Czy można mówić o sztuce spowiadania?

Życie Duchowe Cezary Sękalski
data09.12.2009 17:14

(fot. sxc.hu)

Z Elżbietą Sujak, psychiatrą, i Józefem Augustynem SJ rozmawia Cezary Sękalski

 

Czy można mówić o "sztuce spowiadania". Efekt spowiedzi nie zależy przecież od spowiednika, tylko od Boga, który udziela rozgrzeszenia. Spowiedź jest darem łaski Bożej. Czy zatem domaga się jakiegoś kunsztu?

 

Józef Augustyn SJ: Gdyby wszystko zależało jedynie od Boga, nie potrzebowalibyśmy ani Kościoła, ani księży, ani konfesjonałów. Spowiedź jest działaniem Bosko-ludzkim. Duchowość chrześcijańska, duchowość Wcielenia, prowadzi do integracji wymiaru duchowego i ludzkiego. Sztuka spowiadania zakłada z jednej strony łaskę Bożego przebaczenia, ale z drugiej zakłada także umiejętność dialogowania księdza z penitentem, sztukę rozeznawania duchowego, zdolność wnikania w ludzkie sumienia. Nazwanie spowiadania sztuką wydaje się uzasadnione także dlatego, że jest to spotkanie zwykle bardzo krótkie. Zazwyczaj nie trwa ono dłużej niż pięć minut. W tym czasie trzeba rozeznać bardzo trudne nieraz problemy penitenta i starać się, by odszedł od konfesjonału zwyczajnie i po ludzku zadowolony ze spotkania.


W czasie rekolekcji dla księży i alumnów mówię prosto: zranienie penitenta przez księdza w konfesjonale bywa nieraz wielkim grzechem. Niektórzy penitenci bowiem, po takim przykrym doświadczeniu, przez wiele lat nie przystępują do spowiedzi. Chodzą wprawdzie na Mszę świętą, ale nie do spowiedzi. Sakrament pokuty wymaga - jak mówił Jan Paweł II -talentu psychologicznego. Wymaga także wielkiej wiary. Sztuki spowiadania uczymy się całymi latami. Aby ją posiąść, kapłan musi jej bardzo pragnąć. Choć wielu księży spowiada pobożnie i solidnie, to jednak prawdziwi mistrzowie konfesjonału są raczej rzadkością.

 

Elżbieta Sujak: Z punktu widzenia penitentki muszę powiedzieć, że do sztuki spowiadania należy dar pedagogiczny. Nie chodzi tylko o to, żeby mocą Jezusa Chrystusa uwolnić człowieka od ciążącej na nim winy, ale by mu ukazać perspektywę rozwojową: uświadomić, w jakim punkcie się znalazł i jak będzie mógł odnowić swój kontakt z Panem Bogiem. W tym kontekście sztuka spowiadania rzeczywiście wymaga przygotowania i doświadczenia.

 

Wszyscy pamiętamy, że czasami "odpukano" nas w konfesjonale. Zostaliśmy uwolnieni od splamienia grzechem, ale nie naznaczono owej perspektywy rozwojowej. Czy nie brakowało nam wtedy mądrego pouczenia?

 

Bardzo mnie zainteresowało kryterium dobrej spowiedzi, które wymienił Ojciec - zadowolenie penitenta. Jakiego rodzaju ma to być zadowolenie?

 

Józef Augustyn SJ: Poruszamy się w obszarze życia duchowego. Nie mówimy więc o zadowoleniu natury uczuciowo-zmysłowej, ale o zadowoleniu wewnętrznym, zadowoleniu duchowym. W spowiedzi ważne są motywy i okoliczności, dla których penitent przychodzi do kapłana. Gdy słyszę: "Ostatni raz byłem u spowiedzi tyle a tyle lat temu", pytam o motywację, dla której penitent powraca do konfesjonału. Jeżeli ktoś odpowiada, że namówiła go żona, a on sam nie jest do końca przekonany, trudno nawiązać wówczas głębszą rozmowę. Jeśli jednak penitent wyznaje, że powodem jego spowiedzi jest na przykład śmierć bliskiej mu osoby lub jakieś inne tragiczne zdarzenie, wtedy jako spowiednik mogę pomóc penitentowi otworzyć się na Boga jako Ojca, który jednakowo otacza swoją opieką żywych i zmarłych.

 

Elżbieta Sujak: Dzięki zaangażowaniu spowiednika penitent odkrywa nowy wymiar tego, co wyznał. Może zobaczyć całe swoje życie albo jakiś czyn, bolesny dla niego albo obciążający go fakt w nowym świetle. Wtedy otwiera się na nową perspektywę postrzegania siebie, Pana Boga, własnego postępowania.


Dlaczego zatem spowiedź kojarzy się nam bardziej z salą sądową niż z kliniką, w której jesteśmy uzdrawiani i oczyszczani z tego, co w nas negatywne? Dlaczego ciągle towarzyszy nam lęk?

 

Elżbieta Sujak: Moim zdaniem "aspekt sądowy", o którym pan wspomniał, jeżeli nie dominuje w podejściu do tego sakramentu, jest bardzo pożyteczny. Uważam, że dobrodziejstwo sakramentu pojednania polega także na tym, że stwarza człowiekowi jedyną okazję, by stał się prokuratorem w stosunku do samego siebie. Na co dzień żyjemy bowiem mechanizmami obronnymi. Wciąż się usprawiedliwiamy, tłumaczymy, że mamy dobrą wolę. Bronimy się przed jakimkolwiek oskarżeniem z zewnątrz. I tu nagle - szukając kontaktu z Bogiem - musimy przyjąć wobec siebie rolę prokuratora. Ten sakrament zmusza mnie do uznania siebie za istotę winną. A to nieraz jest niezwykle oczyszczające.

 

Jak należy rozumieć leczniczy wymiar sakramentu pojednania?

 

Józef Augustyn SJ: Katolicy podkreślają wymiar sądowy konfesjonału, prawosławni zaś wymiar leczniczy. Jezus mówi: "Nie przyszedłem do zdrowych, ale do tych, którzy się źle mają", do chorych. Leczenie w konfesjonale nie ma jednak jakiegoś magicznego charakteru. Jezus mówi do człowieka, którego uzdrowił: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło (J 5, 14). Zapominamy nieraz o ścisłym związku istniejącym pomiędzy naszymi grzechami a cierpieniami, jakie z nich wypływają. Spojrzenie na człowieka i jego zranienie zostało dzisiaj zatrute psychologią, psychoanalizą. Objawia się to w myśleniu: "Cierpię, ponieważ inni mnie krzywdzą. Bliźni są winni mojego nieszczęścia". Prawda jest jednak taka, że często cierpimy, ponieważ buntujemy się przeciwko Bogu i usiłujemy żyć bez Niego.

 

1 2 3