Nie było cierpiętnictwa, ale walka. Tak, jak na boisku

WAM Szymon Żyśko
data07.04.2018 09:00

(fot. smo.ka / Karolina Smorawska)

Kochałem w niej ten upór, zadziorność, energię, jaką miała nawet w swoich wypowiedziach. To, czym karmiła nas na boisku, wniosła też do szpitala. "Nigdy nie żałowała decyzji. Powtarzała, że gdyby miała jeszcze raz wybierać, zrobiłaby to samo. Liliana jest najwspanialszą rzeczą, jaka ją w życiu spotkała" - mówił o narodzinach ich córki jej mąż.

 

Do Agaty Mróz mam największy sentyment, a jej historia wzrusza mnie niezmiennie od ponad dziesięciu lat. Pewnie dlatego, że tak jak wielu innych Polaków czułem, że towarzyszę jej w najważniejszych życiowych rozgrywkach. Dostarczyła nam nie tylko emocji sportowych i świadectwa, jak ważny jest hart ducha w rywalizacji, ale przede wszystkim heroicznej walki o swoje nienarodzone dziecko i siebie samą. Ona też chciała żyć i miała dla kogo! Ze swoim uporem, radością i wytrwałością jest dla mnie najlepszym materiałem na świętą.

 

W każdym meczu, grała też o życie

 

Ludzie, którzy oddali za kogoś życie, należą do najbardziej niezrozumiałej grupy. Ich czyn nas w środku prawdziwie oburza, a my jak ognia boimy się tego, bo musielibyśmy zadać Bogu bardzo niewygodne pytania, których sami nie chcielibyśmy nigdy usłyszeć. Dlatego niczym watą cukrową otaczamy świętych, którzy ofiarowali życie za kogoś. Przez takie zmiękczanie i lukrowanie wydaje nam się, że są to decyzje proste, oczywiste i bezdyskusyjne, że możemy narzucić innym taką samą gotowość do poświęceń. A to wielki błąd. Miłość istnieje tylko wtedy, kiedy jest wolna.

 

Nasza ukochana siatkarka pochodziła z Dąbrowy Tarnowskiej. Urodziła się w sportowej rodzinie: tata trenował koszykówkę, mama siatkówkę, a ona z dwójką rodzeństwa poszła w ich ślady. Nic dziwnego, bo wzrost i talent odziedziczony po rodzicach dawał im dobry start w sportową przyszłość.

 

Trenowała od trzynastego roku życia, w wieku piętnastu lat była już w sportowej szkole z internatem. Na początku szukała jeszcze swojej drogi, zaczynała od koszykówki, ale gdy odkryła siatkówkę, jej życie się zmieniło. Początki nie były łatwe, ale Agata szybko nadrabiała zaległości i głównie to zaważyło na jej odkryciu przez szkoleniowców.

 

Gdy miała siedemnaście lat, zdiagnozowano u niej mielodysplazję szpiku. To specyficzna choroba prowadząca do ostrej białaczki. Komórki szpikowe nie dojrzewały prawidłowo. Agata wspomina, że od początku jej podejście do choroby było pozytywne. Czekała, aż najgorsze po prostu samo minie, wyznaczając kolejny przedział czasowy, po którym choroby miało już nie być. Niestety wiosną 2000 roku musiała zawiesić treningi, bo objawy się nasiliły. Przerwa w jej karierze trwała ponad dwa lata. Gdy tylko wszystko się unormowało, wróciła do sportu, ale po tak długiej nieobecności nikt na nią nie stawiał. Kolejny raz pokazała jednak, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. Nieznana nikomu siatkarka powracająca po chorobie dostaje powołanie do kadry seniorskiej. Możecie sobie wyobrazić zdziwienie ludzi ze świata siatkówki. Dzisiaj nie budzi to już takich emocji, a każdy z byłych trenerów Agaty potwierdza, że miała w sobie to coś, co nie dawało przejść obojętnie wobec jej talentu.

 

Nasze "Złotka"

 

Razem z zespołami zdobywała kolejne trofea, aż przyszedł złoty czas dla naszej kobiecej kadry i mistrzostwo Europy w 2003 i 2005 roku. Zespół kierowany przez Andrzeja Niemczyka przeszedł do historii jako nasze "Złotka". Trener od razu dostrzegł talent Agaty i zrobił z niej fundament całej drużyny. Wystawiona na środku prawie dwumetrowa siatkarka była nie do zdarcia. "Ona jest jak Chiński Mur, na środku siatki nie do pokonania" - mówił w jednym z wywiadów. Zresztą traktował ją jak córkę. Dużo wymagał podczas treningów, ale miał też wzgląd na jej chorobę, przez co czasami trenowali indywidualnie. Sam Niemczyk również ciężko chorował i się nie poddawał. Kto mógł ją zrozumieć bardziej niż on.

