Historia to nie tylko wojny

Wojciech Żmudziński SJ Wojciech Żmudziński SJ
data04.01.2016 07:52

(kadr z filmu "Animowana Historia Polski", reż. T. Bagiński)

Czy ostatnie stulecia naszej historia to przede wszystkim polityczne kłótnie i bijatyki? Czy nie zakłamujemy losów naszych pradziadów i prababek, koncentrując się głównie na walkach polskiego oręża przeciw wrogom narodu?

 

Wojny, rewolucje, powstania, konflikty narodowościowe - taki obraz naszej przeszłości przedstawiała w mijającym roku większość najbardziej dostępnych czasopism popularnych i popularnonaukowych zajmujących się historią, a przeznaczonych dla szerszego odbiorcy.

 

Już za czasów PRL-u kształtowano patriotyczne postawy poprzez wspominanie poświęcenia polskich żołnierzy zabijających matkom nie-Polkom synów nie-Polaków. Do uczuć patriotycznych należało też poczucie krzywdy, jaką nam wyrządzili obcy. Trzeba było to uczucie podsycać i umacniać, by budować silny, socjalistyczny naród.

 

Zawsze kochaliśmy nasze powstańcze tradycje i wygrane wojny. Zawsze upamiętnialiśmy tych, którzy polegli podczas narodowych zrywów, rzadziej natomiast pamiętamy o trudzie matek i ojców, ciężkiej pracy wyzyskiwanych robotników, pasjach XVIII-wiecznej młodzieży i radościach, jaką czerpali z życia nasi przodkowie. Jako młodzi chłopcy z trudem przebijaliśmy się przez szkolne lektury, w których nie było dobrych Polaków walczących z bronią w ręku przeciwko złym nie-Polakom.

 

Bezskutecznie przeglądałem tegoroczne publikacje IPN oraz egzemplarze kwartalnika "Karta" w poszukiwaniu artykułów o życiu codziennym Polaków w XVIII i XIX wieku. Przecież karty naszej historii nie sprowadzają się do walecznej postawy chłopów idących z kosami na Moskala. Równolegle toczyło się normalne życie. Chciałem je poznać. Pozostały mi jedynie publikacje naukowe, wydane w bardzo niewielkim nakładzie. Czyżby niewielu interesowało się historią bez trupów i nienawiści do oprawców?

 

Historia to nie tylko wojny, to przede wszystkim normalne, codzienne życie ludzi budzących się rano do pracy, zatroskanych o rodzinę, mających swoje upodobania i aspiracje. Ale to się nie sprzedaje. Warto zapytać dlaczego? Czyżby współczesna reguła medialna, że "dobra wiadomość to zła wiadomość", dotyczyła także naszej narodowej historii. A może nie ma dobra bez zła, zwycięzców bez pokonanych, bohaterów bez oprawców? Nie tak rozumiem chrześcijańską wizję historii świata.

 

Na drugim miejscu naszych historycznych zainteresowań znajdują się sensacje. Od tajemniczych skarbów po różnego rodzaju spiski. Przoduje w tym czasopismo "Focus": zagadki, sekrety, skarby, tajemnice, kryjówki - to najczęściej pojawiające się tam słowa. Są w nim też ciekawostki typu: "orgazmoterapia w XIX wieku" albo "erotyczne fantazje w dwudziestoleciu międzywojennym".

 

Rozumiem, że publikuje się to, co się sprzedaje, ale czy to, co się sprzedaje, mówi rzeczywiście o historii czy tylko o jej wynaturzeniu oczami dzisiejszego konsumenta. Już słyszę słowa specjalisty od marketingu: "Historia musi odpowiadać oczekiwaniom klienta. Jeśli nie odpowiada, tym gorzej dla historii".

 

To prawda, że dynamizm pola bitwy i pobudzające krążenie krwi sensacje bardziej odpowiadają tempu naszego życia niż praca subiekta w sklepie Wokulskiego. Może jestem nietypowym przykładem człowieka dzisiejszej epoki, ale chciałbym dowiedzieć się z historii również tego, jak wychowywano dzieci, jak radzili sobie ludzie z codziennymi problemami i dlaczego takie, a nie inne decyzje podejmowali. Jeśli to jest nudne, nieciekawe, zbyt powszednie, to od kogo mamy się uczyć zwykłej życiowej mądrości, jeśli nie od naszych przodków?

 

Mija kolejny rok i wiele wydarzeń przechodzi do historii. Które z nich zapamiętamy? Co oprócz politycznych kłótni i wymachiwania szabelką miało miejsce w kraju nad Wisłą?

 

Wojciech Żmudziński SJ - dyrektor Centrum Kształcenia Liderów i Wychowawców im. Pedro Arrupe, redaktor naczelny kwartalnika o wychowaniu i przywództwie "Być dla innych"