Mamy dziś za dużo księży, a za mało pasterzy. Czy jest sens modlić się o powołania?

Wojciech Werhun SJ Wojciech Werhun SJ
data13.05.2019 15:00

(fot. Catholic Church of England and Wales / flickr.com)

Za dużo ludzi oddanych rytuałom, instytucji, tradycjom i naukom. Potrzebujemy pasterzy, którzy przeszli przez wszystkie doświadczenia swoich owiec. Czy w dzisiejszym Kościele potrzebni są księża?

 

"Niedziela Dobrego Pasterza" to w tradycji Kościoła dzień modlitw za powołania kapłańskie, "aby nie zabrakło nam pasterzy w Kościele". W Ewangelii św. Jana Jezus sam nazywa siebie dobrym pasterzem. Myślę, że to nie jest bez znaczenia, że ze wszystkich dostępnychprofesji i klas społecznych, Bóg wybrał właśnie pasterza, jako obraz swojej relacji do ludzi. 

 

Pasterze to bardzo specyficzna grupa społeczna na Bliskim Wschodzie zza czasów Jezusa. To byli ludzi odrzuceni przez społeczeństwo, nieco dzicy, niedomyci i zarośnięci. Niektórzy byli agresywni i niebezpieczni, więc ludzie się ich bali. Podchodzono do nich z niepewnością i ostrożnością. Nie wspominając o przykrej gamie owczych zapachów. Jednak z jakiegoś dziwnego powodu Bóg zdecydował się zidentyfikować z pasterzami, z tą najniższą i odrzuconą grupą w ówczesnym społeczeństwie. Jezus nie urodził się w rodzinie kapłańskiej przy Jerozolimie i nie posługiwał w Świątyni kadzidłem ani modlitwami. Jezus urodził się w jednej z jaskiń należących do sieci jaskiń pasterskich, i został przywitany najpierw właśnie przez tę grupę społeczną. Bóg nie został księdzem, tylko pasterzem. Zdecydował się wejść w świat jako odrzutek i konsekwentnie wypełniał to przez całe swoje ziemskie życie, spędzając czas z grzesznikami, celnikami, prostytutkami i wszelkiego rodzaju marginesem społecznym. 

 

Pasterze to również zawodowcy, ludzie dobrze wykwalifikowani w swojej profesji. Wypas owiec to było trudne zadanie na pustynnym i dzikim terenie Judei. Niedobór wody i roślinności zmuszał ich do ciągłego tułania się po górach i pustyniach, od jaskini do jaskini, w poszukiwaniu nowych miejsc. Wędrowali przez pustynie, które każdy z pasterzy musiał znać na pamięć. Zgubienie kierunku na pustyni wiązało się ze śmiercią. Każdy musiał wiedzieć, jak przetrwać i nie umrzeć z głodu, pragnienia lub pożartym przez lwy czy inne dzikie zwierzęta. Pasterze dobrze wiedzieli jak sobie poradzić z tymi wszystkimi problemami, bo sami przez nie przeszli. Doświadczyli co to zimna noc na pustyni, strach przed śmiercią, walka o życie, głód i pragnienie. Bóg pokazał się światu jako pasterz, który przeszedł przez wszystko, co przeżywają Jego owce. Bóg wie, jak to jest cierpieć i umierać. Zna samotność, łzy, głód i ból. Wie co to znaczy być zdradzonym, odrzuconym i wyśmianym. Na własnej skórze poczuł głos diabła i jego kuszenie. Przeszedł przez to wszystko i wie jak nas przez to przeprowadzić.

 

Dobry Pasterz jest nie tylko obrazem Boga, ale także posługi kapłańskiej. W Kościele Katolickim mamy dziś za dużo księży, a za mało pasterzy. Za dużo ludzi oddanych rytuałom, instytucji, tradycjom i naukom. Potrzebujemy pasterzy, którzy przeszli przez wszystkie doświadczenia swoich owiec. Wiedzą, co to znaczy szukać pracy przez miesiące, zarabiać poniżej średniej krajowej lub bać się o cięcia kadr. Doświadczyli stresu związanego z rozwojem kariery, czy może nawet założenia domu i rodziny. Rozumieją ból czekania w kolejce do służby zdrowia lub zbierania pieniędzy na wizytę u dentysty. Wiedzą co to znaczy schrzanić bliską relację, zawieść rodzinę i w pokorze prosić o przebaczenie. Poczuli co to znaczy popełnić błędną decyzję i zmierzyć się ze wszystkimi jej konsekwencjami. Ludzi, którzy kochają, tęsknią, płaczą, boją się i smucą. Ludzi z krwi i kości, którzy nie są oddzieleni kloszem od problemów codziennego świata. Ludzi, którzy przeszli przez to wszystko z Chrystusem i dobrze znają drogę i niebezpieczeństwa. 

 

Módlmy się dziś o to, żeby Bóg powoływał nam wszystkim więcej pasterzy, a nie księży. Żeby dał nam wszystkim ludzi z krwi i kości, którzy doświadczyli niebezpieczeństw i niewygód życia i potrafią przeprowadzić przez nie swoje owce. Módlmy się za struktury formacyjne w Kościele i wszystkich wychowawców, żeby dawali nam wszystkim prawdziwych i oddanych pasterzy. 

A co z owcami? Nie ma pasterza bez owcy. Mój dobry kolega, który całe życie spędził na gospodarstwie, zażartował kiedyś: "Nie słuchaj tych ewangelicznych bzdur na temat owiec. Oni nic nie wiedzieli o owcach. Owce nie słuchają niczyjego głosu! Ani pasterza ani obcego. Owce są głupie i już, i tylko psem je można gonić." Bardzo mi się spodobał ten tekst, bo pogłębia on jeszcze bardziej znaczenie Ewangelii. Owce są głupie, biegają ślepo w stadzie, uciekają z byle powodu, gubią się, wpadają w krzaki i łamią sobie nogi. Mimo wszystko, zawsze należą do pasterza, który je pasie. Tak samo my jesteśmy porąbani, ze wszystkimi naszymi błędnymi decyzjami, głupimy nawykami, uprzedzeniami i słabościami. Rujnujemy naszą planetę, rujnujemy sobie relacje i rodziny, zaprzepaszczamy karierę i życiowe szanse. I mimo wszystko, jak mówią dzisiejsze czytania, ciągle jesteśmy "owcami Pana" i nic nie może nas wydrzeć z Jego ręki. Możesz się pogubić, popełnić błąd, nie pasować do grupy, zaprzepaścić swoje życie - ale i tak jesteś i pozostaniesz owcą, która należy do Boga, i której Bóg nigdy ze swoich rąk nie wypuści.

 

Wojciech Werhun − jezuita, ksiądz, żeglarz i egzegeta. Autor bestselerowych publikacji: Ćwiczeń duchowych na każdy dzień i Kwadransa uważności, poświęconych duchowości oraz rozwojowi osobistemu, które pomogły tysiącom ludzi zrozumieć ich życie wewnętrzne i spotkać Boga w codzienności. Pasjonat Tolkienowskiego Śródziemia i języka hebrajskiego, miłośnik eskimoskiej tundry.