeci, ostatni raz - zez zniknął! Wszyscy byli w szoku i wysłali nam zdjęcie oka sprzed modlitwy i tuż po niej.

 

"Jestem słabym człowiekiem, który spotkał żywego Jezusa" >>


Tego typu historii jest wiele. To dowód na to, że Jezus chce dalej uzdrawiać i, co więcej - kocha to robić przez zwykłych ludzi! W dziesiątym rozdziale Ewangelii Jana, chwilę po tym, gdy zwykli uczniowie zostali wysłani na głoszenie Ewangelii do miast i wiosek, a potem wrócili, opowiadając o znakach, które uczynił Bóg, czytamy, że: "w tej właśnie chwili Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie»". Bóg zostawił w swoim Kościele wiele skarbów, które prowadzą nas do doświadczenia uzdrawiającej mocy Chrystusa.


Każdego dnia mamy dostęp do Eucharystii. Jak często przychodzimy na nią automatycznie, bez zastanowienia się, co tak naprawdę dzieje się na ołtarzu? Musimy zrozumieć, że zawsze, gdy gromadzimy się wspólnie i przyjmujemy ciało Pana Jezusa, to jest to właśnie to samo ciało, które zostało wydane dla naszego zbawienia, w tym również uzdrowienia.

 

Ten sakrament przyjęty z wiarą prawdziwie przynosi nam uzdrowienie. Mamy tak wielki skarb w Eucharystii, więc uzdrowienie powinno stać się dla nas codziennością. Pan wciąż przypomina nam prawdę o tym, o czym chyba zapomnieliśmy, że w Jego ranach jest nasze zdrowie (Iz 53). Bóg zostawił nam również swój skarb w postaci namaszczenia chorych, który z zasady jest również sakramentem uzdrowienia, jednak przez brak naszej wiary sprowadziliśmy go jedynie do wymiaru "obrzędu pożegnania się z tym światem". Uwierzmy na nowo, że Pan jest prawdziwie obecny w swoim Kościele i chce dziś uzdrawiać, doprowadzając niewierzących do spotkania ze Zmartwychwstałym.

 

Marcin Zieliński - lider wspólnoty Głos Pana