Dlaczego Synod jest tak ważny? - przykład Japonii

Elżbieta Wiater Elżbieta Wiater
data06.10.2015 11:29

(fot. Dick Thomas Johnson / flickr.com)

Rodzina sama w sobie jest tematem ogranym i nie budzi tak gorącej debaty.Tymczasem wiele wskazuje, że powinna i to natychmiast. Świetnym studium przypadku, który to pokazuje, jest wymierająca na naszych oczach Japonia.

 

Przywykliśmy, że biskupi często powtarzają: "Rodzina ma kluczowe znaczenie społeczne". To bardzo mądre zdanie stało się sloganem i - jak to slogan - nie budzi większych emocji. Rozpoczęty w niedzielę synod stał się obiektem zainteresowania mediów tylko dlatego, że jest szansa na rewolucyjne zmiany, które z dużym prawdopodobieństwem pociągnęłyby za sobą schizmę. Rodzina sama w sobie jest tematem ogranym i nie budzi tak gorącej debaty.

 

Tymczasem wiele wskazuje, że powinna i to natychmiast. Świetnym studium przypadku, który to pokazuje, jest wymierająca na naszych oczach Japonia. Kraj o wspaniałej, starej kulturze, prawie całkowicie jednolity pod względem narodowości mieszkańców, który po II wojnie światowej błyskawicznie stał się jedną z przodujących gospodarek, głównie jeśli chodzi o najnowsze technologie, powoli zamienia się w kraj bardzo starych ludzi.

 

Przyczyna tego jest banalna: rodzina nie jest dla Japończyków wartością samą w sobie. Nie chcą się żenić (prawie połowę społeczeństwa - 49% - stanowią single), a nawet jeśli się pobierają, nie mają dzieci lub mają jedno lub dwoje. Osoby wychowane w małodzietnych rodzinach powielają ten wzorzec, bo jest im najlepiej znany, a to z kolei tworzy spiralę zachowań sprzyjających mało- lub bezdzietności.

 

Nie potrafią także budować zdrowych relacji w rodzinach, co przekłada się na duże problemy psychiczne dzieci, a te z kolei wyrażają się w bardzo wysokim odsetku samobójstw oraz zaburzeń psychicznych wśród nastolatków. Ponieważ w małych miejscowościach i we wsiach wzrasta liczba osób starszych i nie ma tam pracy, młodzi migrują do miast, które są przeludnione. Z kolei przebywanie w tak ludnym otoczeniu rodzi w nich przeświadczenie, że podobna sytuacja jest w całym kraju, co dodatkowo zmniejsza chęć zostania rodzicami. Na to nakłada się hiperkonsumpcyjny styl życia i podtrzymywanie tradycji, że kobieta, która wyszła za mąż i urodziła dzieci, powinna zrezygnować z pracy zawodowej. To ostatnie sprawia, że kobiety wychodzą za mąż bardzo późno lub wcale, a z urodzeniem dziecka czekają tak długo, jak to tylko możliwe.

 

Na to nakłada się długowieczność tej nacji i w efekcie otrzymujemy społeczeństwo, w którym już w tej chwili ponad 26% stanowią ludzie powyżej 65. roku życia. Na jednego emeryta pracuje około trzech osób, a z prognoz wynika, że wkrótce będą to zaledwie dwie.

 

Ważne jest to, co w praktyce wynika z takiej proporcji wiekowej w społeczeństwie, poza zapowiedzią rychłego jej zniknięcia z powierzchni Ziemi. Otóż:

 

  • żeby utrzymać system emerytalno-socjalny, należy zwiększyć liczbę pracujących, a to oznacza trzy działania: wydłużenie wieku emerytalnego do 70. roku życia, zatrudnienie młodocianych i wprowadzenie na rynek pracy matek;

 

  • spada innowacyjność gospodarki - od dwudziestu lat Japonia, która była gigantem najnowszych technologii, nie unowocześnia swoich struktur (np. główną metodą komunikacji jest fax), ponieważ ludzie starsi, którzy stanowią coraz większy odsetek społeczeństwa, wolą stare techniki i mają trudność z uczeniem się nowych;

 

  • zapada się finansowo system opieki zdrowotnej (ludzie starsi częściej i poważniej chorują) i opieki nad osobami starszymi;

 

  • społeczeństwo ubożeje, gdyż rosną obciążenia socjalne i podatki, a to z kolei oznacza, że przestaje inwestować, co z kolei sprawia, że znikają kolejne miejsca pracy i tak wytwarza się spirala powodująca kurczenie się gospodarki;

 

  • społeczeństwo ubożeje, więc tym bardziej nie chce mieć dzieci, których wychowanie wymaga nakładów finansowych i zaangażowania, a im mniej jest dzieci, tym mniej jest konsumentów i nawet podniesienie produktywności nie spowoduje wzrostu gospodarczego, bo nie będzie zbytu dla wyprodukowanych dóbr;

 

Wystarczyło przesunąć rodzinę na dalszy plan, a na pierwszym postawić pracę zawodową, dobra konsumpcyjne, własną wygodę, żeby po kilku dekadach w kraju zaczął się ekonomiczny kolaps. Japonia jest już na tej drodze na tyle daleko, że musiałby stać się cud, czyli Japończycy musieliby zgodzić się na zalew imigrantów, żeby ten kraj przetrwał. Ceną za to jest zmiana tożsamości kulturowej i rezygnacja z ksenofobii, z której słyną. Operacje na mentalności społecznej trwają długo, prędzej więc pewnie wymrą.

 

Rodzina jest ważna. Jak powiedział papież Franciszek do rodzin na spotkaniu w Filadelfii: to przestrzeń, w której kluczowe są dwa elementy. Pierwszym z nich są dzieci, które są nadzieją na przyszłość i dają energię do działania. Drugim - osoby starsze, będące żywą pamięcią tego, co było. Jeśli nie ma rodzin, nie ma nadziei i zanika pamięć.

 

A przykład Japonii pokazuje, że wtedy zostaje tylko samotna konsumpcja, która ostatecznie prowadzi do ubóstwa i śmierci.