Adam Szustak OP: ludzie na spowiedzi pytają mnie, jak odkryć, kim są i co mają robić w życiu

Adam Szustak OP
data31.07.2019 15:00

(fot. Langusta na Palmie / youtube.com)

"Dlaczego wielu ludzi żyje w nieszczęściu i smutku, mimo że mają rodziny, dzieci, całkiem niezłą pracę? Bo nigdy nie odkryli swojej najgłębszej tożsamości. (...) Daję im wtedy bardzo proste narzędzie" - mówi dominikanin.

 

W Biblii znajdują się dwa opisy stworzenia człowieka. Pierwszy z nich mówi tylko o Adamie, drugi zaś to opis podzielony na stworzenie Adama i utworzenie z jego boku Ewy. Skoro ustaliliśmy, że pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju są symboliczne, to nie powinien zdziwić nas fakt, że te dwa fragmenty opisujące stworzenie człowieka niekiedy się nawzajem wykluczają. Zatrzymamy się nad nimi na chwilę, by zobaczyć cztery poziomy, z których jesteśmy złożeni jako ludzie. Zazwyczaj myślimy, że człowiek to dusza plus ciało, a Biblia mówi, że jest jeszcze coś więcej. Ewentualnie, jak ktoś zna pisma świętego Pawła, to wie jeszcze o duchu, ale Księga Rodzaju ma pod tym względem największy rozmach i opisuje człowieka złożonego z czterech rzeczywistości. (…)

 

Cztery poziomy stwarzania człowieka

 

Gdyby połączyć rzeczy opisane w tych dwóch tekstach, od razu widzimy jasno pierwszy poziom człowieka. Pan Bóg stworzył Adama z prochu ziemi, czyli dosłownie z czerwonej gleby, co zaś oznacza, że człowiek jest tożsamy z całą inną rzeczywistością tego świata. Ma coś wspólnego z ziemią, kamieniem, wodą, rośliną i wszelką istniejącą materią. Bóg wybrał kawałek materii w postaci ziemi i stworzył z niej Adama. I jak się łatwo domyślić, wszyscy mamy ten poziom, który nietrudno zlokalizować, ponieważ jest nim po prostu nasze ciało, a raczej materia, z której zostało zrobione.

 

Drugi poziom człowieka łączy się ściśle z momentem, gdy Pan Bóg, ulepiwszy Adama, tchnął w jego nozdrza tchnienie życia. Często postrzegamy to tchnienie jako duszę. I choć ta interpretacja jest prawidłowa, to istnieje jeszcze jeden sposób odczytywania tego słowa. W Księdze Rodzaju wyrażenie mówiące o tchnieniu jest używane w odniesieniu do zwierząt. Kiedy Pan Bóg stwarza zwierzęta, również daje im tchnienie, by ożyły. Tchnieniem jest więc wszelakie życie. Nie chodzi zatem tylko o duchowość, głębię i duszę, ale o życie. Drugi poziom człowieczeństwa to zatem przejście od materii nieożywionej do materii ożywionej. W naszym życiu czasem tak się dzieje, że niektóre fragmenty naszego ciała wracają do materii nieożywionej, bo coś w nas nieustannie obumiera. Na przykład obcinamy włosy lub paznokcie i tak się dzieje. Nasze żyjące ciało to zatem drugi poziom człowieka. (...)

 

Trzeci poziom naszego stworzenia dzieje się dzięki temu, że Pan Bóg wprowadza Adama do raju. Jak podaje Biblia, Adam został stworzony poza rajem. (…) Pan Bóg więc bierze Adama i wprowadza go do ogrodu Eden, w którym rosną drzewa różnego rodzaju. Dwie nazwy znamy - drzewo poznania dobra i zła oraz drzewo życia - reszta jest niewiadomą. Ojcowie Kościoła mówią o tym wprowadzeniu człowieka do raju jako o wyposażeniu go w świat wartości, ponieważ drzewa Edenu były dla nich symbolem najróżniejszych wartości. Trzeci poziom stwarzania człowieka dotyczy więc rozumu, który odróżnia nas od innych stworzeń żyjących i który pozwala nam wartościować, co jest życiem, a co śmiercią, co warto, a czego już nie. (…)

