Chciałabym, żeby Kościół przestał mnie demonizować

Tygodnik Powszechny / Przemysław Wilczyński / ms
data10.07.2019 07:00

(fot. depositphotos.com)

"Chciałam żyć «w zgodzie ze sobą», tyle że nie bardzo wiedziałam, co to oznacza. Czy - w myśl nauczania Kościoła - odrzucenie homoseksualnego związku? A może robienie tego, czego się najbardziej pragnie?"

 

Marta jest lesbijką i katoliczką. Pełny wywiad, jakiego udzieliła dla Tygodnika Powszechnego znajdziecie TUTAJ

 

Świadomość odmienności dojrzewała w Marcie kilka lat i nie była czymś, co kobieta łatwo zaakceptowała. Wychowała się w katolickiej rodzinie, pragnęła żyć w zgodzie z wiarą i nauczaniem Kościoła. Dlatego odpierała myśl, że może być osobą homoseksualną, choć zauważała swoją odmienność. 

 

Angażowała się w duszpasterstwa dla młodzieży. "Głęboko weszłam w ten (...) religijny świat. Bardzo chciałam, by to był mój świat". Po kilku latach poczuła, że przestaje tam pasować. W jej głowie zaczęło pojawiać się wiele wątpliwości, nie potrafiła, tak jak kiedyś, przyjmować wszystkiego, czego nauczał Kościół. 

 

Inne oblicze Kościoła

 

Wyjazd za granicę pozwolił jej zmienić perspektywę, odkrył przed nią inne oblicze Kościoła, którego tak bardzo jej tutaj brakowało. 

 

"Zobaczyłam tam garstki ludzi, ale te garstki były przekonane, że chcą tam być; kościół, w którym nikt nie ma poczucia władzy nad ludźmi, nikt nie mówi nieustannie: «Tak powinnaś żyć». Z okresu belgijskiego zapamiętałam scenę. Siedzę sama w kawiarni i piszę na serwetce: «Dlaczego ciągle kobiety?». I znowu: «A co jeśli...». Nadal odpowiadałam sobie jednoznacznie: to niemożliwe" - wspomina.

 

Po powrocie uświadomiła sobie, że nie zmieni tego kim jest, nie potrafi zakochać się w mężczyźnie. Z rozpaczą przyjęła fakt, że jej podejrzenia były słuszne - jest lesbijką. Nadszedł czas kolejnego wewnętrznego konfliktu.

 

"Chciałam żyć «w zgodzie ze sobą», tyle że nie bardzo wiedziałam, co to oznacza. Czy - w myśl nauczania Kościoła - odrzucenie homoseksualnego związku? A może robienie tego, czego się najbardziej pragnie? Stanięcie w prawdzie?"

 

W końcu zdecydowała się stanąć w prawdzie, ale nie w znaczeniu, jakie nadaje temu sformułowaniu Kościół, ale w życiu w szczerości z samą sobą.

 

Pragnienie zrozumienia

 

W ostatnim czasie, gdy dyskusje wokół osób LGBT mocno się wzmogły, Marta doświadcza wielu bardzo przykrych dla niej sytuacji, jak na przykład jedna mająca miejsce na wrocławskim rynku, podczas której aktywiści zbierający podpisy pod ustawą "»Stop pedofilii«! Ratuj dzieci!" mieli transparent: "Czego lobby LGBT chce uczyć dzieci?".  "Mijali mnie ludzie, którzy składali pod tym dokumentem podpisy. Zastanawiałam się, czy mają świadomość, kogo mijają? Nie mogli wiedzieć, że «potwór» ukrywa się w ciele 27-letniej dziewczyny w zielonym płaszczu. Że pochodzi z katolickiej rodziny" - wspomina. 

 

Bardzo trudno jej znaleźć teraz miejsce w Kościele, nie czuje w nim żadnego oparcia ani chęci dialogu. A jedyne czego tak naprawdę pragnie to zainteresowania. "Tym, jak żyjemy, co czujemy. Kościół nie chce wejść w nasz świat, a jeśli już, to jako kolonizator: «My ci powiemy, co jest dobre, gdy wyrzekniesz się grzechu».

 

Marta, wbrew temu, co można by pomyśleć, nie oczekuje od Kościoła zmiany nauczania, pragnie, aby ludzie Kościoła otworzyli się na dialog z osobami takimi jak ona, żeby przestali je demonizować i pokazywać ciągle, jako zagrożenie dla innych. Żeby skończyli z kurczowym trzymaniem się i rozpowszechnianiem stereotypów, że osoby LGBT nastawione są tylko na osiąganie przyjemności. 

 

Szacunek, delikatność, miłość

 

"Moja wspólnota, mówiąca nieustannie o Bożej miłości, nie chce pytać: co u ciebie? Co czujesz? Kim jesteś? Być może ostatniego z tych pytań Kościół mi nie zadaje, bo nawet nie chce uznać mojej tożsamości? Przecież Episkopat napisał, że nie używa skrótu LGBT. Gdzie tu delikatność? Miłość?" - mówi kobieta podkreślając, jak bardzo słowa niektórych duchownych mijają się z nauką płynącą z Katechizmu Kościoła Katolickiego o traktowaniu osób homoseksualnych z szacunkiem, delikatnością oraz miłością.

 

Na pytanie o to "jak jest", Marta odpowiada, że "normalnie". Wspólne obiady, wyjścia, mniej i bardziej ważne rozmowy, kłótnie, wspólne radości i dramaty. Jak w zwyczajnej relacji między ludźmi. 

 

Jak mówi dziś o swojej wierze? "Godzę się ze swoimi wątpliwościami. A równocześnie nie mam wątpliwości, że istnieje duchowy wymiar życia. Bóg jest, podobnie jak sens".