 

(fot. Paweł Strykowski [CC BY-SA 3.0], via Wikimedia Commons)

 

To również trener Niemczyk był tym, który najbardziej zdawał sobie sprawę z konsekwencji, jakie niosą kolejne wyniki badań Agaty. W pewnym momencie, u szczytu kariery, gdy spełniało się jej marzenie o grze za granicą, Agata była zmuszona ją przerwać i zająć się swoim zdrowiem. Zrobiła to niechętnie, ale przecież miała już wcześniejsze doświadczenie powrotu do sportu wbrew wszystkiemu. Z hiszpańskim zespołem zdążyła jeszcze zdobyć mistrzostwo i Puchar Hiszpanii. Przeszczep szpiku stał się już konieczny. To był też wyjątkowy czas dla niej samej. Poznany przypadkowo na stoku mężczyzna stał się miłością jej życia. Spełniało się marzenie, o którym mówiła jeszcze przyjaciółkom ze studenckiej kadry: kochający mąż, dzieci i dom z ogródkiem. W 2007 roku Agata i Jacek wzięli ślub w Tarnowie.

 

Godziła się na to, że w życiu można też przegrać i coś stracić

 

Oczekiwanie na dawcę szpiku i radosne wieści o jego znalezieniu zbiegły się z tym, co w zasadzie wydawało się niemożliwe w takim stanie zdrowia - Agata była w ciąży. Wielu lekarzy odradzało jej donoszenie ciąży, niektórzy sugerowali, że to duża nieodpowiedzialność, zwłaszcza że była szansa na przeszczep. Agata od początku mówiła, że tego właśnie chce, urodzić dziecko i zawalczyć o siebie dla córki i męża.

 

Wiadomość o walce Agaty poruszyła Polskę. Wszyscy mieliśmy poczucie, że nasze "Złotko" kontynuuje walkę, do której przyzwyczaiło nas na boisku, chociaż trofeum w tych zawodach było nieporównywalnie ważniejsze i większe. Nikt nawet nie myślał, że ta walka jest do przegrania. Wsparcie od ludzi było też odczuwalne dla samej Agaty. "Naród pomógł mi donosić ciążę" - żartowała. Rzeczywiście coś w tym było, ale głównie dlatego, że Agata odważnie zdecydowała się pokazać świat swojej choroby. Wiedziała, że może tutaj ugrać coś wielkiego nie tylko dla siebie. Przez cały okres ciąży potrzebowała przetaczania krwi, również dlatego, że jakakolwiek ingerencja za pomocą lekarstw była niemożliwa - świadomie z nich rezygnowała dla zdrowia dziecka. Jednak gdy w pewnym momencie krwi brakowało, Agata prosiła o nią nie tylko w swoim imieniu. Jej apel nagłośniły wszystkie media. "Potrzebna jest każda krew. Nie tylko dla mnie, sama nie jestem w stanie przyjąć tyle, ile zostało oddane".

 

O chorobie mówiła otwarcie, oswajała siebie i innych z jej przebiegiem. Myślę, że dla cierpiących na różne anomalie szpiku kostnego zrobiła więcej niż niejedna fundacja. Kochała swoje życie i zawsze otwarcie mówiła o tym, czego pragnie. Przez to niektórzy widzieli w niej rozkapryszoną celebrytkę, ale ona po prostu jasno definiowała swoje postanowienia i do nich dążyła. Nie osiągnęłaby tego wszystkiego, gdyby nie tak silny charakter i pasja w działaniu. A czym cieszyła się najbardziej w życiu? "Nie superciuchami, tylko tym, że mój mąż Jacek wstaje rano i śpiewa. Moje życie w chorobie to balansowanie na cienkiej lince nastrojów. Zatem chwytam się tego, co błahe, prawdziwe. Takie zwyczajne sprawy, ale dla nas wielkie". Jak ja strasznie kocham to jej podejście! Mówi to samo, co dziś słyszymy z ust papieża Franciszka. Codzienność ma w sobie wszystko, czego nam trzeba do życia. Nie szukaj innego świata, realizuj się w swoim.

 

"Tego pragnęłam najbardziej"

 

4 kwietnia na świat przyszła jej upragniona córeczka Liliana. Z jednej strony wielka radość, z drugiej bardzo poważny stan matki. Była mocno osłabiona ciążą, ale w głębi serca szczęśliwa i spokojna. Ciąża jest zawsze bardzo specyficznym okresem w życiu kobiety. Gdy matka choruje, nie chodzi tylko o przeczekanie tych dziewięciu miesięcy, po których można normalnie wrócić do leczenia. Ciąża bardzo często przyspiesza rozwój choroby i zaostrza ją. Nam, po drugiej stronie, może się wydawać, że co tam rak czy białaczka, skoro rokowania są bardzo dobre w przypadku danej choroby. Ryzyko, które podejmuje matka w trakcie ciąży, jest jednak zawsze indywidualne i podwyższone. Dlatego bohaterstwa takich kobiet nigdy nie zrozumiemy do końca, bo w rzeczywistości one decydują się na coś większego niż to widać z zewnątrz. Bardzo nie lubię prostych osądów skazujących matkę, jak powinna się zachować w tej czy innej sytuacji. Nie bierzmy odpowiedzialności za decyzję, jeśli nie możemy dźwigać jej konsekwencji.

