Dar Boży na czasy obecne i ostateczne

Ks. Stanisław Mrozek SJ
data09.04.2010 19:14

Fragment oryginału obrazu Jezusa Miłosiernego z sanktuarium w Wilnie, namalowanego wedle wskazówek św. Faustyny.

Kiedy na tym świecie nasze plany i nadzieje coś niweczy raz po raz i przychodzi zniechęcenie, dobrze jest, ażebyśmy się do kogoś zwrócili o pomoc. Dzieje ludzkości są widownią współistnienia dobra i zła. Znaczy to, że zło istnieje obok dobra. Przypomina się ewangeliczna przypowieść o pszenicy i kąkolu (zob. Mt 13, 24–30). Życie człowieka upływa na zmaganiu się dobra ze złem.

 

Ponieważ nie tu, w tym świecie, mamy nasze stałe zameldowanie, ale tymczasowe, dlatego wcześniej czy później przyjdzie czas bilansowania swojego życia i stanięcia w prawdzie w obliczu Boga w nowym – wiecznym – wymiarze życia.

 

Przypomina mi się kobieta ponad 70-letnia spotkana podczas prowadzonych rekolekcji w Wałbrzychu. O tym spotkaniu i zrobionym bilansie z całego życia poleciła mi owa kobieta mówić wszędzie.Po wieczornej nauce czwartkowej o największym darze Bożym, jakim jest Miłosierdzie i o dobrym korzystaniu z Niego w naszej grzeszności, raniutko w piątek pierwsza osoba przychodzi do spowiedzi, to owa kobieta. Ledwie stoi na nogach i cała dygoce.

 

Pierwsze słowa jakie wypowiedziała to te: „Proszę księdza,wracam z piekła. Już zdecydowałam się na piekło. Od panieństwa całe moje życie przeżyłam w grzechach śmiertelnych – popełniając wiele świętokradztw. Jako panienka – świadomie i dobrowolnie zataiłam na spowiedzi grzech śmiertelny i nigdy go nie wyznałam. Do tego jeszcze – w tym grzechu – obchodziłam co miesiąc pierwsze piątki.

 

Już myślałam, że nie ma dla mnie ratunku. Zgodziłam się oddać duszę szatanowi i być w piekle. Ale w tę noc toczyła się we mnie straszna. Całą noc nie spałam. Wczoraj wieczór ksiądz wołał: jeszcze czas miłosierdzia Bożego. Jeszcze nic nie jest stracone dla duszy grzesznej, grzesznik żyje na tym świeci i z ufnością zwróci się – jak Magdalena czy Łotr na krzyżu – do Miłosiernego Serca Pana Jezusa. Postanowiłam usłuchać księdza i z ufnością zwrócić się do Boga Miłosiernego".

 

Szczerze, ze skruszonym sercem się wyspowiadała. Po otrzymaniu rozgrzeszenia we łzach szczęśliwa powiedziała: „Proszę wszędzie, gdzie ksiądz będzie, opowiadać grzesznikom o miłosierdziu Bożym i o tym, co ja otrzymałam".

 

A teraz weźmy sobie do serca to, co mówi Pan Jezus do świata w naszych czasach przez swoją sekretarkę i apostołkę Orędzia Miłosierdzia –św. Siostrę Faustynę Kowalską:

 

„Mów światu o Moim Miłosierdziu. Niech pozna cała ludzkość niezgłębione Miłosierdzie Moje. Jest to znak na czasy ostateczne. Po nim nadejdzie dzień sprawiedliwy. Póki czas niech uciekają się do źródła Miłosierdzia Mojego. Niech korzystają z Krwi i Wody, która dla nich wytrysnęła" (Dz. 848).

 

„Pragnę, aby czczono Miłosierdzie Moje. Daję ludzkości ostateczną deskę ratunku – to jest ucieczkę do Miłosierdzia" (Dz. 1448).

 

„Napisz: nim przyjdę jako Sędzia sprawiedliwy, otwieram wpierw na oścież drzwi Miłosierdzia Mojego. Kto nie chce przejść przez drzwi Miłosierdzia, ten musi przejść przez drzwi sprawiedliwości Mojej" (Dz. 1588).

 

„Nie chcę karać zbolałej ludzkości, ale pragnę ją uleczyć, przytulając ją do Swego miłosiernego serca" (Dz. 1588).