 

Trzeci poziom człowieczeństwa dostępny każdemu człowiekowi okazuje się jednak niewystarczający. Przychodzi taki moment, gdy Adam kopie sobie spokojnie te wszystkie rabatki i rowy nawadniające, a Pan Bóg wymyśla test i mówi: "Adamie, zwierzęta są poza rajem, czyli są poziom niżej od ciebie, ale chciałbym je tu przyprowadzić i poprosić cię, byś je ponazywał". Pan Bóg robi więc pewien sprawdzian tego, jak Adam się rozwinął intelektualnie, czy już ożyły w nim wartości i stał się bardziej podobny swojemu Stwórcy. Polecenie Pana Boga nie brzmi nam w uszach tak mocno i poważnie, bo nie żyjemy w kulturze żydowskiej, w której nazywanie, nadawanie komuś imienia to odkrywanie i wydobywanie czyjejś istoty. Dla Żydów imiona są niesamowicie ważną częścią człowieka. Gdy więc w Izraelu nadaje się imię dziecku, to tym imieniem przypisuje mu się jednocześnie sens i określa się to, kim ono będzie. Naród wybrany bowiem wierzy, że Bóg bierze w tym udział, nadając danemu dziecku właściwości tego, co stoi za tym imieniem. (…)

 

Esencja człowieczeństwa

 

Po tym, jak Adam bezskutecznie próbował ponazywać zwierzęta, Pan Bóg stwierdził, że człowiek potrzebuje jeszcze jednego poziomu w sobie, ponieważ z tym, co do tej pory posiada, nie potrafi dobrze i twórczo funkcjonować w świecie. Nie umie nadawać imion, czyli nie potrafi przyjąć właściwej sobie roli w świecie, polegającej na wyznaczaniu sensu jego elementom. Jak Pan Bóg poradził sobie z tym problemem? Biblia podaje, że Bóg uśpił Adama, czyli zastosował względem niego lekką narkozę, następnie wyciągnął kawałek z jego ciała i zrobił z niego coś osobnego. Skoro obok Adama nagle stanęła Ewa, niemalże równa mu rozmiarem, łatwo się domyślić, że Pan Bóg musiał coś dołożyć do tego Adamowego żebra. Pismo Święte ani słowem jednak nie wspomina, co zostało wzięte do budowy Ewy. We wszystkich żydowskich, a także chrześcijańskich komentarzach do tego tekstu można jednak znaleźć jasne przekonanie, że skoro istnieją na świecie tylko dwa rodzaje bytów - stworzenie, czyli wszystko, co istnieje materialnie na Ziemi i w kosmosie, oraz Stwórca, czyli Pan Bóg - to jeśli Bóg nie dołożył do Ewy żadnego fragmentu rzeczywistości stworzonej, to znaczy, że dołożył coś z samego Siebie. Jak słusznie mówił o tym mój współbrat o. Joachim Badeni, kobieta to boska tajemnica, bo ma w sobie coś, co nie zostało wzięte z prochu ziemi, jak to się działo w przypadku Adama, tylko coś, co sam Pan Bóg z siebie dołożył. Każdy z nas (bo przecież czytamy to wszystko w kluczu Adam i Ewa, czyli jeden człowiek) ma więc w sobie coś, co pochodzi prosto od Boga.