 

Już miesiąc po porodzie Agata przygotowywała się do przeszczepu szpiku. Była bardzo zmotywowana. Trzeba było wyniszczyć stare komórki szpikowe i przetoczyć te od zdrowego dawcy. Początkowo wszystko przebiegało dobrze, ale studzono emocje. Kryzys przyszedł po kilku dniach, kiedy wdała się infekcja bakteryjna. Organizm młodej matki nie miał możliwości obrony, nowy szpik nie podjął jeszcze samodzielnej pracy. Siatkarkę przetransportowano na Oddział Intensywnej Terapii. Rozwijająca się posocznica nie poddawała się żadnym antybiotykom. Lekarze załamywali ręce.

 

W tym czasie krew dla Agaty oddawali wszyscy, to była wręcz narodowa akcja. Zebrano 1500 litrów. Akcje były przeprowadzane od wojska i Marynarki Wojennej po szkoły średnie, uniwersytety i przede wszystkim kluby oraz środowiska kibiców. Wszyscy przychodzili z jednym przesłaniem: "Agata, nie daj się!". Niestety po dwóch dniach od zakażenia Agata zmarła. Płakaliśmy wszyscy. Naprawdę wierzyliśmy, więc utrata jakiejkolwiek nadziei była bardzo bolesna. Pamiętam, że w kościołach odprawiano mszę za Agatę i jej rodzinę w tych najtrudniejszych dniach.

 

Krótko po śmierci Jacek Olszewski zabrał głos i stwierdził, że zabrakło po prostu trochę czasu i szczęścia, ale Agata choć sama zmarła, to wygrała życie wielu innych ludzi. "Nigdy nie żałowała decyzji. Powtarzała, że gdyby miała jeszcze raz wybierać, zrobiłaby to samo. Liliana jest najwspanialszą rzeczą, jaka ją w życiu spotkała" - dodał. Widzieliśmy to wszyscy, bo nasza Złota Dziewczyna podczas ciąży promieniowała niezwykłym szczęściem.

 

 

"Bóg pozwolił, abym złapała Go za nogi"

 

Znałem ludzi, którym trudno było się pogodzić z decyzją Agaty. Była wręcz dobrem narodowym, dlatego jej osiągnięcia sportowe przysłaniały czasem kibicom wszystko inne. Choroba trafiła na bardzo silnego przeciwnika. Wszystkie nieczyste zagrania białaczki zostały zdemaskowane na oczach świata, bo Agata wykorzystała swoją medialność, żeby pomagać i dodawać otuchy. Wreszcie dała też wielki dowód wartości nawet najmniejszego w naszych oczach życia. Dla facetów to niezrozumiałe, jak można pokochać kogoś, kogo jeszcze nie znamy, nie widzimy. Kobieta zostaje matką z chwilą, gdy dowiaduje się o ciąży, mężczyźni jeszcze długo dojrzewają do ojcostwa. Ale po tym, co zrobiła Agata, chyba się to trochę zmieniło. Wszyscy nauczyliśmy się pewnej gotowości do przyjęcia kogoś całkowicie nieznanego. Ja na pewno.

 

Kochałem w niej ten upór, zadziorność, energię, jaką miała nawet w swoich wypowiedziach. To, czym karmiła nas na boisku, wniosła też do szpitala. Nie było cierpiętnictwa, a walka. I przez to widzę, że ona była po prostu sobą, zawsze. Nie nakładała innych twarzy, nie udawała. Jak żyła, tak odeszła - w duchu rywalizacji i pasji. A dzięki mediom, które wpuściła do swojego życia podczas choroby, mogliśmy też zobaczyć Agatę subtelną, przekonaną o słuszności swojej decyzji, godzącą się również na to, że w życiu można przegrać i coś stracić. Nigdy nie miała obsesji zwycięstwa. Do życia mobilizowała ją wdzięczność.

 

"Stałam na podium i płakałam. Nie dlatego, że zdobyłyśmy mistrzostwo, ale że spełniłam nieosiągalne. Gdybym w wieku siedemnastu lat skończyła karierę, kto wie, może byłabym zdrowa, ale nie przeżyłabym takich chwil. W tamtym momencie wydawało mi się, że Pan Bóg pozwolił, abym złapała Go za nogi".

***

 

Więcej inspirujących historii ludzi, którzy pokazują czym jest świętość, znajdziesz w książce "Po tej stronie nieba. Młodzi Święci"

 

***

 

Chcecie spotkać się z autorem, zapytać o inspiracje, podzielić własnymi? Przyjdźcie w niedzielę 15 kwietnia o godz. 15:00 na Targi Wydawców Katolickich w Warszawie. Więcej informacji znajdziecie w wydarzeniu na facebooku>>

 

Szymon Żyśko - redaktor portalu Deon.pl, grafik i reportażysta. Uwielbia spotykać się z ludźmi, słuchać ich opowieści, a potem przelewać je na papier. Prowadzi blog Pudełko nic (nothingbox.pl).