Czy można mówić o sztuce spowiadania?

Życie Duchowe Cezary Sękalski
data09.12.2009 17:14

(fot. sxc.hu)

Mówiliśmy o krzyżu spowiednika. Chciałbym porozmawiać także o krzyżu penitenta. Nie o tym, który polega na przyznaniu się do swojego grzechu, co nie jest zbyt komfortowe, ale o tym, który pojawia się, kiedy w konfesjonale jesteśmy źle przyjęci.

 

Józef Augustyn SJ: To jest nadzwyczaj trudny temat. Wielu penitentów źle potraktowanych w konfesjonale nie przyznaje się do tego, ponieważ musieliby opowiadać o swoich grzechach. A któż chce publicznie o nich mówić? Czasami udajemy więc, że nic się nie stało. Tymczasem stało się. Co w takiej sytuacji robić? Trzeba bardzo uważnie rozeznać zaistniały konflikt. Być może porozmawiać o nim z innym kapłanem, bardziej doświadczonym. Są bowiem sytuacje, kiedy rzeczywiście możemy powiedzieć, że nic się nie stało. Gdy na przykład kapłan spowiada wiele godzin i jest bardzo zmęczony psychicznie, jego słowa i reakcje mogą być mało uważne i nieco schematyczne. Penitenci bardziej wrażliwi mogą czuć się potraktowani powierzchownie, niegrzecznie. Jeżeli jednak w konfesjonale rzeczywiście padły jakieś raniące i niesprawiedliwe słowa, winniśmy reagować. Trzeba o tym powiedzieć Kościołowi: iść do przełożonego danego kapłana. Takie raniące sytuacje nie mogą się powtarzać. One są bowiem przeciwko godności sakramentu pojednania.

 

Zdarza się, że spowiedź jest łączona z kierownictwem duchowym -z dialogiem i umiejętnością diagnozowania tego, co człowiek przeżywa. Pani Doktor posługuje jako kierownik duchowy w Centrum Duchowości w Częstochowie. Proszę podzielić się swoimi spostrzeżeniami na ten temat.

 

Elżbieta Sujak: Moja droga prowadziła od psychiatrii do kierownictwa duchowego. Kierownictwo duchowe praktycznie polega na towarzyszeniu. Kierownik duchowy po prostu jest, słucha, pomaga szukać brodu w zbyt głębokiej rzece. Czasem służy jako prom do przeprowadzenia człowieka na drugi brzeg, ponieważ znajduje sposób pokonania jakiejś przeszkody. To jest bardzo piękna rola, która przywraca wiarę w ustawiczne działanie Pana Boga w człowieku. Niewiele osób ma przywilej posługiwania w ten sposób, a jest to szczególnie piękne zadanie. Oczywiście, czasami boli mnie, że wysłuchuję prawie tyle co spowiednik, a nie mogę udzielić rozgrzeszenia. Mogę za to prosić Pana Boga o łaskę dobrej spowiedzi dla człowieka, którego ja tylko wysłuchałam. To często pomaga. Takie jest moje doświadczenie. Szczególnie mogę pomóc ludziom, którzy bardzo się boją spowiedzi albo doznali jakiegoś urazu i chcą o tym mówić, przepracować tę sytuację. Mogę pomóc ją zobaczyć z innej strony i jakoś utorować drogę do kontynuacji życia sakramentalnego albo nawet do podjęcia jakichś bardzo ważnych decyzji życiowych.

 

Czy zgodzi się Ojciec z tezą, że sztuka spowiedzi jest mistrzostwem wtedy, gdy jest połączona z kierownictwem duchowym?

 

Józef Augustyn SJ: Takie połączenie jest idealnym rozwiązaniem, zwłaszcza jeśli spowiedź odbywa się w trakcie duchowego dialogu. Można wtedy wypowiedzieć swoje słabości, ludzkie ułomności, grzechy oraz wszystkie sprawy, które wewnętrznie nas trapią. W mojej osobistej praktyce łączę te dwie rzeczywistości. Nie jest to jednak rozwiązanie uniwersalne dla wszystkich. Są ludzie, którzy wolą oddzielać spowiedź i kierownictwo duchowe. Wybór trzeba zostawić człowiekowi.


W moim odczuciu "wyznanie" w spowiedzi nie powinno ograniczać się jedynie do grzechów, ale winno obejmować także nasze wątpliwości, myśli pełne naszych lęków, poczucia krzywdy, wyniosłości, zmysłowości. W czasie rekolekcji zachęcam, by przy okazji spowiedzi wypowiadać wszystko to, co nas wewnętrznie męczy. Jeśli spowiednik powie nam, że to nie jest grzech i nie trzeba o tym mówić w konfesjonale, trzeba go zwyczajnie poprosić, by nas zechciał cierpliwie wysłuchać do końca. Kiedy człowieka dręczą wątpliwości moralne, ważne jest, by ich nie zagrzebać i nie usypiać. Wątpliwości moralne są ważne dla rozwoju człowieka. Dzięki nim uczy się on zaufania Bogu.


Ksiądz nie musi w konfesjonale udzielać jakichś niezwykle mądrych rad. Nie one są najważniejsze. Najważniejsza jest "spowiedź", czyli wypowiedzenie przed kapłanem tego, co dręczy nasze sumienie. Nawet jeżeli nie usłyszymy oczekiwanych przez nas kilku mądrych i ciepłych słów kapłana, spowiedź jest ważna i dobra.

 

Elżbieta Sujak: Ks. Krzysztof Grzywocz, jeden z autorów publikujących na łamach "Życia Duchowego", powiedział kiedyś, że każdy człowiek pragnie być wysłuchany. Każdy chce mieć możność powiedzenia o sobie jak najwięcej. Ponoć najwięcej zwierzeń wysłuchują barmani. Podchmielony człowiek zaczyna mówić, mówić i mówić… Oczywiście to jest przerysowany obraz i nie o to chodzi. Człowiek potrzebuje wypowiedzenia się, ponieważ dopiero wtedy to, co zostało wypowiedziane, staje się naprawdę jego własnością. Przykładem mogą być uczucia. Często martwimy się swoimi uczuciami, mylą się nam z grzechem, ze złem. Negatywne czy obronne uczucia tak długo gnębią nas, dopóki nie nauczymy się ich nazywać i mówić o nich komuś. Wtedy dopiero mamy nad nimi władzę. Uczucia nienazwane i niewypowiedziane bywają groźnym paliwem do impulsywnych czynów i działań. Natomiast uczucia nazwane, wypowiedziane, powierzone komuś zostają rozbrojone. Nie panujemy nad tym, jakie uczucia się w nas budzą, jakich emocji doznajemy. Aby nad nimi zapanować, trzeba je nazwać. Najlepszą okazję do nazywania swoich uczuć daje obecność i osoba powiernika, któremu można o nich powiedzieć.


W tym wymiarze kierownictwo duchowe jest czymś bardzo ważnym, ponieważ służy ono właśnie temu, żeby rozmawiać z człowiekiem, którego wybiera się samemu, na temat swoich uczuć, motywów działania, życia modlitwy, trudności, wątpliwości.
 

  1 2 3