 

Co wydarzyło się dalej? Adam obudził się i zobaczył stojącą przed nim Ewę. Dostrzegł zatem czwartą część siebie, która została dodana mu do materii, do ożywiającego tchnienia i do rozumu. Adam stanął więc w tym momencie na szczycie kościelnej drabiny Darwina. Przyglądając się Ewie, powiedział zaś genialne zdanie: "Ta dopiero jest kością z mojej kości i ciałem z mojego ciała. To dopiero jestem prawdziwy ja". Gdy Adam dostał czwartą część, dopiero wtedy zobaczył naprawdę swoją tożsamość i wykrzyknął: "To rzeczywiście jestem ja!". Ojcowie Kościoła tłumaczą, że Ewa oznacza tu symbolicznie duszę, czyli naszą najgłębszą część, która trochę jest z nas, ale w większości wzięła się z rzeczywistości Boga. Dlatego tak trudno nam ją w sobie odnaleźć, bo w większości jest zrobiona z tego, czego zupełnie nie znamy.

 

Jak więc zlokalizować w sobie duszę? Z lokalizacją innych poziomów nie mamy problemów, szybko potrafimy je w sobie nazwać i pokazać. Z materią nie mamy trudności, bo wystarczy dotknąć naszego ciała, w nim kryje się i to, co nieożywione, i to, co poruszone tchnieniem. (…)

 

Dlaczego tak ważne jest odnalezienie w sobie duszy? Bo ona jest najgłębszym wymiarem naszej tożsamości. Trzy pierwsze poziomy są mniej więcej takie same u wszystkich ludzi. (…) Z duszą jest inaczej. Cała teologia Kościoła mówi o niej, że gdy zostanie ona rozpoznana przez konkretnego człowieka, to wtedy ten ktoś może prawdziwie powiedzieć, kim jest. Gdy znamy naszą duszę, możemy rzeczywiście zobaczyć naszą wyjątkowość względem innych ludzi, do których podobni jesteśmy ciałem, emocjami, zmysłami i intelektem. (…)

 

Z tego bierze się nasze pogubienie

 

Dlaczego wielu z nas jest nieszczęśliwymi w życiu? Ponieważ czternastodniowe wesele w nas (odniesienie do historii Tobiasza - przyp. red.) może odbyć się dopiero wtedy, gdy człowiek znajdzie czwarty poziom. Dlaczego wielu ludzi żyje w nieszczęściu i smutku, mimo że mają rodziny, dzieci, całkiem niezłą pracę? Wynika to z prostego faktu, że nigdy nie odnaleźli swojej duszy, a nie da się żyć szczęśliwie bez odkrycia swojej najgłębszej tożsamości.

 

Rodzi się więc pytanie: jak znaleźć duszę? Czas przejść do konkretów. Otóż, każdy z nas ma w sobie wpisaną pewną strukturę swojej duszy. Ona odróżnia nas od wszystkich innych ludzi żyjących wokół nas. Ta dusza wpływa na naszą fizjonomię i powoduje, że różnimy się wyglądem od siebie nawzajem. Gdybyśmy mieli takie same dusze, nasze ciała wyglądałyby identycznie. Oczywiście, nie oznacza to, że bliźniaki mają taką samą duszę. Nie ma na świecie dwóch takich samych dusz, więc i bliźnięta się od siebie różnią, choć czasem trudno to wychwycić. Dusza nadaje kształt temu, kim jesteśmy, z niej pochodziły słowa Adama: "To jest ciało z mego ciała, kość z mojej kości". Czyli dusza ukształtowała ciało i pozwoliła człowiekowi to poznać. Jasne, że to nie dzieje się nagle, z dnia na dzień. Ten proces trwa od dnia naro- dzin po dzień naszej śmierci.

 

Gdy ludzie podczas rozmów i spowiedzi pytają mnie o to, jak odkryć to, kim są i co mają robić w życiu, daję im bardzo proste narzędzie odnalezienia właściwości własnej duszy (odnalezienia, nie odkrycia, bo ona jest w nas od zawsze, nawet jeśli jej nie znamy). Nazwałem to narzędzie zasadą albo teorią TRZECH "U". Pod tą nazwą kryją się zaś trzy bardzo konkretne zadania: UŻYJ, UKAŻ, UTRWAL.

 

Tekst pochodzi z książki "Wielka ryba - droga do odpowiedzialności. Lekcje Sary i Tobiasza", którą możecie kupić w sklepie Wydawnictwa WAM.