"Samotne cierpienie nigdy nie jest ostatnim słowem". Poznaj patrona ludzi samotnych

Wojciech Żmudziński SJ Wojciech Żmudziński SJ
data28.04.2019 08:00

(fot. Tina Markova / unsplash.com)

Abraham wstał wcześnie rano. Obarczył osła drewnem na złożenie całopalnej ofiary i wraz z synem Izaakiem ruszył w drogę ku górze Moria. Sara długo patrzyła za nimi, aż zniknęli jej z oczu.

 

Nie mógł jej zdradzić słów wypowiedzianych przez Boga: "Weź twego syna jedynego, którego miłujesz, Izaaka, idź do kraju Moria i tam złóż go w ofierze na jednym z pagórków, jakie ci wskażę" (Rdz 22,2). Sam musiał sprostać temu okrutnemu zadaniu. Nie było nikogo, komu mógłby się zwierzyć ze swojego bólu i zdezorientowania. Został sam na tej ziemi w obliczu misji, której nie rozumiał.

 

Ojciec i syn zmierzali do celu podróży. Idąc milczeli. Redaktor Księgi Rodzaju nie mówi nam o tym, co przeżywał Abraham, bo skąd mógł to wiedzieć.

 

Okrutne polecenie Boga rozdzierało ojcu serce, a samotność, jeszcze bardziej okrutna, ściskała mu gardło. Nie mógł sobie pozwolić na łzy. Musiał udawać przed synem, że wszystko jest w porządku, choć dobrze wiedział, że nic w porządku nie było.


Søren Kierkegaard w swoich rozważaniach zatytułowanych "Bojaźń i drżenie" wyobraża sobie, że gdy Abraham dotarł już na górę Moria, "położył rękę na głowie Izaaka jak do błogosławieństwa", spojrzał na niego łagodnie i z ojcowską troską dodawał mu odwagi, ale Izaak nic nie rozumiał.

 

Wtedy oblicze Abrahama zmieniło się: 

 

dziki wzrok, groźny wyraz. Abraham schwycił Izaaka za piersi, rzucił go na ziemię i rzekł:
- Głupi chłopcze, czy myślisz, że jestem twoim ojcem? Jestem czcicielem bałwanów. Myślisz, że to z rozkazu Boga? Nie, to dla mojej zachcianki" (…).
Zadrżał wtedy Izaak i zawołał przerażony:
- Boże w niebiosach, zmiłuj się nade mną, Boże Abrahama, zmiłuj się nade mną, nie mam ojca na ziemi, bądź Ty mi ojcem!
Ale Abraham powiedział w duchu :
- Panie w niebiosach, składam Ci dzięki; przecież lepiej jest, by myślał, że ja jestem nieludzki, niż gdyby miał przestać wierzyć w Ciebie.


To najbardziej przejmujący obraz samotności człowieka wiernego Bogu, jaki kiedykolwiek miałem na modlitwie przed oczyma.

 

Święty Abraham może być dzisiaj patronem wszystkich zdesperowanych i bezsilnych, ale także tych, dla których prawda o kochającym Bogu jest ważniejsza od własnej reputacji, od własnych przekonań i uczuć. Nieważne, co pomyślą o mnie inni, ważne, co pomyślą o Bogu.

 

Samotność to cena, jaką człowiek musi nieraz zapłacić, by nie za nim szli ludzie, lecz za Bogiem. Samotność to także warunek, by Boga usłyszeć, a usłyszawszy nie przestać Go dalej słuchać. Niezrozumiały rozkaz, który zaprowadził Abrahama na Górę Moria, nie był ostatnim słowem Najwyższego. Abraham był wciąż zasłuchany i czujny, bo jeśli Bóg wypowiedział pierwsze zdanie, tak bardzo bolesne i niezrozumiałe, to wypowie także drugie.

 

Przekonanie, że samotne cierpienie nigdy nie jest ostatnim słowem kochającego Ojca, dodawało Abrahamowi sił. I nie zawiódł się. Bóg przemówił po raz drugi: "Nie podnoś ręki na chłopca i nie czyń mu nic złego! Teraz poznałem, że boisz się Boga, bo nie odmówiłeś Mi nawet twego jedynego syna" (Rdz 22,12).

 

Historia Abrahama to opowieść o człowieku, który poddany próbie cierpienia i samotności, nie stchórzył. Podjął wyzwanie, mimo że nie był pewien, jak to wszystko się zakończy. Nie narzekał, nie zarzucał Bogu niesprawiedliwości i braku konsekwencji. Poszedł w ciemno za głosem Tego, któremu bezgranicznie ufał.

 

Gdy przeżywasz chwile trudnej samotności i wydaje ci się, że Bóg milczy, otwórz Pismo Święte i przeczytaj rozdział 22. z Księgi Rodzaju. Po radosnych wydarzeniach narodzin Izaaka i długotrwałym pokoju, o czym dowiadujemy się z wcześniejszego rozdziału, Bóg poddaje Abrahama próbie.

 

Nie po to, by go karać, lecz po to, by przygotować go na błogosławieństwo. Cierpienie w samotności nie jest ostatnim słowem Boga.