 

To pocieszające przesłanie kierowane jest przede wszystkim do tego, kto poddawany jest szczególnie ciężkim doświadczeniom, przygnieciony ciężarem popełnionych grzechów; kto utracił sens życia, popadając w depresję. Jemu właśnie Chrystus ukazuje miłosierne oblicze. Do niego kierują się ożywcze strumienie swojego Serca umacniające nadzieję. Tu warto dokonać kontemplacji obrazu (obrazka) Miłosiernego.

 

A czymże jest samo Miłosierdzie Boże, o którym tutaj mowa!? Warto sobie zdać z tego by próbować Je naśladować, gdyż „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7).

Jeśli dowiadujemy się z Pisma Świętego, że Bóg jest miłością (zob. J 4, 16), to znacz że nas kocha, i to kocha zawsze, mimo naszej nędzy, defektów, win.... Ale Bóg jest nie tylko miłością miłosierną. Jest to szczególna wrażliwość na każdą sytuację i potrzebę człowieka, n biedę, słabość, grzeszność... miłość wobec zasługujących na nią. Radykalnym objawieniem takiej miłości miłosiernej jest ofiara Chrystusa na ołtarzu krzyża. Chrystus przecież poświęcił życie za złoczyńców.

 

Matka czy ojciec, gdy kocha dziecko niedorozwinięte lub kalekie miłością większą niż prawidłowo rozwinięte i zdrowe, to jest to miłość miłosierna. Bóg kocha nas trochę większą miłością, kocha nie mimo naszej nędzy, ale ze względu na naszą nędzę, i ta miłość jest miłością miłosierną. Została nam ona zobrazowana w ewangelicznej przypowieści o synu marnotrawnym (Łk 15, 11–24). Ojciec nie tylko przyjmuje syna marnotrawnego i mu wszystko przebacza, ale jeszcze wystawia wspaniałą ucztę i przywraca go do dawnej społecznej pozycji w domu, dając pierścień na rękę, co oczywiście w ogóle mu się nie należało. To miłosierdzie, to miłość hojnie przebaczająca, miłość synów marnotrawnych przed dobrymi i wiernymi, a więc miłość tych, którzy na nią nie zasługują. Cała Biblia jest zapisana taką miłością Boga do ludzi.

 

Nie ma sytuacji bez wyjścia – zawsze można liczyć na Miłosierdzie Boże dopóki żyjemy

 

A to wypowiedź – świadectwo prof. Bernarda Nathansona, amerykańskiego ginekologa, położnika, bioetyka, autora m.in. książki Abortowanie Ameryki oraz filmów Niemy krzyk i Zaćmienie umysłu na temat aborcji: „Gdy byłem dyrektorem największej kliniki aborcyjnej na świecie, przez dwa lata wykonaliśmy około sześćdziesięciu tysięcy aborcji. W tym samym czasie w ramach praktyki prywatnej przeprowadziłem około pięciu tysięcy „zabiegów". Własnymi rękoma zabijałem nawet swoje dziecko... Nadzorował około dziesięć tysięcy aborcji przeprowadzonych przez moich praktykantów. Jestem więc odpowiedzialny za siedemdziesiąt pięć tysięcy istnień ludzkich. To bagaż moralny trudny do zniesienia. Jedyna nadzieja w miłosierdziu Bożym".

 

Z tym wstrząsającym świadectwem Nathanson przyjechał do Polski. Przeszedł on w swe dramatyczną odyseję intelektualną i duchową, zwłaszcza po nakręceniu filmu Niemy krzyk i lekturze książki jego byłego profesora Karla Sterna Słup ognia, w której żydowski psychiatra opisał drogę do Kościoła katolickiego. Duże wrażenie na żydowskim lekarzu zrobiła lektura Ewangelii św. Łukasza (lekarza) i Dziejów Apostolskich. Co więcej, po kilku latach przygotowań, 9 grudnia 1966 r. przyjął chrzest, bierzmowanie i Komunię św. w Katedrze Św. Patryka w Nowym Yorku od Kardynała Johna I. O'Connora i stał się praktykującym katolikiem. Miłosierdzie Boże nawet w takim człowieku zatryumfowało!

 

1 2