Za szybko zapominamy o wdzięczności

WAM Chris Lowney
data04.05.2019 10:00

(fot. pl.depositphotos.com)

Mam dużo, ale przecież życie jest takie stresujące: uciekł mi pociąg, rozlałam sobie kawę na sukienkę, moje dziecko zwymiotowało w szkole, mój smartfon padł.

 

Pamiętam długi okres rekonwalescencji mojej mamy po wypadku samochodowym. Przez całe tygodnie przykuta do wózka, starała się odzyskać siłę i sprawność ruchów. Widziałem, jak któregoś popołudnia fizjoterapeuta wprowadził siedzącą na wózku mamę między dwie równoległe poręcze, zablokował koła wózka, nachylił się nad nią i powiedział: "Pani Lowney, a teraz proszę wypchnąć się obiema rękami z wózka, stanąć na nogach i chwycić się poręczy, dobrze?".

 

Na twarzy mamy pojawiło się zwątpienie. Uniosła się kilka centymetrów i od razu opadła na wózek. Ale i tak było to znacznie więcej niż wszystkie jej bezowocne próby w ciągu ostatnich dwóch tygodni i dlatego na jej twarzy zamiast zmartwienia widać było koncentrację. Zebrała się w sobie, by spróbować podnieść się jeszcze raz. Tym razem się udało. Wstała, tak jak kilka miliardów z nas robiących to bez zastanowienia każdego dnia. Stała niepewnie przez kilka chwil i odwróciła głowę w prawo i w lewo, spoglądając na świat z perspektywy, z której nie robiła tego od ponad dwóch miesięcy. Potem znowu osunęła się na wózek, wyczerpana. Westchnęła z ulgą, ale i z satysfakcją, i uśmiechnęła się zwycięsko do fizjoterapeuty.

 

Gdy mama odzyskiwała sprawność w nogach, ja coraz bardziej uświadamiałem sobie wszystkie przydarzające mi się cuda. Niedaleko mojego mieszkania jest długi ciąg betonowych stopni, po których zbiegam każdego dnia w drodze do pracy, myśląc o pogodzie, o tym, co mam dzisiaj zrobić, o tysiącach innych rzeczy, ale nigdy o każdym stawianym kroku. Jednak w czasie rekonwalescencji mamy myślałem właśnie o tym, że mogę bez trudu pokonać każdy stopień. Raz lub dwa razy, zamiast zbiegać jak zwykle, zszedłem po nich bardzo powoli, rozkoszując się tym cudem, że mogę chodzić. Próbowałem wyobrazić sobie niesłychanie zsynchronizowaną mechanikę ruchów kości, stawów i mięśni umożliwiającą każdy mój krok.

 

Moja przyjaciółka, której rodzice także są już starzy i zniedołężniali, podzieliła się ze mną kolejnym cudem: któregoś ranka uderzyło ją to, że stojąc, potrafi bez trudu schylić się i nie tracąc równowagi, zawiązać sobie buty.Tyle rzeczy traktujemy w naszym życiu jako oczywiste.

 

Wcześniaki, które sto lat temu nie miałyby żadnych szans przeżycia, dzięki dzisiejszej opiece medycznej stają się w pełni zdrowymi nie-

mowlętami. Amerykanie żyją dzisiaj dwa razy dłużej i bez porównania na wyższym poziomie, niż żyli ich dziadkowie. Dwa razy więcej osób niż wówczas kończy szkołę średnią, praktycznie nie ma wśród nas analfabetów. Możemy wybierać spośród tysięcy zawodów i form rozrywki.

 

Współczesny przeciętny Amerykanin korzysta z udogodnień i luksusów niedostępnych największym bogaczom dziewiętnastego wieku, którzy nigdy nie oglądali nieba z siedzenia samolotu, nie przeglądali żadnych stron w internecie, nie podgrzewali zupy w mikrofalówce ani nie widzieli kolorowej fotografii.

 

Gdy pomyślę o tym, co mam i co mi dano, jednego jestem pewien: powinienem być za to o wiele bardziej wdzięczny, niż jestem w tej chwili, i tak samo pewnie pomyślisz i ty. Bądź wdzięczny teraz i jutro; bądź wdzięczna każdego ranka i każdego wieczora. Wdzięczność sprawi, że będziesz szczęśliwszą osobą, a co równie istotne, doda ci sił, by walczyć w imieniu twoich marginalizowanych braci i sióstr na całej Ziemi, miliardów ludzi, którzynie mają należnego im udziału w opisanych wyżej cudach postępu.

 

Problem w tym, że o tym zapominamy. Racja, mam dużo, ale przecież życie jest takie stresujące: uciekł mi pociąg, rozlałam sobie kawę na sukienkę, moje dziecko zwymiotowało w szkole, mój smartfon padł, gdy czekałam na połączenie z konsultantem firmy ubezpieczeniowej, w której mam autocasco.

 

Gdy przydarzają się nam tego rodzaju rzeczy, zapominamy o wdzięczności i zapisujemy się dobrowolnie do grupy "zrzędów". W takich sytuacjach - jak to w pamiętny sposób ujął George Bernard Shaw - stajemy się "nabuzowanymi, egoistycznymi grudkami żalów i utyskiwań, uskarżającymi się, że świat nic nie robi, żebyśmy byli szczęśliwi"2.

 

Rób wszystko, by nie stać się taką nabuzowaną, egoistyczną grudką. Bądź wdzięczny za wszystko, co masz, bądź wdzięczna za wszystko, co dane, a będziesz żyć w pełni, podczas gdy całe rzesze Amerykanów żyją w wewnętrznym rozdarciu.

 

Są świadomi obecności Boga w trakcie modlitwy, spaceru na plaży lub czasu spędzanego z przyjaciółmi. A potem wracają do pracy i Bóg znika. Cofają się do pozbawiającego ich energii myślenia o życiu w kategoriach podziału: praca to praca, a życie duchowe to życie duchowe i jedno z drugim nie ma nic wspólnego.

 

Spośród różnych okoliczności życiowych często każda ciągnie nas w swoją stronę, tak że tracimy poczucie wewnętrznej jedności i mamy wrażenie, jakbyśmy ulegali powolnej dezintegracji. To prawda. Nie rozpadamy się dosłownie na kawałki, ale ilekroć nie potrafimy połączyć ducha z ciałem lub wiary z pracą, można mówić w takim wypadku o dezintegracji, ponieważ "integrować" to nic innego jak łączyć w całość.

 

Tekst pochodzi z książki "Stać cię na więcej. 10 nawyków dobrego życia".